Ks. Jerzy Zgoda: Nakaz misyjny spoczywa na każdym wiernym

0
Ksiądz Jerzy Zgoda podczas Kongresu Misyjnego razem z o. Lucą Bovio - Sekretarzem Papieskiej Unii Misyjnej w Polsce Fot. archiwum prywatne

O działalności misyjnej, pracy misjonarzy i formach pomocy dla nich, a także rozpoczynającym się adwencie z księdzem Jerzym Zgodą –  delegatem Księdza Biskupa Pelplińskiego ds. misji i wikariuszem z Sanktuarium Matki Boskiej Sianowskiej Królowej Kaszub rozmawia Karina Cierocka. 

 

Karina Cierocka: Jest ksiądz wikariuszem w Sianowie już od kilku miesięcy. Zadomowił się ksiądz już na Kaszubach?

Ks. Jerzy Zgoda: Jestem człowiekiem, który szybko potrafi zaklimatyzować się w nowym miejscu. Myślę, że wszędzie należy się odnaleźć. Nowe miejsca to nowe wyzwania, nowe zadania. Należy być gotowym do tego, aby je wypełniać.

K.C: Oprócz tego, że jest ksiądz wikariuszem w Sanktuarium w Sianowie, pełni ksiądz także wyjątkową funkcję delegata Księdza Biskupa Pelplińskiego ds. misji. Z czym wiąże się taka działalność?

Ks. J. Z: Delegat do spraw misji wykonuje różne zadania. Przede wszystkim chodzi o to, aby pełnić animację misyjną. Oprócz funkcji delegata pełnię także funkcję dyrektora Dzieła Misyjnego w naszej diecezji i Papieskich Dzieł Misyjnych Diecezji Pelplińskiej. Działamy tak, aby przybliżać ludziom tematykę misji. Uświadamiamy także wiernym, że sprawa misji to nie tylko problem jakiegoś wąskiego grona osób. Nakaz misyjny spoczywa na każdym wiernym na mocy chrztu św. Niedawno papież Franciszek podkreślał fakt, że wszyscy jesteśmy uczniami Jezusa, jesteśmy Jego misjonarzami. Co ważne, co wielokrotnie się podkreśla to fakt, że sam Kościół w swojej naturze jest misyjny. Również Jan Paweł II mawiał, że wiara umacnia się wtedy, kiedy jest przekazywana.

Fot. archiwum prywatne

Działalność na rzecz misji ma za zadanie uświadamianie ludziom tego, że każdy z nas na swój sposób może zająć się misjami. Czy to poprzez modlitwę za misje i misjonarzy, czy też w wymiarze bardziej materialnym.

Kończy się właśnie rok duszpasterski przeżywany pod hasłem: „Idźcie i głoście”, który miał jeszcze bardziej podkreślić fakt, że każdy katolik ma za zadanie dzielić się swoją wiarą z innymi także tutaj, będąc na miejscu. Nie musimy wyjeżdżać zagranicę, aby głosić Słowo Boże.

Często nie jesteśmy świadomi tego, ale 2000 lat trwania chrześcijaństwa, a na świecie obecnie ochrzczonych jest ok. 2 z 7 miliardów ludzi. Ten fakt pokazuje, że sprawa misji jest wciąż aktualna.

K.C: Do kogo w szczególności skierowane są tego typu działania misyjne?

Ks. J. Z: Do wszystkich ludzi, chociaż szczególnym polem naszego działania są dzieci. W naszej diecezji bardzo dobrze rozwinięte jest duszpasterstwo misyjne właśnie tych najmłodszych. W ponad 40 parafiach, funkcjonują ogniska misyjne. Wraz z Kleryckim Kołem Misyjnym przy Seminarium Duchownym w Pelplinie organizujemy dwa raz do roku rekolekcje misyjne w Pelplinie oraz obóz misyjny.

