O wygranych wyborach parlamentarnych, potencjalnym podziale Pomorza, likwidacjach szkół gimnazjalnych i związkach zawodowych z posłem na Sejm RP z ramienia Prawa i Sprawiedliwości Januszem Śniadkiem rozmawia Piotr Chistowski

 

Piotr Chistowski: Za nami wybory parlamentarne i u sterów mamy Prawo i Sprawiedliwość. Jaka będzie Polska przez najbliższe cztery lata?

Janusz Śniadek: Wierzę gorąco, że rozpoczniemy mozolną drogę powrotu do budowania Polski solidarnej i sprawiedliwej, takiej, o jakiej marzyliśmy w sierpniu 1980 roku, kiedy rodziła się Solidarność. Polski, o jaką walczyliśmy w stanie wojennym i później, w okresie transformacji. Wierzę, że w końcu zaczniemy robić „dobry użytek z naszej wolności” – jak uczył nas Jan Paweł II.

Zaczniemy likwidować ogromne nierówności społeczne, uzdrawiać wymiar sprawiedliwości i naprawiać państwo. Takie jest oczekiwanie Polaków i tak odczytuję werdykt wyborczy wydany w październikowych wyborach. Droga będzie mozolna, bo naprawy wymagają niemal wszystkie obszary funkcjonowania państwa.

Więcej, o ogromnej części naszej rzeczywistości decydują osoby i instytucje niezależne od władzy centralnej, np. władze samorządowe.

Janusz Śniadek
Janusz Śniadek pełnił funkcje przewodniczącego NSZZ „Solidarność”
od 2002 do 2010. Poseł na Sejm VII i VIII kadencji
P.CH:  Rządy samodzielne to niewątpliwie wielkie pole do manewru dla rządzących. W grę wchodzi zmiana konstytucji?

J.Ś:  Prawo i Sprawiedliwość ma samodzielnie niedużą sejmową większość, a do zmiany konstytucji potrzebna jest większość dwóch trzecich głosów.

Wierzę, że taką większość, konieczną np. dla naprawy wymiaru sprawiedliwości, uda się w nowym sejmie zgromadzić.

P.CH: Jakie dokładne plany już teraz pewne nas czekają? Czego mogą spodziewać się Polacy?

J.Ś: Szczegółowo powie o tym Premier Beata Szydło w swoim expose. Z całą pewnością wśród najpilniejszych będą działania dotyczące głównych deklaracji wyborczych, a więc wieku emerytalnego, kwoty wolnej od podatku, programu 500 plus. Naprawa państwa musi dotyczyć wielu dziedzin, które tego wymagają. W obszarze moich zainteresowań leży prawo pracy, a w szczególności Kodeks Pracy i dialog społeczny.

Problem „umów śmieciowych”, pracy na czarno i płacy minimalnej. Trzeba natychmiast likwidować patologie na rynku pracy i stymulować wzrost wynagrodzeń Polaków.

Trzeba natychmiast likwidować patologie na rynku pracy i stymulować wzrost wynagrodzeń Polaków

P.CH: Choć jest Pan z trójmiasta bardzo mocno kojarzony jest Pan z terenem powiatu kartuskiego. Wyniki wyborów zwiastują dobre czasy dla naszego regionu?

J.Ś: Likwidacja podziału na Polskę A i B, na obywateli pierwszej i drugiej kategorii ze względu na miejsce zamieszkania to konieczność. Polityka zrównoważonego rozwoju, to jeden ze sztandarowych punktów programu Prawa i Sprawiedliwości.

Trzeba skończyć z uprzywilejowaniem metropolii kosztem powiatów. Taki model rozwoju forsowała Platforma. Niestety, do czasu nowych wyborów samorządowych wszędzie tam, gdzie władzę sprawuje Platforma, a tak jest w województwie pomorskim, do dyspozycji pozostają tylko narzędzia dostępne z poziomu centralnego, czyli rozdział funduszy unijnych i krajowych, polityka dofinansowania do inwestycji lokalnych itp..

Taka presja na Samorząd Wojewódzki, w połączeniu z aktywnością samorządów i społeczeństw lokalnych musi przynieść dobre rezultaty.

 

P.CH: W trakcie kampanii wyborczej rzucony został pomysł na podział naszego województwa. Pana stanowisko jest tożsame z tym, jakie głosi partia? 

 J.Ś: Przypomnę, że wypowiedź Prezesa Jarosława Kaczyńskiego dotyczyła dyskryminacji niektórych obszarów Polski, co do angażowania środków publicznych.Mówiliśmy o tym przed chwilą. Polityki rozwoju dużych miast, kosztem mniejszych ośrodków. To przekłada się na poziom bezrobocia i jakość życia ludzi w danym rejonie. Jeżeli jedyną drogą naprawy tej sytuacji okaże się zmiana podziału administracyjnego, to pewnie trzeba będzie to zrobić.Na razie potrzebna jest dyskusja, przed zapowiedzianym ewentualnym referendum w tej sprawie.

 

P.CH: Ten podział to dla wielu same negatywy. Pytanie zatem, jakie pozytywy przyniósł by podział województwa pomorskiego?

