Brak komunikacji, niechęć do współpracy, wycieczki osobiste. Ostatnie sesje Rady Miejskiej w Kartuzach przebiegają raczej burzliwie, niż merytorycznie. O tym, dlaczego radnym z Porozumienia Samorządowego nie jest po drodze z burmistrzem Mieczysławem Grzegorzem Gołuńskim opowiada jego przewodniczący oraz wieloletni radny miejski – Jerzy Pobłocki w rozmowie z Kariną Cierocką.

 

Karina Cierocka: Porozumieniu Samorządowemu nie jest ostatnio po drodze z Burmistrzem Kartuz.

Jerzy Pobłocki: Trudno powiedzieć, że jest po drodze, skoro inwestycje, o które zabiegano od wielu lat, nie są do końca realizowane. Mówimy tu przede wszystkim o kontynuacji różnych przedsięwzięć, takich jak np.obwodnica.

Na poprzedniej sesji, nastąpił pewien rozdźwięk, a opinia publiczna została wprowadzona w błąd.  Publikowanie informacji, że radni Porozumienia nie umieją czytać map, to po prostu brak zrozumienia tego, o czym mówimy od wielu lat.

Jeżeli chodzi o nasze stanowisko dotyczące obwodnicy, to najdłużej o kontynuację tej inwestycji upominają się właśnie radni Porozumienia. Niejednokrotnie apelowaliśmy, aby Burmistrz zrobił coś w tej sprawie, chociażby napisał do Marszałka. To właśnie radni apelowali o zbieranie podpisów pod listem poparcia dla tej inwestycji. Nie mamy żadnych dokumentów świadczących o tym, że Burmistrz zabiegał o kontynuację II etapu obwodnicy Kartuz. W sprawozdaniach Burmistrza, które są przedkładane na każdej sesji od ponad 2 lat też nie ma informacji o zbiegach urzędu w tej sprawie.

Wielu radnych również chciało kontynuacji promenady nad Jeziorem Karczemnym, ponieważ mieszkańcom bardzo zależy na tej inwestycji. Teraz słyszymy, że powstanie 200-metrowy odcinek i dalej nic, ponieważ istnieje problem z gruntami. Zdajemy sobie sprawę, że jest to teren prywatny. Zdajemy sobie także sprawę z trudnej sytuacji właściciela tego jeziora, który jest w patowej sytuacji i nie wie, jak dalej ma postępować. Zrozumiałe jest, że nie chce oddać terenu za darmo. Burmistrz opowiada, że robi jakieś poczynania, które zmierzają do tego, aby to Marszałek przejął Jezioro Karczemne. Już dawno mieliśmy uzyskać jakąś informację w tej sprawie i też brak efektu.

K.C: Burmistrz wielokrotnie podkreślał, że bierze udział w spotkaniach z właścicielem Jeziora Karczemnego, czy ktoś z Państwa radnych również jest obecny przy tego typu rozmowach?

J.P: Na pewno nikt z radnych w nich nie uczestniczy. Nawet nie wiemy, jakie są intencje, zarówno Burmistrza, jak i właściciela tego jeziora. Mogę w tej kwestii wyrazić tylko moją prywatną opinię, a mianowicie w tej sytuacji, czyli przedłużającego się problemu, to nie wiem, czy nie warto usiąść do stołu negocjacyjnego i zacząć rozmawiać o konkretach. Usłyszałem, że właściciel wycenia jezioro na ok. 2 mln złotych. Może warto usiąść i zacząć negocjować i w końcu przejąć to jezioro. Bo jeżeli robimy takie pół ruchy, to nie dokończymy tej ścieżki. Na marginesie dodam, że bierzemy się za budowę nowej promenady  nad jeziorem Klasztornym Małym, tylko nie wiemy, czy ta kolejna tak się przyjmie, jak ta obecna i wszystko wskazuje, że realizacja  jej będzie bardzo droga. Ta część promenady, która teraz jest już zrobiona, funkcjonuje bardzo dobrze. Teraz wykonywany będzie parking na Wzgórzu Wolności na 180 miejsc parkingowych, plus parking dla rowerów, tylko znowu – nie przyłączymy go do promenady, bo ścieżka jest urwana na wysokości ogródkach działkowych. Gdybyśmy byli właścicielem terenów wokół jeziora, to udałoby się zrealizować w całości promenadę i jednocześnie wyprowadzić tę ścieżkę rowerową na ul. Jeziorną koło siedziby Mestwina i dalej w ciągłości do dworca integracyjnego.