Staramy się także przygotowywać kadrę animatorów poprzez ich uczestnictwo w warsztatach. Takim ważnym wydarzeniem organizowanym co roku w połowie października jest Kongres Misyjny Dzieci w Pelplinie. Staramy się zapraszać na niego misjonarzy, czy pracowników Papieskich Dzieł Misyjnych z Warszawy.

 

K.C: Czego mogą dowiedzieć się dzieci o misjach poprzez uczestnictwo w tego typu grupach, czy spotkaniach?

Ks. J. Z: Ogniska misyjne przebiegają zgodnie z przyjętą formacją misyjną. Prowadzić je mogą nie tylko księża i katecheci, ale także inne osoby niezwiązane bezpośrednio z katechizacją, ale posiadające odpowiednią wiedzę na temat animacji misyjnej.

Dzięki uczestnictwu w tego typu formacji dzieci nie tylko uczą się tego, czym są misje i jak przebiegają, ale także czym jest miłość do bliźniego. Wychowywane są w duchu odpowiedzialności za innych. Natomiast poprzez uczestnictwo w Kongresie pokazujemy, że jest nas naprawdę dużo, że wspólnie chcemy pomagać.

Poza tym już od dłuższego czas w Polsce z powodzeniem funkcjonuje taka inicjatywa, jak Kolędnicy Misyjni. Co roku w okresie bożonarodzeniowym grupa dzieci chodzi od domu do domu z przygotowanym programem, kolęduje. Wszystko po to, aby zbierać ofiary na rzecz najmłodszych z danego kraju. W tym roku są to dzieci z Libanu i Syrii.

Fot. archiwum prywatne

K.C: Ilu misjonarzy jest w tej chwili oddelegowanych na misje z terenu diecezji pelplińskiej?

Ks. J. Z: Jeżeli mówimy o księżach diecezjalnych, to w tej chwili jest ich sześciu. Są także osoby zakonne: siostry i ojcowie. Trzech z księży przebywa teraz w Afryce, a dokładniej w Zambii. Kolejni dwaj obecnie są na terenie Brazylii, a jeden w Papui-Nowej Gwinei. Wywodzący się także z diecezji pelplińskiej ks. Edward Zielski jest obecnie biskupem w Brazylii.

K.C: Ksiądz także miał okazję pojechać gdzieś na misje?

Ks. J. Z: Niestety jeszcze nie dane było mi wyjechać. Być może w przyszłości uda mi się chociażby odwiedzić któregoś z misjonarzy, czy to w Zambii, czy w Brazylii. W tym roku dwóch kleryków z naszego seminarium odbywało praktykę misyjną właśnie w Zambii.

K.C: Na terenie których państw prowadzone są działania misyjne? Czy są jakieś wyjątkowo niebezpieczne dla misjonarzy kraje?

Ks. J. Z: Przede wszystkim należy rozpocząć od tego, jakie tereny są misyjne, a które nie są. Określa je Kościół. Często mówimy, że na Ukrainie, czy Białorusi przebywa misjonarz, ale de facto nie są to tereny misyjne. Na wschód od nas to najbliżej takim krajem jest Kazachstan.

Z całą pewnością misjonarze w swojej pracy mają do czynienia z różnymi niebezpieczeństwami. Zdarzają się kraje z większością muzułmańską, na terenie których działają różne ugrupowania ekstremistyczne, czy po prostu fanatycy islamscy. Tak dzieje się na przykład w Nigerii i innych krajach afrykańskich, gdzie pewnie nie za dużo się o tym mówi, ale dokonywane są zamachy, w których giną chrześcijanie.

W 2015r. przeżywaliśmy beatyfikację dwóch księży franciszkanów Zbigniewa Strzałkowskiego i Michała Tomaszka, zamordowanych przez bojówkę terrorystycznego ugrupowania Świetlisty Szlak w 1991 roku w Peru.

Niebezpiecznie nie jest jedynie w tych krajach, gdzie występują konflikty na tle religijnym, albo tam, gdzie działają ugrupowania terrorystyczne. Bardzo często dochodzi także do napaści na tle rabunkowym. Kilkanaście lat temu jeden z naszych misjonarzy został postrzelony będąc na misji w Zambii, gdzie mogłoby się wydawać jest dosyć bezpiecznie.

