Wielkimi krokami zbliża się 11. Blues w Leśniczówce w Mirachowie. Ponownie nie zabraknie bardzo dobrej muzyki, ale i niespodzianek. O tym, co nas czeka, jaką rolę pełni Blues w Leśniczówce i dlaczego warto przyjść, ze współorganizatorem i pomysłodawcą Krzysztofem Melder rozmawia Piotr Chistowski.

Piotr Chistowski: Kolejny Blues w Leśniczówce przed nami. Każdego roku towarzyszą Panu te same emocje przed rozpoczęciem, jak i w trakcie?

 

Krzysztof Melder: Jak nie większe! (śmiech)

Co roku te emocje są i przybierają na mocy im bliżej terminu wydarzenia. Zawsze do zrobienia jest mnóstwo drobnych spraw, a chcę żeby wszystko wypadło perfekcyjnie, więc o emocje nie trudno.

 

P.CH: To będzie już jedenasta edycja. Gdy powstała inicjatywa Bluesa w Leśniczówce spodziewaliście się, że będzie dzisiaj takim wydarzeniem?

 

K.M:  Blues w Leśniczówce jest organizowany przeze mnie i przez Leszka Przewoskiego. Każdy organizator, gdy coś zaczyna tworzyć liczy na to, że przyniesie to jakieś wymierne efekty.

Mówiąc jednak zupełnie serio, to nie spodziewałem się, że się to tak rozrośnie. Umyślnie organizowaliśmy to w Mirachowie, tak daleko od miasta. Dzięki temu nie ma tam przypadkowych ludzi. Przyjeżdżają Ci, którzy chcą posłuchać takiej muzyki i spędzić czas w dobrym towarzystwie.

 

P.CH: To właśnie Mirachowo, leśna sceneria tworzą ten klimat Bluesa w Leśniczówce?

 

K.M: Tak myślę. Co roku przyjeżdżają tutaj osoby z całej Polski. Wiem o tych osób, że to też jest dla nich pewnego rodzaju atrakcją, tym bardziej, że często przyjeżdżają parę dni przed bluesem i zostają jeszcze parę dni po.

 

P.CH: A jak wygląda sytuacja artystów? Chyba dzisiaj impreza cieszy się już taką renomą, że występujący cieszą się, że mogą tam być…

 

K.M: Razem z Leszkiem mieliśmy założenie, że żaden zespół nie wystąpi dwa razy w Mirachowie. Zaznaczę zespół, bo często mogą powtarzać się poszczególni muzycy.

Przy dziesiątej edycji powtórzyliśmy już kilka zespołów, a w tym roku w zasadzie, nikt się nie powtarza. Oczywiście występujący w tym roku Jan Gałach jest już naszym stałym bywalcem, jednak za każdym razem występuje w innej konfiguracji. W tym roku wystąpi, jako Jan Gałach i Przyjaciele. Na razie nie mogę jeszcze zdradzić, kim będą Ci przyjaciele… Początkowo zagrać mieli oni repertuar The Allman Brothers Band, jednak w tym roku odszedł od nas Gregg Allman i z pewnością koncert poświęcony będzie szczególnie jego osobie. Dodatkowo w tym roku przyjeżdża do Kartuz współautor książki o zespole The Allman Brothers Band, który zapowie ten koncert.

Od kilku lat staram się ściągać artystów z zagranicy. Był u nas już człowiek z Australii, z Wielkiej Brytanii… W tym roku będzie m. in. Dave Fields z Nowego Jorku, który pierwszy raz przyjeżdża do Polski.

Poza tym warto opowiedzieć trochę o wszystkich artystach, którzy w tym roku wystąpią.

Piątek zaczynamy od Mr. Big Jack. To nasi trójmiejscy artyści z Gdyni. Młody zespół, który tak naprawdę dopiero zaczyna, ale sami muzycy to już starzy „wyjadacze”. Gwarancja jakości.

Blues Junkers to odkrycie ubiegłego roku na scenie bluesowej. W Polsce zdobyli niemal wszystkie laury, jakie można było zdobyć. Co ciekawe, perkusista w tym zespole nie siedzi za bębnami, tylko stoi.

Gruff – zespół, który niemal od początku Bluesu w Leśniczówce, chciałem mieć w Mirachowie. Niestety nigdy nie układały nam się terminy. Niesamowity zespół, bardzo korzenna muzyka bluesowa. To w pełni ich kompozycje, ale jakbyśmy słuchali Roberta Johnsona. Skład trzyosobowy, bardzo energetyczny. Na perkusji gwiazda, członek zespołu Oddział Zamknięty.