K.C:  Kolejną sprawą, która dzieli radę i Burmistrza jest kartuski Rynek…

J.P: W kwestii kartuskiego Rynku dążyliśmy do rozmów z Burmistrzem. Chcieliśmy pokazać, jak tego typu inwestycje wykonuje się nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Podczas podróży zagranicznych można zaobserwować, jak wygląda sztuka kamieniarska w innych państwach i korzystać z tych wzorców.

Jeżeli jako radni domagamy się od Burmistrza tego, aby w ramach rewitalizacji Rynku wykonać ładny, łatwy do pokonania przez inwalidów i ludzi starszych, prosty krawężnik, to Burmistrz traktuje nasze propozycje na zasadzie „nie, bo nie”. Takie zachowanie pozostawiam ocenie Pani oraz Czytelnikom.

Na starówkach miast o dłuższej historii można układać proste krawężniki z naturalnych granitów, a w Kartuzach jednak nie!

K.C: Pozostaje jeszcze kwestia opinii wydanej przez konserwatora zabytków, w której zaznacza się, że jest to materiał historyczny.

J.P: Powiem w ten sposób. Jeżeli w Gdańsku, które jest starszym miastem od Kartuz, można zastosować ładny, prosty krawężnik, a w Kartuzach nie można, to ja bardzo przepraszam. Burmistrz uważa go za cenny i historyczny materiał, chociaż jest krzywy, nieregularny i jest to najgorszy sort kamienia. Podobnie we Wrocławiu, który jest równie starym miastem jak Gdańsk, można to zrobić, a w Kartuzach – nie.

Pokazywałem zdjęcia rynku w Brnie, mieście znowu – o wiele dłuższej historii niż Kartuzy, gdzie zastosowana kostka jest gorszej jakości od naszej, a dało się ułożyć ją w taki sposób, aby była estetyczna, prosta. Wszystko dzięki dobrze wyprofilowanym krawężnikom.

Od krawężnika zawsze zależy najwięcej i to od niego zaczyna się wszelkie roboty brukarskie. A u nas najpierw połatano dziury, a teraz patrzymy na krzywy krawężnik. Na przedstawianych zdjęciach z różnych miejscowości uzmysławiam Pani, jak doskonale można poradzić sobie z tego typu problemem. Sygnalizowaliśmy także, aby wykonać krawężnik fazowany, skoro płyta rynku jest niżej od chodnika. I nie są to duże pieniądze, bo w skali całego rynku koszt wyniósł by to ok. 30 000 zł.

Od krawężnika zawsze zależy najwięcej i to od niego zaczyna się wszelkie roboty brukarskie. A u nas najpierw połatano dziury, a teraz patrzymy na krzywy krawężnik

K.C: Jednak mieszkańcom najbardziej doskwiera duży uskok pomiędzy samym Rynkiem, a chodnikiem dookoła.

J.P: I jako radni również zwracaliśmy uwagę na tę kwestię. Zakładam, że wykonane będzie to na jednej płaszczyźnie. Ale pytam – jaki tu będzie krawężnik? Znowu inny? Nie można wprowadzać takiej dysharmonii na Rynku, skoro już mówimy, że jeden jest historyczny, a drugi ma być z czego? Chyba nie łupany z kamienia polnego jak ten pozostawiony.

Spokojnie rozmawialiśmy z panem Burmistrzem na komisjach, ale argumenty ze strony włodarza były żadne: „nie, bo nie”.

K.C: Na sesjach daje się Pan poznać jako ogromny zwolennik ścieżek rowerowych. Wielokrotnie apelował Pan o ich rozbudowę na terenie gminy Kartuzy.

J.P: Ostatnio dwóch naszych radnych było w Szwecji, w okolicach miasta Karlskrona ,tam biura turystyczne organizują  specjalne wyjazdy, żeby Polacy mogli sobie pojeździć po szwedzkich ścieżkach rowerowych, które krajobrazowo są o wiele gorsze od naszych kaszubskich. Nie rozumiem tego, że my jako Kaszubi, nie potrafimy przejąć całej trójmiejskiej turystyki rowerowej do nas, na Kaszuby. Trzeba zacząć w końcu na ten temat rozmawiać i działać, aby połączyć Trójmiasto z Kaszubami poprzez sieć ścieżek rowerowych. Wystarczy tylko podpatrzeć ,jak to robią w innych krajach. Najdynamiczniej rozwija się turystyka aktywna, bo wynika to ze świadomości współczesnych społeczeństw. Może ktoś nie rozumie, że to jest właśnie szansa na rozwój  turystyki i to praktycznie całorocznej?

