Za nami czas obfitujący w wiele ważnych wydarzeń zarówno lokalnych, jak i ogólnokrajowych. O nowym roku szkolnym po wprowadzonej reformie oświatowej, skutkach nawałnicy i działaniach samorządów, a także decyzjach burmistrza Mieczysława Gołuńskiego i jego współpracy z radnymi, działaniach powiatu i nadchodzących wyborach samorządowych z radnym powiatowym Andrzejem Leyk rozmawia Piotr Chistowski.

Piotr Chistowski: Ruszył nowy rok szkolny. Nowy pod każdym względem. Samorządy, rodzice i uczniowie poradzą sobie z reformą?

Andrzej Leyk: O to jestem spokojny. Każda, nawet najmniejsza zmiana rodzi jakieś obawy. Jeżeli któryś z samorządów miałby sobie z tym nie poradzić, to powinien natychmiast zwolnić się z urzędu. Proszę zauważyć, że samorządy z tą reformą nie pozostają osamotnione – jest ogromne wsparcie rządu, który tę reformę przygotował, a samorządy mają ją wprowadzić. Jeszcze raz apeluję o spokój w zakresie tej konkretnej reformy.

P.CH: Ile musimy zaczekać, aby zobaczyć jakie ta reforma przyniesie korzyści?

A.L: Na efekty będziemy pracować od pierwszego dnia realizacji reformy, chociażby poprzez program nauczania, ilości godzin i zakres nauczania. Oczywiste jest, że od razu po jej wprowadzeniu takich wymiernych efektów nie da się zauważyć. Jest to proces kilkuletni, kiedy pierwsze roczniki będą kończyć szkoły podstawowe, zawodowe, licea i technika. Wtedy już zobaczymy lepiej przygotowaną młodzież do życia w społeczeństwie, z fundamentami wiedzy, która będzie procentować w życiu zawodowym i dalszym kształceniu.
Moje pokolenie wyrosło na takim systemie, gdzie były dwu i trzy letnie szkoły zawodowe, czteroletnie licea i pięcioletnie technika. Proszę zobaczyć ilu bardzo dobrych fachowców wykształciły, ilu zdolnych inżynierów. Znaczna ich część obecnie wzbogaca obce kapitały, pracuje w stoczniach i innych firmach zagranicznych i zagranicą. Chwała twórcom tej reformy. Mam trójkę dzieci i cieszę się, że najmłodsze dziecko – córka będzie w takim systemie szkolnictwa edukowana. Nie chcę wyliczać negatywnych stron systemu gimnazjalnego – widziałem, jak funkcjonował na przykładzie swoich dwóch synów, gdzie zbieranina dzieci z różnych dzielnic nagle spotkała się w tej samej szkole i klasie. Mieszkałem wówczas w Gdańsku. Częste były interwencje pedagogów, psychologów a nawet Policji, taka była burza „hormonów”. Nauczyciele często sobie nie radzili z dorastającą młodzieżą z różnych środowisk i nie mieli sprzyjających warunków do nauczania i wychowywania. Powstała wielka „wyrwa”, dlatego mamy obecnie deficyt w różnych zawodach. Również było to ze szkodą dla grona pedagogicznego, które w przygotowaniu zawodowym musi teraz to nadrobić i wypełnić powstałą lukę.

P.CH: Już minęło wystarczająco czasu, aby trzeźwym okiem spojrzeć na temat nawałnic, jakie uderzyły także w nasze gminy. Według Pana samorządy różnego szczebla oraz poziom ogólnokrajowy zachował się dobrze do sytuacji? Poradziliśmy sobie?

