fot. Aleksandra Woźniak

 

O powstaniu Dziecięcego Kaszubskiego Zespołu Pieśni i Tańca „Tuchlińskie Skrzaty”, miłości do tańca, choreografii, satysfakcjonujących występach i kaszubszczyźnie z nauczycielką i choreografem zespołu Ireną Warmowską rozmawia Aleksandra Woźniak

 

Aleksandra Woźniak: Zespół istnieje od 1984 roku. Skąd pomysł na jego utworzenie?

Irena Warmowska: Zespół powstał z inicjatywy ówczesnego dyrektora szkoły podstawowej wTuchlinie Jana Baski. Bardzo zależało mu, aby taki zespół powstał w jego szkole. Postanowił więc utworzyć taką grupę w swojej szkole. Początkowo opiekunem zespołu była pani Bożena Krefta,nauczycielka przedszkola która jednocześnie była członkiem zespołu „Kaszuby” z Kartuz. Po roku odeszła gdyż wyszła za mąż i przeprowadziła sie do miasta. Dyrektor Baska musiał znaleźć nową osobę do poprowadzenia zespołu. I tak znalazł mnie. (śmiech) Wypatrzył mnie na pewnym występie z Kaszubskim Zespołem Pieśni i Tańca „Sierakowice”. Dowiedział się także, że jestem nauczycielką w szkole w Szopie. Zapytał ” czy byłabym zainteresowana pokierowaniem stroną taneczną dziecięcego zespołu?”. Byłam młoda i chciałam nowych wyzwań, więc się zgodziłam. I tak za porozumieniem stron zostałam przeniesiona do szkoły w Tuchlinie, gdzie rozpoczęła się moja przygoda z tutejszą grupą. Początkowo wprowadzaliśmy tańce kaszubskie w ramach zajęć dydaktycznych Gray i zabawy. Czynnie uczestniczyłam też w próbach zespołu “Sierakowice”Uczyłam sie także tańca, jako przyszły choreograf i korzystałam z informacji i mądrości jakie przekazał mi mój były nauczyciel tańca i choreograf Jan Właśniewski. Nie były to łatwe początki.Tak się złożyło że w tym czasie pojawia się inna grupa taneczna w S.P. w Sierakowicach.Nastąpiła niechciana rywalizacja, co spowodowało że wspólnie wystąpiliśmy w sali kina w Sierakowicach 1Maja (Święto Pracy).1986r. Oczywiście zdobyliśmy wielki aplauz, Pierwotnie do zespołu zapisywaliśmy uczniów od czwartej klasy szkoły podstawowej(przypominam że szkoły były wówczas ośmioletnie). Akompaniatorem na moich zajęciach był syn dyrektora Witold Baska, który obecnie prowadzi sekcję nauki gry na instrumentach w Gminnym Ośrodku Kultury w Sierakowicach. Pamiętam, że był wtedy w czwartej klasie podstawówki i akordeon był większy od niego. On wraz z ojcem zajął się muzyką ja choreografią i tak wspólnie tworzyliśmy zespół, który trwa do dziś.

A.W: Jak podsumuje Pani działalność „Tuchlińskich Skrzatów” na przestrzeni tych 33 lat?

I.W: Teraz jest zupełnie inny charakter prowadzenia zespołów ludowych, aniżeli na początku. W latach 80′ zespołów dziecięcych praktycznie nie było. A jeśli już powstawały, to istniały bardzo krótko. Takim przykładem był zespół „Modraki’’ z Kartuz który na długo zawiesił swoją działalność. Warto też dodać, że zespoły dziecięce swoje inspiracje czerpały z zespołów dorosłych, natomiast ja wraz z panem Janem Baską poszliśmy zupełnie w innym kierunku. Skłanialiśmy się bardziej w kierunku opracowań na utwory dziecięce w charakterze zabaw gier, które miały miejsce w przeszłości na Kaszubach. Niestety nie zawsze spotykało się z aprobatą różnych środowisk artystycznych,(ośmielę się powiedzieć że głównie z niewiedzy i nieznajomości tematyki dziecięcej) a wszelkiego rodzaju występy na konkursach i przeglądach zespołów kończyły się fiaskiem .Staraliśmy się zarówno metodycznie, jak i dydaktycznie dopasować utwory adekwatnie do wieku i możliwości dzieci i nie obarczać ich trudnymi krokami tanecznymi i dorosłą filozofią sceniczną. Kiedy ukończyłam wyższe studia na Akademii Pomorskiej na kierunku historii, zaczęłam poszukiwać w źródłach historycznych zabaw i gier dla dzieci na Kaszubach na przestrzeni wieków. Bardzo wielki tutaj też wkład miał pan Jan, który bardzo wiele pamiętał z okresu dzieciństwa. Na dzień dzisiejszy mamy grupy od 4d- 6 lat, potem klasy1-3, klasy 5-6 i klasy gimnazjalne. Każda grupa ma swój program taneczny, opracowany na podstawie źródeł m.in. Pawła Szefki ,Józefa Łęgowskiego, Jana Trepczyka itp. Mimo wszystko z dumą mogę powiedzieć ze wszystko co działo się na przestrzeni tych lat w oświacie, kulturze Kaszub, potrafiliśmy ocalić od zapomnienia te przekazy które zostawiły nam poprzednie pokolenia. Należy powiedzieć że na tym etapie nie kończy się edukacja taneczna naszej młodzieży ,mają możliwość i chętnie przechodzą do młodzieżowego zespołu w Sierakowicach kontynuując swoją zabawę i przygodę z tańcem.