Na zakończenie dnia wystąpi właśnie Dave Fields, o którym już mówiłem.

Sobotę rozpoczynamy od mojego osobistego odkrycia ubiegłego roku, czyli od zespołu Makar & Children of the Corn. Makar to legenda polskiej muzyki bluesowej, bardzo wiele lat na scenie.

Bracia i Siostry to może mniej znany zespół, ale trochę niedoceniony, a od wielu lat na scenie. Osobiście moi przyjaciele.

Zespół Pokój nr. 3 to młodzi chłopacy z jednym weteranem w składzie, czyli Michałem Kielakem. Świetnie grająca ekipa.

Na zakończenie soboty czeka nas właśnie Jan Gałach i przyjaciele w repertuarze The Allman Brothers Band.

Poza tym podczas całego Bluesa w Leśniczówce na terenie festiwalu odbywać się będzie Festyn Leśny organizowany przez nasze nadleśnictwo. Tam przygotowane jest wiele atrakcji dla całych rodzin i dzieciaków. Wydaje mi się, że warto przyjść.


P.CH: Czeka nas w tym roku także bluesowe śniadanie.

 

 K.M: Tak, w sobotę 1 lipca, najprawdopodobniej o godz. 10 odbędzie się Śniadanie Bluesowe w Hotelu „Pod Orłem” w Kartuzach”. Dla osób będących w Mirachowie, w sobotę rano zostanie podstawiony autobus, który zawiezie na to śniadanie, a po nim, odwiedzie bezpłatnie z powrotem do Mirachowa.

W hotelu czeka nas tam granie na żywo, a dokładnie wystąpią weterani sceny mirachowskiej, byli członkowie Young&Zgreds: Natalia, Piotr i Darek.

 

P.CH: Każdy kiedyś Bluesa musiał poznać. Jak to było w Pana przypadku?

 

K.M: Wielki bluesman Willie Dixon powiedział kiedyś, że blues to korzenie, a reszta muzyki  to jego owoce. Coś w tym jest.

Ja zaczynałem od słuchania zupełnie innej muzyki. Do Bluesa musiałem dojrzeć. Zaczynałem od punk rocka i tym podobnych muzycznych klimatów.

Jednak, jedna z moich pierwszych płyt winylowych to właśnie podwójny album koncertowy The Allman Brothers Band, więc tegoroczna edycja Bluesa to może też w pewnym sensie powrót do tamtych czasów.

Dzisiaj też nie jest tak, że słucham tylko bluesa. Słucham wiele innych gatunków muzycznych. Jestem otwarty na muzykę.

 

P.CH: Panuje ostatnio w Polsce moda na imprezy plenerowe. Jest ich bardzo dużo, ale z muzyką disco polo. Jest w tym wszystkim miejsce na blues?

 

K.M: Jak najbardziej. Nie będę tutaj ani krytykował, ani chwalił muzyki disco polo.

Naszym założeniem, celem jest pokazanie, może w pewnym sensie trochę trudniejszej w odbiorze, muzyki. Nie ograniczam się do samego bluesa. Z resztą może byłoby to też trochę nudne.

Również w ciągu roku robimy trochę koncertów. Staram się ściągać do Kartuz trochę niszowej, ciekawej muzyki. Nie ma to może wielkiego odbioru, ale widzę progres. Coraz więcej osób, widząc, że robimy jakiś koncert, nawet nie znając zespołu przychodzą, bo chcą posłuchać dobrej muzyki.

Wielką frajdę sprawia mi, jak ktoś mówi, że był na Bluesie, posłuchał tej muzyki, kupił płytę i słucha jej, choćby w samochodzie. Wiemy, że ta impreza jest wtedy po coś.

Disco Polo niech sobie istnieje, niech jest. Blues też był, jest i będzie.

 

P.CH: Parę zdań, którymi mógłby Pan zaprosić do Mirachowa?

 

K.M: Kochani! 30 czerwca, 1 lipca 2017 r. – Scena w Lesie na polanie w Mirachowie.

11. Blues w Leśniczówce przed nami. Bądźcie z nami, tak, jak do tej pory byliście. Mogę obiecać, że damy z siebie wszystko i trochę więcej. Będzie dużo muzyki, fajnego feelingu, cudownych ludzi, świetnej atmosfery i miejmy nadzieję, dobrej pogody. A jeżeli ta ostatnia nie dopisze to i tak damy radę!

Wpadajcie do Mirachowa!

Dodaj komentarz

avatar
1500