9 września w Żukowie odbyła się niezwykła uroczystość związana z jeszcze bardziej niezwykłym jubileuszem. Schola „Armia Pana” świętowała swoje 25-lecie działalności. O tym, jaki był to czas, radości jaka drzemie w członkach zespołu oraz polskiej pasji połączonej z afrykańskim duchem z prowadzącą scholę Barbarą Dawidowską rozmawia Piotr Chistowski. 

Piotr Chistowski: Jakiś czas temu świętowaliśmy jubileusz 25-lecia działalności scholi „Armia Pana”. Ta radość i euforia już opadły?

Barbara Dawidowska: Radość jest w nas cały czas, ale oczywiście trzeba przejść do porządku dziennego.
Są kolejne obowiązki, odbywają się kolejne próby. Przed nami nowe wyzwania. Idziemy dalej!

P.CH: Jak to wszystko się zaczęło?

B.D: Wiele osób zastanawia się, jak to możliwe, że schola ma więcej lat, niż nasza parafia, która powstała dopiero w 1999 roku, a my działamy od 1992 roku.
A to dlatego, że wszystko rozpoczęło się w, jedynej wtedy w Żukowie, parafii pw. Wniebowzięcia NMP. Ówczesny proboszcz – ks. prałat Stanisław Gackowski zaproponował mi, żebym poprowadziła śpiew podczas Mszy Świętych z udziałem dzieci. Zaczęłam to robić, jednak nie lubiąc robić nic sama, nie lubiąc się popisywać, spytałam dzieci, czy któreś chciałyby mi pomóc. Przyszła gromadka. Cieszyły się, że mogą ze mną śpiewać. Tak to się zaczęło.
Po jakimś czasie powiedziałam im, że jeżeli chcemy, aby nasz śpiew był piękny, musimy potrenować. Zaprosiłam więc dzieci na próby. Pierwsze odbywały się w Domu parafialnym, a dzisiejszej szkole parafialnej. Później przeniosły się one do Szkoły Podstawowej im. Obrońców Wybrzeża w Żukowie, gdzie dyrektor Jerzy Formela użyczał nam pomieszczeń. Następnie wybudowany budynek Gimnazjum nr 2, gdzie podjęła pracę i próby przeniosły się również. W międzyczasie powstała nowa parafia i czekaliśmy na pomieszczenie przy parafialne, gdzie mogłyby się odbywać próby. Gdy wybudowano Dom Parafialny (w 2003 roku) przenieśliśmy tam nasze zajęcia.

P.CH: Podejrzewam, że liczba dzieci zwiększyła się przez te lata.

B.D: Muszę powiedzieć, że od samego początku było ich bardzo dużo. Na pierwszych próbach grupka liczyła ok. 30-40 osób. Z tygodnia na tydzień liczba bardzo szybko rosła i przeważnie wahała się w granicy 50 osób. W tej chwili na liście jest 94 dzieci.
Jednak mówiąc obiektywnie, to niemal zawsze, czynnie uczestniczy ok. 70 osób należących do naszej scholi.
Natomiast wiek jest bardzo zróżnicowany. Kto wie, może jesteśmy jedyną scholą z tak szerokim wachlarzem wiekowym… Najmłodsi mają 4 lata, a najstarsi są już pełnoletni. Nie można też zapomnieć o rodzicach, którzy również czynnie zaangażowali się w naszą działalność.
To olbrzymie cieszy, że dzieci nie uciekają ze scholi tylko związani są z nią przez długie lata. Najdłużsi stażem obecni członkowie, śpiewają z nami już od 18 lat.
Podczas naszego, minionego jubileuszu te osoby także nagrodziliśmy. Członkowie, którzy śpiewają z nami ponad 10 lat otrzymały złote medale, ci którzy śpiewają u nas od 5 lat srebrne, a Ci co od roku brązowe. Poza tym oczywiście wszyscy otrzymali pamiątkowe dyplomy. Nie mogliśmy zapomnieć również o tych, którzy nie są już nami w scholi, a śpiewali u nas, ciągle mają z nami kontakt. Te osoby również zostały wyróżnione.

P.CH: 25 lat to wiele osób, które przewinęło się przez scholę „Armia Pana”. Czy wie Pani o osobach, które dalej związane są z muzyką?

B.D: Tak, oczywiście. Schola stała się takim podłożem do powstania trzech nowych zespołów. Mówię tutaj o zespole „Agape” (łac. miłość), który działa już od 1999 roku, zespole „Elpis” (łac. nadzieja), który zaczął działalność w 2009 roku oraz zespole „Fides” (łac. wiara), który powstał w 2012 roku.
Natomiast jeżeli chodzi o nasze talenty muzyczne to jest wiele. Niektórzy nasi członkowie grają w innych zespołach muzycznych, nie tylko grających muzykę chrześcijańską. Wiem, że niektórzy członkowie mają zespoły weselne, wiele osób gra na instrumentach. To zdolna i wspaniała młodzież.