K.C: Rozbudowa ścieżek to jest jeden problem, a utrzymanie tych, które już funkcjonują, to kolejny.  Te, poprowadzone zwłaszcza w lasach, nie są w najlepszym stanie.

J.P: Zdaję sobie z tego sprawę. Jednak należy pamiętać, że punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Kilka miesięcy temu we współpracy z lasami zrobiliśmy ścieżkę rowerową pomiędzy Kartuzami, a Dzierżążnem. Sprawa była bardzo głośna, bo część radnych chciała, aby była ona poprowadzona równolegle do drogi wojewódzkiej, co stanowiło pewien problem, bo gmina nie jest właścicielem tej drogi. Ostatecznie ścieżka powstała w lesie i też nie jest specjalnie uczęszczana. I zaraz może okazać się, że ten, który wyłożył pieniądze na tę inwestycję, powie „ale po co budować kolejne, skoro niewielu z niej korzysta”. Gdyby było połączenie z trójmiastem, Żukowem i przez Kartuzy ścieżka prowadziła -by nad zagospodarowane jeziora kaszubskie, to była by oblegana. Tylko inwestycje ,które stanowią pewną całość są akceptowane społecznie.

Mamy dobry przykład porządnej ścieżki rowerowej całkiem niedaleko, bo od Gdańska Brzeźna aż do Gdyni, czyli promenady nadbałtyckiej. Taka ścieżka jak najbardziej przynosi efekty – ludzie z niej korzystają. Podobne inwestycje spełniają swoją rolę w całej Europie – ścieżki wokół Jeziora Bodeńskiego, czy właśnie te w Szwecji pokazują, że się opłaca ale, pod warunkiem, że jest odpowiedniej długości i pozwala obcować z naturą.

Akurat ze względów zawodowych zajmuję się m.in. uzgodnieniem oznakowania tras rowerowych na terenie całego powiatu kartuskiego także tymi, które mają przechodzić przez teren Kartuz. Niektóre są zasadne, inne niekoniecznie. Pamiętajmy o tym, że ścieżka ma sens wtedy, kiedy będzie odpowiednie długości, łączyła z inną i jest porządnie wykonana. Nasza promenada jest wykonana przyzwoicie, więc mieszkańcy z niej korzystają.

K.C: Porozmawiajmy o komunikacji na linii rada – Burmistrz. Jednym z zarzutów często podnoszonych przez radnych jest brak komunikacji pomiędzy radą a urzędem, czy samym Burmistrzem. Pojawiają się wręcz zarzuty, że nie macie Państwo dostępu do dokumentacji. 

J.P: To są często uzasadnione zarzuty radnych. Ostatnio rozmawiałem z członkami Komisji Rewizyjnej, którzy sprawdzali wydatkowanie pieniędzy budżetowych m.in. tych związanych z ogłoszeniami w prasie, wydatkowaniem na drobne inwestycje, czy tych dotyczących użytkowania gminnego samochodu służbowego. Radni poruszali temat rozliczania kosztów samochodu służbowego i mieli watpliwości do przedkładanych dokumentów. Chodziło o to, że nie cała dokumentacja od razu została przestawiona Komisji Rewizyjnej.

W roku ubiegłym pewne inwestycje nie były konsultowane z radnymi, a na sesjach radni bez analizy zasadności i kolejności potrzeb mieli je głosować. M.in. ul. Zielona w Grzybnie i ul. Szkolna w Kartuzach.

Radni poruszali temat rozliczania kosztów samochodu służbowego i mieli watpliwości do przedkładanych dokumentów

K.C: Chyba nie wszyscy mieszkańcy zdają sobie sprawę z faktu, że Burmistrz posiada służbowy samochód.

J.P: Posiada, taki sam jak, miał czy jeszcze ma prywatny i z niewiele różniącą się rejestracją samochodową. Został zakupiony w pierwszym roku sprawowania urzędu. Jako radni nie kwestionujemy faktu, że taki samochód jest potrzebny. Komisja rewizyjna ma obowiązek ustawowy sprawdzać wydatki publicznych pieniędzy.