A.L: Na takie siły natury nie ma mocnych. Oczywiście możemy w jakiś sposób się zabezpieczać przed zjawiskami natury. Z przekroju życiowego mam wiele doświadczeń i przeżyłem kilka zjawisk wobec których człowiek po prostu czasami jest bezradny. Pamiętam zimę stulecia – miejscowości odcięte od świata, pociągi zasypane śniegiem, ale póki co najbardziej utkwiła mi w pamięci potężna powódź w 1997 roku. Osobiście z bliska obserwowałem to będąc 5 tygodni w akcji ratunkowej w okolicach Zielonej Góry i Nowej Soli. Ewakuacja ludzi, dobytku, uszczelnianie wałów, a woda bezlitośnie zabierała wszystko co stanęło na jej drodze. Widok wyciskający łzy z oczu i to współczucie i złość, że nie można tego przezwyciężyć. Woda, ogień, wiatr – nawet trudno powiedzieć który żywioł gorszy. Huragan, to tragedia jakiej Kaszuby nie pamiętają. Taki obraz po wichurach można zobaczyć w górach. Zniszczenia sprzed kilkunastu lat na Słowacji dobitnie pokazują, że na to zjawisko natury nikt nie ma wpływu. My możemy wykazać się przy likwidowaniu skutków nawałnic i tu chcę szczególnie pochwalić brać strażacką za ich ogromne zaangażowanie, profesjonalizm i szybkie działanie w niezwykle ciężkich warunkach. Jeżeli chodzi o samorządy, życzyłbym sobie, aby nie uczyły się na takich przypadkach, bo to jest zdecydowanie za późno. Pomimo, że jestem członkiem komisji bezpieczeństwa przy Staroście Powiatowym, nie otrzymałem informacji od Starosty o powołaniu sztabu kryzysowego ani od E. Kwidzińskiego, który jako przewodniczący również nie zwołał komisji bezpieczeństwa i porządku publicznego w Radzie Powiatu.

P.CH: Prąd do wielu miejscowości i osób przyszedł stosunku późno. Czy upatrywać w tym kogoś winę?

A.L: Nie, nie szukałbym winnych, bo to nic nie da. Świadectwo działania i radzenia sobie w takich sytuacjach zostało wystawione głównie przez poszkodowanych. Co gorsze opinie próbowali formułować ci, którzy tak naprawdę niewiele dla sprawy zrobili. Skuteczność działania zależy od potencjału osobowego, sprzętowego i właściwego zarządzania.
Infrastruktura na wsiach jest głównie naziemna (słupy, linie elektryczne) i tu powstały bardzo duże zniszczenia. Wierzę, że energetycy robili wszystko co w ich mocy, żeby jak najszybciej przywrócić dostawę prądu dla mieszkańców i usunąć niebezpieczeństwo związane z połamanymi słupami, zerwanymi i zwisającymi liniami. Na pewno w niektórych miejscach musieli ściśle współpracować i prosić o pomoc inne służby w dotarciu do miejsca awarii. Przy okazji apeluję do osób poszkodowanych, o składanie wniosków o wypłatę odszkodowania za przerwę w dostawie prądu.

P.CH: Mówiąc o „psikusach” pogodowych chciałbym nawiązać również do ulicy Chmieleńskiej w Kartuzach. Droga robiona z rządowych pieniędzy „sypie się” po jednej mocniejszej ulewie. Oczywiście należy wziąć pod uwagę fakt, że nie została jeszcze wtedy oddana do użytku, ale chyba takie rzeczy nie powinny mieć miejsca?

A.L: Nikt sobie takich rzeczy nie życzy. To pochłania czas, dodatkowe środki finansowe i wizerunkowo kiepsko wygląda. Podobnie było ze ścieżką rowerową przy jeziorze, robioną za poprzedniej Pani Burmistrz, ścieżka przy niesprzyjającej aurze się zapadała. Z czego to wynika? Najkrócej mówiąc, głównie z przesadnych oszczędności na inwestycjach. Nieprawidłowe umocnienia skarp, niewłaściwe odprowadzenie wody, często złe przygotowanie podłoża – mankamenty można wyliczać. Jest powiedzenie; „kto tanio buduje, dwa razy buduje”, myślę, że kto na takich inwestycjach oszczędza, w konsekwencji traci i drożej buduje. Jestem zdania, by robić to raz a porządnie!. Przepisy – Prawo Zamówień Publicznych, nie wymuszają wyboru oferty najniższej ceny.

P.CH: Jak zapatruje się Pan na inne inwestycje w gminie Kartuzy? Za nami długi rozdział pt „Ścieżka w Gaju Świętopełka”…

fot. Piotr Chistowski

A.L: Temat trochę umknął mojej uwadze. Mam takie zdanie, póki włodarze miasta nie doprowadzą do odpowiedniego poziomu czystości wód w jeziorach i funkcjonalności tych jezior, takie działania nie mają większego sensu. Sama ścieżka niczego nie rozwiązuje i na ten stan rzeczy pozostawiłbym to miejsce w naturalnych jej właściwościach.