A.W: Rodzice chętnie zapisują dzieci do zespołu?

I.W: W dobie postępującej globalizacji technologii ,komputeryzacji rodzice chętnie zapisują dzieci do zespołu. Pamiętam czasy kiedy nie było takiego zainteresowania folklorem, a wręcz przeciwnie podcinano skrzydła tym, którzy to zainteresowanie przejawiali. Były przecież takie momenty, że nie wolno było używać języka kaszubskiego w szkole i wszystko co związane z kaszubszczyzną gdzieś ginęło. Przez pewien okres dzieci wstydziły się pokazywać na scenie, bo wytykano je palcami. Pamiętam także, jak udałam się na studium choreograficzne do Lublina w 1986r. z nadzieją nauki tańca kaszubskiego, jednakże nic oprócz metodyki prowadzenia zajęć nie nauczyłam się. Kaszubski niestety w tamtym czasie był negowany i pozostawał cały w czas w tyle za innymi regionami Polski. Ciężką pracą i zaangażowaniem wielu osób doszliśmy dzisiaj do tego, że kaszubski ma swoje miejsce Polsce ale i poza jego granicami. Uważam ze największa sztuką dzisiejszej Kaszubszczyzny jest jej znajomość i wiedza o zwyczajach tradycji z którą należy się utożsamiać ale i promować, i takie zadanie maja właśnie zespoły kaszubskie. Na dzień dzisiejszy, gdzie mamy ogromny rozwój elektroniki i dzieci niestety, często są jej wielkimi fanami, rodzice są świadomi tego (że w nadmiarze to szkodzi) i chcą ustrzec swoje dziecko znajdując im inne zainteresowania czego przykładem są dzieci w Tuchlinie. Ponadto dzieci, które uczęszczają do takiego zespołu są świadome swojej tożsamości i pochodzenia ale i swojej wyjątkowości aby nie zginąć w tym wielkim supermarkecie świata. Obecnie nasza szkoła w Tuchlinie liczy 250 dzieci z czego 60 jest członkiem zespołu „Tuchlińskie Skrzaty”.

A.W: Jak długo zajmuje Pani nauka kroków tanecznych? Dzieci szybko się ich uczą?

I.W: Przede wszystkim sama muszę wiedzieć czego od nich oczekuję. Ważna też jest współpraca z muzykiem-akompaniatorem. Nawzajem sobie podpowiadamy, jaki utwór moglibyśmy tutaj zagrać. Chcę, aby dzieci na scenie się bawiły. Żeby wszystko, co w tej chwili pokazujemy, było jak najbardziej prawdziwe i realne. Nie chcę ubrać dzieci w ciężkie kaszubskie buty i stroje i wtedy tańczyć. Dzieci są dziećmi i tak powinno pozostać. W realizacji moich pomysłów bardzo pomaga mi środowisko lokalne. Od zawsze, tak jak wcześniej wspomniałam, chciałam by dzieci uczyły się starych zabaw i gier kaszubskich. W pewnym momencie doszukałam się jak wyglądały stroje dziecięce podwórkowe na podstawie starych fotografii. Pani Barbara Gojtowska ( rodzic) napisała projekt, dzięki czemu odtworzyliśmy kaszubskie stroje dziecięce z okresu XIX i XX wieku.

A.W: Jaki występ „Tuchlińskich skrzatów” przyniósł Pani najwięcej satysfakcji?

I.W: Każdy występ przynosi mi ogromną satysfakcję. Mimo, że czasem widzę jakieś mankamenty, to i tak jestem dumna. Każdy występ, to dla nas prowadzących największa nagroda. Widzę, jak moi podopieczni tańczą, jak wspaniale bawią się na scenie. To również okazja do wyłapania błędów , aby później nad nimi popracować. Dla dzieci każdy występ jest równie ważny. Aplauz od publiczności daje im ogrom szczęścia a obrazy jakie powstają na scenie przybliżają widzom historię życia ludu kaszubskiego.

A.W: Jaki występ był dla dzieci najbardziej emocjonujący?