K.C: Państwo jako radni przecież mają narzędzia do tego, aby wymagać od urzędu, czy też Burmistrza różnych dokumentów świadczących o wydatkowaniu publicznych pieniędzy.

J.P: Dostęp do informacji publicznej ma każdy obywatel tej gminy. Oczywiście poza dokumentami zawierającymi dane osobowe. Natomiast radni wielokrotnie sygnalizowali, że te dokumenty nie docierają do Komisji Rewizyjnej, która ma większe uprawnienia, niż przeciętny radny.

K.C: Wracając do kwestii komunikacji. Przerzucanie się oświadczeniami przez jedną i drugą stronę nie jest najlepszym sposobem na szukanie porozumienia.

J.P:  Myślę podobnie, że to ostateczność. W kwestii obwodnicy od dwóch lat dopominamy się, żeby coś w tej sprawie zrobić. Grupa naszych radnych wraz z posłem Lamczykiem na początku kadencji rady udała się do Marszałka Województwa Pomorskiego, ale za tą inicjatywę otrzymaliśmy reprymendę od Burmistrza. Pan Burmistrz niejednokrotnie publicznie, także na ostatniej sesji przyznał, że także optował za obwodnicą południową. Na różnych  spotkaniach wypowiadał się mało konkretnie i nic nie robił w kwestii obwodnicy północno-zachodniej, a w oświadczeniu Urzędu Gminy ktoś napisał, że wnioskujemy o realizację obwodnicy północno-wschodniej. Gdy spojrzymy na jakąkolwiek mapę Kartuz, to okazuje się, że jest to inny kierunek miasta niż ten Grzybno-Sierakowice.

Kolejną kwestią jest list otwarty, pod którym podpisują się mieszkańcy. W jego treści nie został nazwany konkretny odcinek obwodnicy. Czy to naprawdę jest taka trudność, aby u góry zaznaczyć, że chodzi o obwodnicę z kierunku Sierakowic, czyli odcinek Grzybno-Sierakowice?  Dopiero po interwencji radnych Burmistrz wydaje Goniec Kartuski, w którym pisze do kogo zaadresowany jest list, pod którym podpisują się mieszkańcy i dołącza do niego mapkę.

Nasze wątpliwości wzbudził też artykuł z Przeglądu Samorządowego, który dotyczył tzw. małej obwodnicy Kartuz od ul. Chmieleńskiej do ul. Jeziornej. Na mapce tam przedstawionej urzędnik pokazuje właście dalszy przebieg obwodnicy pomiędzy lasem i oś. Wybickiego do ronda na ul. Gdańskiej (początek obecnej obwodnicy). Pokazany jest też wykonany I etap obwodnicy Kartuz, ale tylko do ronda na ul. 3 go Maja. A przecież inwestycja na ul. Chmieleńskiej nie ma nic wspólnego z obwodnicą Kartuz, o którą upominają się radni i mieszkańcy. Przedstawiona mapa w naszym odczuciu pokazuje jednoznacznie preferencje i kierunki rozbudowy obwodnicy. Radni jednoznacznie domagają się kontynuacji obwodnicy w kierunku Sierakowic.

Jeżeli weźmiemy do ręki jakąkolwiek mapę, to prawidłowo ustawia się ją z kierunkiem północnym do góry. Na podstawie mapy załączonej do artykułu można stwierdzić, że obwodnica, o którą wszystkim chodzi, powinna nosić nazwę północno-zachodnia, a nie północno-wschodnia. I to nie są nieuzasadnione obawy.

K.C: Chciałabym poruszyć kwestię dzierżawy budynku, w którym obecnie znajduje się Niepubliczne Przedszkole Kubuś Puchatek. Rada wchodzi w kompetencje Burmistrza?

J.P: Kiedy ruszał temat dzierżawy tego budynku, był on całkowicie inaczej przedstawiany. Obecna umowa dzierżawy miała okres 10 lat i trwa do końca sierpnia. Pan Burmistrz na komisjach powiedział, że jeżeli rada przedłuży najemcy dzierżawę do trzech lat, to najemca ten wykona elewację  budynku.

Radni zrozumieli, że dzierżawca przedszkola będzie wynajmował budynek na podobnych zasadach, jak poprzednio przychodnia na ul. Dworcowej.

Tego typu wiązane umowy zawierane są dość często, a najemca w zamian za niski czynsz zobowiązany jest do remontu budynku. Tak też było w przypadku przychodni, gdzie najemca wykonał generalny remont, elewację i powstała winda.