P.CH: Pani jest ze scholą od samego początku. To chyba już nie tylko pasja, ale Pani życie…

B.D: Mogę to chyba tak nazwać. Gdy Pan tak to określił, to od razu przypomina mi się mój wyjazd, jako wolontariusz do Rwandy w Afryce. Przez rok byłam nieobecna w Żukowie i mieszkałam poza kontynentem. Oznaczało to również dla mnie rok bez mojej kochanej scholi.
Wyjeżdżając mówiłam, że po tym można poznać dzieło Boże, jeżeli prowadzącej osoby nie będzie, a dalej to będzie działać. I tak też było. Przez ten rok schola istniała, działała i miała się bardzo dobrze. To był taki test sprawdzający. Próby dalej miały miejsce, dzieciaczki i młodzież spotykali się, ćwiczyli, śpiewali. Co ciekawe, w tym czasie nawet Ksiądz Arcybiskup zaprosił scholę na obchody 25-lecia diecezji do Gdańska, aby wystąpili. To było ogromne wyróżnienie.
Dowodem na to, że to jest niewątpliwie kawałek mojego życia, jest to, że będąc w Afryce, oprócz rodziny i przyjaciół, najbardziej tęskniłam właśnie za moją scholą. Podkreślę jednak, że mimo iż tęskniłam to rzadko, bo, jako wolontariusz w Rwandzie miałam bardzo dużo pracy (śmiech).
Gdy miałam możliwość śledziłam przez internet co dzieje się w scholi, gdzie występują. Starałam się utrzymywać kontakt z członkami scholi.
Teraz za Afryką też trochę tęsknię.

P.CH: Podejrzewam, że w Rwandzie też była okazja do śpiewu.

B.D: No tak. Afryka to śpiew i taniec. Podczas każdej Mszy Świętej nie brakuje właśnie takich radosnych akcentów. Dlatego też nabożeństwa trwają tam bardzo długo.
Zamierzam też trochę nasze dzieci pouczyć afrykańskich, radosnych piosenek. Trochę w języku kinyarwanda, trochę po polsku, a niektóre udało mi się przetłumaczyć.
Chciałbym żeby zakosztowały trochę tego niezwykłego klimatu Afryki.
Z resztą u nas dzieje się już trochę podobnie, jak w Afryce. Podczas różnych Mszy Świętych oprócz śpiewania, dużo gestykulujemy, a nawet tańczymy. Co ważne, parafianie często włączają się do tego podczas nabożeństwa.
A może uda się jeszcze bardziej ożywić życie parafii duchem afrykańskim.

Dowodem na to, że to jest niewątpliwie kawałek mojego  życia, jest to,  że będąc w Afryce, oprócz rodziny i przyjaciół, najbardziej  tęskniłam właśnie za moją scholą

P.CH: Wyróżniacie się na tle wielu istniejących takich grup swoją działalności, bo macie na koncie nie tylko wiele nagród i wyróżnień, ale też trzy wydane płyty. Kiedy ten sposób na spędzanie wolnego czasu przerodził się w coś poważniejszego?

B.D: Na początku nie czuliśmy takiej potrzeby, żeby coś zmieniać. Śpiewaliśmy w kościele i to sprawiało nam radość. Jednak później, z każdą kolejną próbą zaczęło się to zmieniać. Śpiewanie na dwa głosy, trzy głosy, później opieranie się na zapisie nutowym… To wszystko zmieniało się płynnie, samo z siebie.
Wydaje mi się, że bardziej „profesjonalne” stało się w momencie, gdy głosy dzieci zaczęły być bardziej wyćwiczone, a co za tym idzie lepiej brzmiące. Postanowiliśmy więc pojechać na nasz pierwszy konkurs do Kartuz na VIII Festiwal Piosenki Religijnej. Trochę bardziej pojechaliśmy tam z ciekawości, niż z myślą o potencjalnej wygranej. Jak się ostatecznie okazało – wygraliśmy. To nas rozpaliło i zachęciło do kolejnych konkursów.
W 2004 roku postanowiliśmy spróbować swoich sił podczas VII Ogólnopolskiego Przeglądu Piosenki Religijnej „Credo” w Chojnicach. Chcieliśmy zbadać sytuację. Zobaczyć, jak to wygląda, posłuchać innych grup, sprawdzić na co jury kładzie uwagę. Pamiętam, że zaśpiewaliśmy bardzo skoczną i radosną piosenkę „Zaufaj Panu już dziś”. Okazało się, że zdobyliśmy pierwsze miejsce i sięgnęliśmy po Grand Prix. Co ciekawe, startujący w przeglądzie nasz żukowski zespół Agape, także zdobył w tym przeglądzie I miejsce. Konkurs należał więc do Żukowa.
Takie występy i osiągnięcia cieszą i motywują do kolejnych działań i dalszej pracy. Nie jeździmy jednak na każdy konkurs i w każde miejsce, bo pamiętajmy, że dla tak licznej scholi są to często kosztowne wyjazdy. Niestety nie jesteśmy w stanie także pojechać pełnym składem osobowym. W busie najczęściej mieści się do 50 osób, dlatego staramy się wybierać te dzieci, które są na większości prób i rzetelnie oraz systematycznie z nami ćwiczą.

P.CH: Łatwo jest zapanować nad tak liczną gromadką?

B.D: Radzimy sobie (śmiech).
Nie ma żadnych problemów. Myślę, że to dlatego, że tutaj dzieci przychodzą z własnej, nieprzymuszonej woli. Chcą śpiewać, chcą ćwiczyć i dlatego są zdyscyplinowane.
Oczywiście jest tak, że gdy przychodzą nowe dzieci to czasami troszeczkę rozmawiają podczas prób. Jednak, co bardzo ważne, starsze dzieci i młodzież ich upominają, pomagają utrzymać właściwy ład i porządek
To piękna sprawa. Schola Armia Pana to jedna wielka, radosna rodzina, gdzie rozwijają się nie tylko piękne talenty i uzdolnienia, ale również kształtują nasze charaktery.

P.CH: Dziękuję za rozmowę.

fot. Piotr Chistowski

Dodaj komentarz

avatar
1500