Fot. archiwum prywatne

K.C: Misjonarz nie musi być osobą duchowną. Może nim zostać także osoba świecka…

Ks. J. Z: Jeżeli planuje się wyjechać na misje właśnie jako misjonarz świecki, należy zgłosić się do swojego księdza biskupa i to on posyła na misje. Wówczas przechodzi także odpowiednie przygotowanie w Centrum Formacji Misyjnej w Warszawie wraz z księżmi, czy siostrami zakonnymi. Na miejscu odbywają się różne praktyczne ćwiczenia nie tylko z dziedziny misjologii, ale także nauka danego języka obcego. Kurs przygotowawczy trwa rok. Później wyznacza się takiej osobie odpowiednią dla niej placówkę, gdzie potrzebna jest pomoc.

Oprócz tego w ostatnich latach bardzo popularny jest wolontariat misyjny. Tego typu wyjazdy organizowane są już nie w ramach diecezji, a konkretnych zgromadzeń zakonnych, m in. takich jak salezjanie, salwatorianie, czy werbiści. Przygotowanie do nich odbywa się w trakcie zjazdów, które mają miejsce raz na kilka tygodni. Misje wolontariackie trwają z reguły dwa lub trzy miesiące.

K.C: Na jakie trudności najczęściej natrafiają misjonarze będąc już na miejscu?

Ks. J. Z: Na pewno jedną z takich trudności jest język, w którym przyjdzie mu się porozumiewać. Nie jest to jednak bariera nie do przełamania. Wyjeżdżając do krajów anglo-, czy hiszpańskojęzycznych misjonarze oczywiście uczą się takiego języka w swoim kraju i za granicą. Będąc na miejscu wykorzystują swoją wiedzę w praktyce. Uczą się także języków lokalnych, których opanowanie przychodzi z czasem. Mogę tutaj podać przykład mojego byłego proboszcza z poprzedniej parafii, który był misjonarzem przez trzy lata i chodź już od ponad 20 lat jest w Polsce, to wciąż posługuje się językiem nyanja (czyt. Niańdzia)

Taką trudnością jest także z pewnością różnica kulturowa. Misjonarze uczą się tego, aby od razu i na siłę nie wprowadzać na danym terenie misyjnym Kościoła europejskiego. Dawniej w średniowieczu, ale także w XVIII i XIX wieku funkcjonowało takie przeświadczenie, że aby stać się chrześcijaninem, trzeba kulturowo i mentalnie stać się europejczykiem. Dopiero później zaczęto doceniać te kultury rodzime oraz fakt, że można z danej kultury czerpać to, co jest wartościowe i na tym bazować głosząc Ewangelię. Jest to proces zachodzący dwustronnie. To z pewnością nie jest proste zadanie. O wiele łatwiej byłoby głosić Słowo Boże w sposób, w jaki sami go doświadczaliśmy. Nie zawsze zdaje to jednak egzamin i czasami potrzeba długich lat, aby znaleźć sposób, w jaki można dotrzeć do ludzi, aby zostać dobrze zrozumianym.

Praca misjonarza nie polega zresztą tylko na ewangelizacji. Jest to po prostu bycie tam, na miejscu. Przebywanie i poznawanie innych ludzi, ale także praca przy budowie chociażby studni, szkoły, placówki medycznej.

Fot. archiwum prywatne

K.C: Jak możemy pomóc księżom misjonarzom będąc tutaj na miejscu? 

Ks. J. Z: Taką oczywistą formą pomocy jest nasza modlitwa. I nie chodzi tutaj tylko o taką okazyjną pomoc modlitewną w trakcie poszczególnych dni poświęconym misjom, ale o taką codzienną pamięć, aby modlitwa za misjonarzy „weszła nam w krew”. Chociażby poprzez jedno Zdrowaś Maryjo, ale odmawiane codziennie.