Początkowo radni nie byli przeciwni temu, aby wydłużyć bezprzetargowo umowę najmu do 3 lat.   Komisja Rewizyjna wypracowała stanowisko, że skoro kończy się długoletnia dzierżawa, to powinien zostać rozpisany nowy przetarg. Tego problemu Burmistrz w ogóle nie poruszał i nie przedstawił na komisjach rady, a wypadałoby się zastanowić nad formą prawną. Kończy się 10-letnia dzierżawa, po której my podpisujemy umowę na takich samych warunkach. Radni wskazywali też, że konkurencyjne  wskazuje: „coś jest nie tak”.

Patrząc od strony najemcy, nie można go przecież stawiać w takiej sytuacji, że do końca trwania umowy dzierżawy trzyma się go w niepewności. Ta sprawa powinna zostać rozwiązana minimum rok wcześniej przed zakończeniem obecnej umowy, bo najemca (w tym przypadku przedszkola) musi z okresem co najmniej rocznym zabezpieczyć nabór, określić warunki zatrudnienia itd.

Przypominam, że wcześniej zlikwidowano dwa inne przedszkola: na ul. Hallera, wmawiając radnym, że budynek nie nadaje się do użytkowania, oraz to na ul. Wybickiego, gdzie uczęszczało 80 dzieci. Burmistrz wskazywał też na nowe regulacje prawne, które mają wejść w życie za ok. 2 lata, ale do końca nikt nie wie, na czym one będą polegały.

Natomiast na sesji zarzuca się nam, że radni działają przeciwko dzieciom. Tego typu uwagi na pewno nie jednoczą rady i Burmistrza.

Część radnych była bardzo rozgoryczona taką sytuacją i chciała ogłosić przetarg. W końcu zagłosowaliśmy za kolejnym rokiem dzierżawy, a w końcówce roku powinniśmy zadecydować co dalej, oczywiście dla dobra dzieci i z myślą o kontynuacji przedszkola.

Kończy się 10-letnia dzierżawa, po której my podpisujemy umowę na takich samych warunkach. Radni wskazywali też, że  konkurencyjne  wskazuje: „coś jest nie tak”

K.C: Radca prawny stwierdziła na sesji, że taka decyzja może być zakwestionowana przez wojewodę. 

J.P:  Radca prawny jest zatrudniony przez Burmistrza i opiniuje jego stanowisko. Patrząc   na to, co dzieje się w kraju, to w zależności od tego, kto rządzi tak interpretowane jest prawo. A czy uchwała zostanie uchylona przez wojewodę, czy też nie, to się okaże. Mieliśmy w przeszłości sytuacje, gdzie udowodniano radnym, że uchwała będzie unieważniona przez wojewodę lub sąd, a tak jednak się nie stało. Nawet jeżeli zostanie uchylona, to tylko ze szkodą dla Burmistrza, najemcy i dzieci.

K.C: Nie zostałby uchylona, gdyby w zapisie uchwały nie widniał konkretny termin, a określenie „do trzech lat”.

J.P: Jak wynika z dyskusji i głosowania nie zgadzamy się z takim stanowiskiem, jakie zostało zaprezentowane w trakcie sesji.

K.C: Może radni powinni mieć własnego prawnika?

J.P: Też tak uważam. Powinien być niezależny. Rada walczyła o to, ale zaraz pojawiły się głosy, że radni chcą niepotrzebnie wydawać publiczne pieniądze. W budżecie za poprzedniej kadencji została nawet na ten cel zabezpieczona kwota. Ale radcy prawni za poprzedniej Pani Burmistrz stwierdzili, że kwota jest, ale to i tak ona musiałaby go zatrudnić, a w efekcie decydować.

K.C: Porozmawiajmy o węźle integracyjnym. Na ostatniej sesji zaprezentowano projekt jednej z mieszkanek Kartuz dotyczący zagospodarowania terenu wokół dworca kolejowego oraz tzw. terenów prokolejowych. Skoro jest już projekt, to nie jest za późno na tego typu wystąpienia?