P.CH: Coraz bliżej jest też otwarcie budynku dworca w Kartuzach. To chyba będzie jedna z najważniejszych inwestycji tego miasta…

A.L: Cieszę się, że wizytówka miasta, jaką jest niewątpliwie dworzec znajduje w końcu swój finał. Tylko czy aż tak długo trzeba było czekać? Sprawa ciągnie się jeszcze od czasów kadencji poprzedniej Pani Burmistrz. Pragnę zauważyć, że za tym powinno iść również porządkowanie całego dworca i terenów przyległych. Mam na myśli obecne otoczenie, tj. tandetne sklepiki.

Jestem zadowolony, że w końcu inwestycja zostanie wykonana.

P.CH: Przeniesiona zostanie tam również biblioteka. Nowoczesność wygrała z klimatem i sentymentem. Dobra decyzja?

A.L: „Sytuacja kultura” – czemu nie! Pomysł z pewnością zaczerpnięty został z ościennego powiatu wejherowskiego. W Rumii jest bowiem placówka, która została uznana za najpiękniejszą bibliotekę na świecie. Podobne projekty mamy we Wrocławiu, a za granicą, w Kanadzie, Chinach i USA. Jest to naprawdę modernistyczny projekt.
Wierzę, że skoro pojawi się taka inwestycja w najbardziej newralgicznym punkcie stolicy Kaszub, liczba czytelników tylko może wzrosnąć. Korzystać z niej będą mogli nie tylko mieszkańcy Kaszub, ale również też pasażerowie SKM. Metamorfoza tego miejsca napawa głębokim optymizmem.

P.CH: Jako radny powiatowy nie jest Pan czynnie zamieszany w politykę gminną, ale z pewnością obserwuje Pan poczynania Rady Miejskiej. Nasuwają się Panu jakieś wnioski?

A.L: Mam kontakt z niektórymi radnymi gminy i na bieżąco z nimi współpracuję. W ostatnim czasie obserwuję rozproszenie wśród radnych. Są radni bardziej i mniej aktywni. Wydaje mi się, że Rada jest w lekkim kryzysie. Tak to nazwę, ponieważ nie ma większego przełożenia na decyzje Burmistrza i czasami ulega sugestiom. Radni pozwolili zbyć ważny obiekt w centrum miasta jakim jest budynek NZOZ. Jeżeli gmina sprzedaje nieruchomości w takim położeniu, to trudno mówić o prowadzeniu przez samorząd efektywnej gospodarki. Zadziałała tu krótkowzroczność i szybkie pozyskanie, uważam małych pieniędzy za tę nieruchomość, której nigdy bym nie sprzedał a raczej zmienił jej przeznaczenie.
Inna sprawa, że radni nie potrafią skutecznie wpływać na myślenie i działanie Burmistrza. Pozostają nierozwiązane sprawy kanalizacji na wsiach i również w mieście (można porównać współczynnik z innymi gminami np. Stężyca), oczyszczanie jezior – brak wyznaczenia planu działania (jest to wieloletni proces, który trzeba zaplanować i krok po kroku działać w kierunku oczyszczenia wód jezior i terenów wokół). Widoczna jest też dysproporcja w wydatkach na inwestycje miasto – wieś. Gdy słyszę, że właściciele budynków nowo powstałych i w budowie mają na własny koszt dokonywać przyłączy do sieci kanalizacyjnych, a gmina ma oddać im to w kolejnych latach w opłatach za ścieki, to idziemy nie w tym kierunku – cofamy się do szamb – kto to wymyśla? Brak ścieżek pieszo-rowerowych z miasta w kierunkach Prokowo, Łapalice, Kiełpino, Dzierżążno – tak jak wygląda to do Grzybna. Planowana budowa kilku kilometrów ścieżek w mieście bez wylotu poza miasto, jest ewidentnym ograniczeniem myślowym.

P.CH: Również sporo dzieje się w powiecie. Do końca kadencji pozostał ponad rok. Jak na stan obecny może Pan ocenić prace radnych i powiatu?