 J.Ś: Podzielam część tych rozterek, np. tych dotyczących podziału Kaszub. Niewątpliwie, nowy podział województw będzie oznaczał też wzrost kosztów administracji, ale zwracam uwagę, że te wątpliwości podnoszone są głównie tutaj, w rejonie Trójmiasta. Trzeba uważnie wsłuchać się we wszystkie racje. Sprawa jest bardzo trudna i delikatna. Ma również podtekst ambicjonalny. Na pewno nie powinna to być decyzja pochopna.

 

P.CH: Województwo Pomorskie od lat uchodzi za matecznik Platformy Obywatelskiej. Teraz, gdy do władzy doszło Prawo i Sprawiedliwość będziemy województwem “wykluczonym”? Przypomnijmy, że w Sejmiku mamy wiele osób z PO, tak samo, jak w wielu samorządach dużych miast, powiatów i mniejszych gmin…

J.Ś: Prezes Jarosław Kaczyński publicznie powtarzał, że nie będzie żadnej polityki odwetu. Określenie „ matecznik Platformy”  dotyczy głównie Trójmiasta. W terenie, dominacja PO wcale nie jest taka oczywista.

Kaszubi pozostają wierni swemu zawołaniu „My trzymamy z Bogiem” . To tym wspaniałym ludziom z terenu Kaszub zawdzięczamy, że w Pomorskim reprezentacja parlamentarna (liczba posłów) Prawa i Sprawiedliwości i Platformy zrównały się – mamy po 11 parlamentarzystów.

Nie ma najmniejszych podstaw do obaw o „wykluczanie” naszego województwa. Premier Beata Szydło, już kilkakrotnie kierowała zaproszenie do współpracy, do wszystkich środowisk.

 

P.CH: Czy teraz po wynikach wyborów i uspokojeniu mediów można rzeczywiście powiedzieć, jakie są szanse na spełnienie obietnicy 500 zł na dziecko?

J.Ś: Ta obietnica zostanie spełniona bez najmniejszych wątpliwości. Jedyne pytanie brzmi: jak szybko to się uda? Gdyby, z jakichś powodów, wypłaty miały się nieco opóźnić, to powinny być wyrównane od początku roku.

 

P.CH: Mówiąc o dzieciach nie sposób nie wspomnieć o edukacji. Słyszymy co rusz głosy o likwidacji szkół gimnazjalnych. Pomysł dla dobra dzieci, czy ekonomii?

 J.Ś: Edukacja dzieci i młodzieży to najlepsza inwestycja, mówiła w kampanii Beata Szydło. Nikt tu nie będzie szukał oszczędności.

Chodzi o spokojne i roztropne, w uzgodnieniu z rodzicami i środowiskiem szkolnym oraz w oparciu o nową podstawę programową, przywrócenie 8-letniej szkoły podstawowej i 4.letniej szkoły średniej.

Ten model sprawdził się lepiej od obecnego. Celem jest wyłącznie jakość kształcenia i dobro naszych dzieci.

Proces likwidacji szkół, to niestety skutek zmniejszającej się liczby dzieci oraz działań niektórych samorządów szukających oszczędności.

P.CH: Gdy nie będzie tych szkół, wiele nauczycieli może zostać bez pracy, a budynki będą stały puste. Jest pomysł na ich zagospodarowanie i znalezienie dla nauczycieli pracy?

 J.Ś: Ewentualna zmiana modelu szkoły, nie oznacza w żadnym wypadku, zmniejszenia ilości godzin lekcyjnych i nauczycieli potrzebnych do ich prowadzenia. Dodatkowo, ma być ograniczana maksymalna liczba dzieci w klasach.

Nauczycielom nie grozi utrata pracy z tego powodu. Proces likwidacji szkół, to niestety skutek zmniejszającej się liczby dzieci oraz działań niektórych samorządów szukających oszczędności. Trzeba się będzie wspólnie temu przeciwstawiać.

 

P.CH: Związany jest Pan od lat z Solidarnością. Jak dzisiaj wyglądać będzie relacje na linii Rząd – NSZZ “Solidarność”?

 J.Ś: Z inicjatywy Solidarności uzgodniono i uchwalono nową ustawę o Radzie Dialogu Społecznego pod patronatem Prezydenta RP. To bardzo dobrze rokuje na zupełnie nową jakość i odbudowanie dialogu społecznego w Polsce, bez względu na ogrom problemów do rozwiązania.

Z chwilą powołania rządu nastąpi inauguracja prac nowej instytucji.

 

P.CH: Związki zawodowe – grupa uprzywilejowana ?

J.Ś: Rzekome przywileje są mitem. Na jakiekolwiek uprzywilejowanie związkowców w stosunku do osób  niezrzeszonych w obrębie jednego zakładu pracy nie zezwala prawo. Opowieści o przywilejach to element nagonki na strukturę związkową, która występując w interesie pracowników, broniąc przestrzegania prawa pracy, walcząc o obniżenie wieku emerytalnego itd. broni pracowników przed jeszcze większym wyzyskiem.

Liderzy związkowi, często ponoszą duże koszty osobiste tego „narażania się” we wspólnym interesie.

 

P.CH: Janusz Śniadek w Radzie Ministrów, bądź w Kancelarii Premiera? 

J.Ś: Jeśli otrzymam taką propozycję, rozważę ją z najwyższą powagą. To wszystko co mogę powiedzieć w tej sprawie.

 

P.CH: Dziękuję za rozmowę.
 

Dodaj komentarz

avatar
1500