J.P: Oczywiście, że jest już za późno. Chodziło o coś innego. W dniach 18-19 maja odbyła się w Gdańsku konferencja „Kolej metropolitalna a planowanie przestrzeni i mobilności w metropoliach”, na którą zostałem oddelegowany jako pracownik Starostwa Powiatowego. Chodziło też m.in. o węzły integracyjne. Na ich temat również miałem prelekcję. Po wystąpieniu podeszła do mnie jedna z uczestniczek seminarium, promotorka pani Barbary Stefanowskiej i opowiada mi o pracy, którą napisała pani Barbara.Otrzymałem również informację, ze projekt w 2015r został przedłożony Burmistrzowi. Ten projekt uzyskała II miejsce w ogólnopolskim konkursie urbanistycznym. Dlatego też poprosiłem tę panią, aby przesłała mi materiały na ten temat i pokazaliśmy na sesji inne spojrzenie młodej osoby na rozwiązanie dworca.

Mój żal do Pana Burmistrza polega na tym, że jeżeli mamy takich ludzi i to na miejscu, którzy prezentują inne spojrzenie na zagospodarowanie terenów pokolejowych i nie potrafimy korzystać z nowych pomysłów, to coś tu jest nie tak. Na marginesie w tym temacie radni prezentowali rozwiązania alternatywne.

Dobre praktyki, które funkcjonują na całym świecie, pokazują, że można działać w zupełnie inny sposób. Skoro taka praca wpłynęła do U.G , to czemu nie została omówiona szerzej i pokazana mieszkańcom Kartuz? Wypadałoby wywiesić tego typu koncepcje i niech decydują o nich mieszkańcy. A u nas o wszystkim ma decydować jedna osoba – włodarz.

K.C: Na jednej z sesji podnosił Pan kwestię Gońca Kartuskiego oraz zmieszczania w nim materiałów m.in. Towarzystwa Miłośników Kartuz. Czy uważa Pan, że biuletyn ten jest dobrze zarządzany i spełnia swoją funkcję?

J.P: Jest to autoreklama nie gminy, ale włodarza gminy. Na każdej stronie są minimum dwa zdjęcia Pana Burmistrza. Nie ma tam ani jednego radnego. Za poprzedniej Pani Burmistrz ten informator funkcjonował inaczej. Owszem, było tam bardzo dużo Pani Lehman, ale obecni byli również radni. I to też świadczy o współpracy Burmistrza z radą, która jest całkowicie ignorowana.

Jest to autoreklama nie gminy, ale włodarza gminy. Na każdej stronie są minimum dwa zdjęcia Pana Burmistrza. Nie ma tam ani jednego radnego

K.C: Jako radni nie możecie naciskać w tej sprawie i domagać się miejsca w „Gońcu Kartuskim”?

J.P: O to samo zapytaliśmy na sesji i okazuje się że, nie możemy. Towarzystwo może, a radni nie. Tylko pytanie, za czyje pieniądze wydawany jest ten biuletyn.

K.C: Dużo zastrzeżeń wśród radnych wzbudzają spore wydatki związane z wyjazdami służbowymi władz gminy Kartuzy, m.in. związane ze Związkiem Miast Polskich. Jakie korzyści płyną z tego typu spotkań?

J.P: Jeżeli chodzi o sam Związek Miast Polskich, to uważam, że nasza obecność jest tam uzasadniona. Jest to forum wymiany poglądów, szukanie pewnych rozwiązań, które funkcjonują w innych miastach. Pytanie, czy Pan Burmistrz faktycznie poprzez swój udział wychwytuje te pozytywne aspekty i stara się je wprowadzać w życie także w naszym mieście.

Natomiast czy wszystkie podróże tzw. służbowe są potrzebne, to przynajmniej radni, ale również całe społeczeństwo, powinno być informowane, w jakim celu jest dany wyjazd. Burmistrz jest osobą publiczną i za publiczne pieniądze je odbywa. Czy na przykład Pani wie, że Pan Burmistrz był ostatnio w Gruzji, czy społeczeństwo się o tym dowiedziało?

K.C: Nie wiedziałam o tym.

J.P: No to odpowiedziała Pani sobie na pytanie, które mi zadała. To była druga wizyta Burmistrza w Gruzji. Co nam dała, czy zamierzamy współpracować z Gruzją, w jakich dziedzinach, czy w ogóle są zasadne i ile nas kosztują. Na te pytania nie znamy odpowiedzi.

K.C: Porozmawiajmy o terenach wiejskich. Dużo dzieje się w mieście, zwłaszcza pod względem inwestycyjnym. Jednak gmina to nie tylko miasto, ale także tereny wiejskie, na których niewiele się dzieje. 