I.W: Myślę, że najwięcej emocji dostarczają im występy na wszelkich rocznicach z różnych okazji. Ostatnio, kiedy zespół obchodził 25-rocznicę powstania, dzieci wystąpiły przed swoimi rodzicami, którzy kiedyś także byli członkami zespołu. To było bardzo wzruszające. Dlatego też nie brakuje nam chętnych do zespołu. Każdy kto kiedyś był jego częścią wie, ile zespół daje możliwości. Dzięki zespołowi każdy jego uczestnik żyje inaczej.

A.W: Skąd czerpie Pani inspirację na nową choreografię?

I.W: Nie wiem. (śmiech) Przez 25 lat mieszkałam w Sierakowicach. Później zapragnęłam zmiany i odnowy, więc przeprowadziłam się. W tym momencie jestem na etapie poszukiwania czegoś, co jeszcze nie zostało odkryte. Przyznam się, że to mnie najbardziej motywuje kiedy na zaproszenia jeżdżę po całym naszym województwie do różnych instytucji kulturalnych i oświatowych np. ODN- Oddziałów Doskonalenia Nauczycieli i Domów Kultury, z moim skromnym kagankiem wiedzy i prowadzę warsztaty taneczne dla nauczycieli i choreografów, utwierdzam się w przekonaniu że jeszcze mam coś do zrobienia aby zamknąć następny rozdział w moim życiu. Obecnie to co prezentuje zespół „Tuchlińskie Skrzaty’’na scenie jest niepowtarzalne, nie odkryte przez innych choreografów- nauczycieli. A mianowicie gry zabawy taneczne, przysłowia dziecięce itp Później kiedy nauczyciele telefonują do mnie i proszą, aby im pokazać więcej form gdyż dzieci świetnie się bawią, czuję, że moja praca nie idzie na marne. Czuje po prostu, że jestem potrzebna. To uczucie daje mi ogromną siłę. Mam zamiar zacząć spisywać wszystkie gry i zabawy, jakimi w tej chwili dysponuję. To może później pomóc nauczycielom i choreografom, którzy mogliby z tego skorzystać.

A.W: Jak wygląda kwestia ubioru dzieci w stroje kaszubskie. Szkoła zapewnia każdemu członkowi zespołu taki strój?

I.W: Tak, szkoła zapewnia taki strój. Tutaj należą się podziękowania dla dyrektora szkoły Jarosława Jóskowskiego, który jest otwarty na wszelką promocję kaszubszczyzny. Dzięki temu, ja również mogłam tak rozwinąć nasze Skrzaty. A potrzeby są coraz większe gdyż z każdym rokiem mamy coraz więcej zapisów do zespołu. Posiadamy salę-garderobę gdzie mieści się cały zestaw rożnych kostiumów i rekwizytów. Jak tylko zwrócę się z prośbą, to jest ona rozpatrywana pozytywnie. Warto tutaj podziękować również wójtowi Tadeuszowi Kobieli, który również dba o rozwój kaszubszczyzny i nie ogranicza nas w żaden sposób. Cały czas kupujemy nowe stroje, gdyż wstęp do naszego zespołu ma każdy. Nie prowadzimy żadnej selekcji ani castingów. Każdy uczeń może być członkiem zespołu i poznawać, to co dawne i kaszubskie i rozwijać swoje umiejętności.

A.W: Jaki jest pani pogląd, jako działaczki kaszubskiej na wymarcie tego języka. Czy faktycznie wszystko co kaszubskie może zaginąć?

I.W: Na dzień dzisiejszy nie. Ludzi zajmujących się kaszubszczyzną jak ja, jest o wiele więcej. Coraz to więcej szkół dba o tradycję kaszubską. Także ośrodki kultury, tak jak nasz GOK w Sierakowicach, zabiegają o to by pamiętać o swoim pochodzeniu i tożsamości. Wszytko też zależy od młodszego pokolenia. Co dalej zrobią z tą wiedzą? Czy będą ją przekazywać dalej, czy pozostanie ona zapomniana? Czy ktoś im pomoże w propagowaniu kultury i języka? Uważam że nad wszystkim powinno czuwać i obejmować całokształtem swoich działań Zrzeszenie Kaszubsko- Pomorskie .Czy tak jest? Proszę zadać to pytanie tym którzy nim kierują i czują się odpowiedzialni za przyszłość Kaszub. My natomiast choreografowie-nauczyciele przekazujemy wiedzę naszych dziadków dalej młodszym pokoleniom i bardzo się w to zaangażowaliśmy, natomiast nie wiemy co będzie w przyszłości. Jaka będzie mentalność przyszłych pokoleń. Ważne jest to, że istnieją zespoły kaszubskie, których członkami są dorośli dzieci, studenci. Może to oni będą mieli wpływ na przyszłe losy Kaszubów,a co najważniejsze to na świadomość iż język, kultura i tradycja muszą iść w parze, by nie zostało zapomniane i pogrzebane żadne ogniwo wiążące Kaszubów.

A.W: Dziękuję za rozmowę. 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
1500