A.L: Oczywiście przez pryzmat dokonań, myślenia o wizji rozwoju powiatu, współpracy z samorządami gminnymi, jednostkami pomocniczymi i w końcu spełnionych i niespełnionych planów.
Mój punkt widzenia jest trochę inny niż zarządu powiatu, jak również tej części radnych, którzy ze względu na działanie różnych sił nie chcą mieć swojego zdania. Jeżeli dowiaduję się z innych rejonów Polski, z powiatów partnerskich, że jestem „pieniaczem” to cóż mogę mieć za zdanie o włodarzach naszego powiatu, ktoś te nieprawdziwe informacje tam zanosi. Z drugiej zaś strony cieszę się, że o mnie tak mówią, choć słowo pieniacz ma inny zupełnie wymiar. Chodzi o to, że mam swoje zdanie i bronię go szczególnie wtedy mocno, gdy ma wymiar niepodważalnej prawdy. Mogę zagwarantować, że nie mówię nic co nie ma pokrycia w rzeczywistości i ma wymiar, który można zweryfikować, a do błędu, jeżeli taki popełniam również potrafię się przyznać i przeprosić. Na tę chwilę bardzo się cieszę, że dochodzi do inwestycji termomodernizacji obiektów m.in. szpitala, budynku DPS. Dobra i trafiona inwestycja pod każdym względem. Będą oszczędności energetyczne – cieplne i co ważne, efekty wizualne – nowa elewacja. Jednak kontrowersyjna była procedura wyłaniania wykonawcy tych inwestycji. Dwa unieważnione przetargi ze względu złożenia ofert przekraczających kwotę inwestycji (bodajże 5,037 mln zł). Trzeci przetarg dochodzi do skutku (wygrała firma ELWOZ). I nic dziwnego w tym by nie było, gdyby nie fakt, że oferta firmy również była wyższa od kwoty przeznaczonej na te inwestycje. Czyżby tylko brak konsekwencji ma tu miejsce?

P.CH: To z całą pewnością będą jedne z ciekawszych wyborów samorządowych, jakie przed nami. Po poprzedniej kampanii i wyborach już w okręgach jednomandatowych sądzi Pan, że wyborcy przy urnach wybierają roztropnie i z myślą o przyszłości? To w końcu często nasi sąsiedzi, znajomi, rodzina kandydują w naszych okręgach. Wydawać by się mogło, że trudno o obiektywizm…

A.L: Mam nadzieję, że nastąpi swoiste przewartościowanie i w końcu wyborcy odejdą od stereotypów, że mąż lekarki to fajny człowiek, że nauczyciel ładnie się wysławia, że muzyk jest pogodnym człowiekiem itd. Tu potrzeba wręcz namawiać ludzi biznesu, młodych, z inną perspektywą, innymi wizjami. Tu potrzeba nowego ducha, ludzi ambitnych i skutecznych w działaniach, mających swoje zdanie i korzystających z nauk nowoczesnego myślenia, mających siłę i czas do działania. Trzeba ich namawiać i prosić o kandydowanie, ponieważ rola samorządowca jest niewdzięczna i nie przynosząca odpowiednich skutków ekonomicznych. Ale dla dobra lokalnych społeczności warto się poświęcać. Zapomnieć o osobach, które wartościują się poprzez ilość zdjęć w mediach i spotkań integracyjnych i prywatnej samorealizacji.
P.CH: Chyba pytanie, która nasuwa się samo – Andrzej Leyk ponownie kandydatem na Burmistrza Kartuz?

A.L: Jestem członkiem dużej partii jaką niewątpliwie jest Prawo i Sprawiedliwość. Partii, z której ukształtował się wolą wyborców rząd dobrej zmiany, rząd Pani Premier Beaty Szydło. Tak się również stało wolą wyborców, że mamy wybitnego ucznia najlepszego Prezydenta Rzeczypospolitej Polski, jakim był śp. Lech Kaczyński, dr Andrzeja Dudę.
Tu i pewnie w każdej partii, jak Pan Redaktor wie, gra się zespołowo. Jak w drużynie sportowej, kapitana wybiera zespół. To on zdecyduje komu, jakie zadanie wyznaczy.
Zawsze uważałem, że są lepsi, sprawniejsi w działaniu o innych ciekawszych horyzontach i wizjach. Takie osoby są wśród nas, często nie ujawnione, musimy je wskazywać i namawiać do działalności samorządowej i przekonywać do kandydowania do poszczególnych funkcji. Zmiany są potrzebne, konieczne dla całej społeczności powiatu i poszczególnych gmin dla ich autentycznego rozwoju, a nie za pieniądze podatników zamawianych rankingów i plebiscytów.
Nasze obecne władze samorządowe nie dopuszczają takich zmian, często ustawione są po jednej stronie opcji politycznej – co nie jest dobre w działalności samorządowej. Występowanie przeciwko rządom, krytykowanie obecnie sprawujących władzę, moim zdaniem nie rokuje dobrej współpracy na przyszłość, oczywiście ze szkodą dla samorządów i całej społeczności.

P.CH: Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się w wydaniu papierowym tygodnika “Głos Kaszub”, 12 września.

Dodaj komentarz

avatar
1500