J.P: Na ten problem należy spojrzeć kompleksowo. Nie możemy powiedzieć, że tyle w tej kadencji poszło na miasto, a tyle na wieś. Jeżeli chodzi o rewitalizację centrum miasta, to mówi się o tym od 1994 roku i przez te ponad 20 lat  zrobiło niewiele. Jeżeli mówimy o budowie dworca, to on przecież nie będzie służył tylko mieszkańcom miasta, tylko przede wszystkim przyjezdnym i tym z terenów wiejskich. Poza tym na inwestycje związane z koleją są w tej chwili bardzo duże dofinansowania z Unii Europejskiej, stąd takie nakłady finansowe na węzły integracyjne.

W samych Kartuzach budujemy duży parking, a nie będą z niego korzystać tylko mieszkańcy Kartuz, ale właśnie osoby spoza miasta.

W latach poprzednich zarzucało się, że duże pieniądze idą na wieś i one faktycznie tam były przeznaczane: szkoły w Kiełpinie, Grzybnie, kanalizacja w Kiełpinie, Dzierżążnie, Borowie i innych.

Nie możemy powiedzieć, że tyle w tej kadencji poszło na miasto, a tyle na wieś. Jeżeli chodzi o rewitalizację centrum miasta, to mówi się o tym od 1994 roku i przez te ponad 20 lat  zrobiło niewiele

K.C: Mówi Pan o inwestycjach w tylko jednej części gminy. A co z pozostałymi? Sianowem, Mirachowem, Prokowem?

J.P: Bądźmy jednak sprawiedliwi, to jest najmniej ludna część gminy Kartuzy. Mając jednak na uwadze rozwój tych terenów radni tak naciskają na budowę obwodnicy. Bo jeżeli powstanie tam obwodnica, to wraz z nią pojawią się tereny inwestycyjne. Ludzie zaczną tam budować, bo chcą stawiać swoje domy blisko ciągów komunikacyjnych.

Teraz rozpocznie się remont drogi Prokowo-Mokre Łąki. Powstanie przy współpracy z powiatem ścieżka rowerowa Mokre Łąki-Sianowo. Trzy kadencje temu wybudowano budynek gimnazjum w Staniszewie, a później powstała hala w Staniszewie. Gdyby przeliczyć te inwestycje na ilość mieszkańców, to naprawdę nie wypada to źle. Potrzeby są duże, bo te tereny były zaniedbywane przez wiele lat jeszcze w czasach komunizmu.

K.C: Kończąc naszą rozmowę, nie sposób zapytać o zbliżające się wybory samorządowe, które czekają nas w przyszłym roku. Czy Porozumienie Samorządowe ma już swojego kandydata na Burmistrza?

J.P: Oczywiście prowadzimy rozmowy w tym temacie. Niełatwo jest znaleźć odpowiedniego kandydata na stanowisko Burmistrza. Nie ukrywam, że mnie osobiście wielokrotnie namawiano, ale nie interesuje mnie taka funkcja. Cenię sobie życie prywatne. Trudno jest znaleźć właściwą osobę także z tego tytułu, że jeśli u nas ktoś zostaje burmistrzem, to nagle zaczyna się znać na wszystkim i nie wsłuchuje się w głos mieszkańców i radnych. Dlatego boli mnie to, że Burmistrz nie potrafi korzystać z doświadczenia innych radnych w kwestiach budowlanych, transportowych, czy oświatowych. Mamy w radzie specjalistów w tych dziedzinach, a włodarz zachowuje się tak, jakby sam wszystko wiedział najlepiej. Przez dwa lata staraliśmy się współpracować z Panem Gołuńskim. Nie wszystko się udało. Życzyłbym sobie takiego burmistrza, który będzie szczery wobec radnych i będzie realizował linię rozwoju wypracowaną wspólnie.

K.C: Niedługo absolutorium i radni mogą wyrazić swoje zdanie na temat działań Burmistrza Kartuz. 

J.P: Zobaczymy, co wypracuje Komisja Rewizyjna. Na pewno radni podejmą słuszną decyzję w tej sprawie.

K.C: Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

1 Komentarz do "„Przez dwa lata staraliśmy się współpracować z Panem Gołuńskim. Nie wszystko się udało”"

avatar
1500
najnowszy najstarszy oceniany
Helmut
Gość

“Radni wskazywali też, że konkurencyjne wskazuje: „coś jest nie tak”.”

W jakim to języku?