Poza pomocą duchową jest oczywiście ta materialna, bo pieniądze na misjach są bardzo potrzebne. Są oficjalne zbiórki, gdzie przykładowo dana kolekta w konkretnym dniu przeznaczana jest na dzieło misyjne, są także zbiórki do puszek. Funkcjonuje też wiele inicjatyw oddolnych na przykład z okazji wizyty misjonarza w danej parafii, czy zbiórki konkretnych rzeczy materialnych: opatrunków, przyborów szkolnych, okularów, starych telefonów komórkowych, wciąż trwa akcja zbierania znaczków pocztowych. Jeżeli komuś zależy na pomocy misjonarzom, na pewno znajdzie odpowiednią dla siebie formę.

K.C: Przed wiernymi bardzo ważny czas, jakim jest adwent. Jednak jak można go właściwie przeżywać, kiedy w dobie konsumpcjonizmu święta zaczynają się już w listopadzie? Czy wśród wierzących wciąż istnieje potrzeba duchownego przygotowania na narodziny Jezusa?

Ks. J. Z: To, w jaki sposób przygotujemy się na przyjście Pana Jezusa, zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Jako księża zawsze staramy się podkreślać w homiliach właśnie ten duchowy wymiar przygotowania do Świąt Bożego Narodzenia, aby nie zatracić tego, co jest w tych świętach najważniejsze. Taką okazją do dobrego przygotowania się na Narodziny Pana Jezusa są na pewno msze roratnie.

Adwent ma charakter takiego wyciszenia, jednak samo jego przeżywanie uległo zmianie. Teraz kładzie się akcent na to, że to jest faktycznie oczekiwanie na przyjście Pana Jezusa, ale ma ono charakter radosny.

Podkreślam jednak raz jeszcze, że to, jak przygotujemy się na ten wyjątkowy czas zależy wyłącznie od nas samych. Jeżeli komuś zależy tylko na prezentach, wpada w zakupowe szaleństwo, widzi wyłącznie choinkę i świecące lampki, to niestety nic na to nie pomożemy.

“To, w jaki sposób przygotujemy się na przyjście Pana Jezusa, zależy tylko i wyłącznie od nas samych “

K.C: Czas adwentu jest bardzo symboliczny. Same nabożeństwa roratnie pełne są różnych symboli…

Ks. J. Z: W ogóle w przeżywaniu swojej wiary, w przeżywaniu samego chrześcijaństwa towarzyszy nam wiele symboli. Takimi głównymi symbolami adwentowymi są na pewno wieńce adwentowe z czterema świecami symbolizującymi cztery niedziele adwentu. Pojawia się także świeca adwentowa tzw. roratka, która symbolizuje Najświętszą Maryję Pannę. Mamy także lampiony, czyli światło, którym jest Chrystus. To właśnie On rozświetla mrok swoim przyjściem na świat, swoją obecnością. To także symbol dla nas, że Chrystus ze swoją łaską i miłością wkracza także w nasze życie, także w jego ciemne zakamarki, które jeśli tylko zechcemy, może rozświetlić.

K.C: Czy wciąż chętnie podejmujemy się wykonywania postanowień adwentowych?

Ks. J. Z: Oczywiście tego typu postanowienia zdecydowanie bardziej kojarzone są z wielkim postem, jednak owszem, zdarzają się i takie w trakcie adwentu. Sam staram się kłaść nacisk na to, aby tego typu postawienie nie miało charakteru negatywnego, nie przybierało formy wyrzeczenia czegoś, ale miało charakter pozytywny. Najczęściej jest to dobry uczynek. Wykonujemy jakiś dodatkowy obowiązek w domu, komuś pomożemy. Może być to oczywiście także nasza modlitwa. Chodzi o to, aby podjąć się takiego zobowiązania, które później pozostanie w naszym życiu jako owoc dobrze przeżytego adwentu.

K.C: Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

avatar
1500