M. Lehman: Ten proces pokazał, jak bezwzględnym człowiekiem jest Mieczysław Gołuński

0

„Starcie burmistrzów” w sądzie skończyło się powrotem Mirosławy Lehman z tarczą. O konflikcie sądowym burmistrza i byłej burmistrz Kartuz, a także inwestycjach, zmianach na rynku i „nowym” Gaju Świętopełka z byłą burmistrz Kartuz Mirosławą Lehman rozmawia Piotr Chistowski.

Piotr Chistowski: Rozmawialiśmy ponad rok temu. Wtedy padło wiele zarzutów wobec obecnego burmistrza. Czy po tym roku zmieniła Pani w jakimś stopniu swoje zdanie?

Mirosława Lehman: Wielkim przywilejem współczesnych pokoleń jest to, że żyjemy w wolnym kraju i możemy wyrażać swoje zdanie i poglądy. Podczas naszej rozmowy, przeprowadzonej rok temu, poruszył Pan kilka ważnych dla gminy Kartuzy tematów. Uważam, że przedstawiłam swoje stanowisko, a użycie dziś słowa „zarzuty” nie wydaje się właściwe. Zapewne moja ocena działań obecnego włodarza jest bardziej krytyczna niż innych, ale wynika to po prostu z posiadanego przeze mnie doświadczenia i wiedzy – szybko zauważam manipulacje czy też nieprawdę.
Cieszę się z faktu, że burmistrz wykonuje niektóre projekty inwestycyjne, które zaplanowałam do realizacji na lata 2014-2018 np. budowa dworca PKP jako kontynuacja kolejnego etapu kolei metropolitalnej – powstanie węzła integracyjnego w Kartuzach, rewitalizację centrum miasta czy zakończenie przez Marszałka Struka wspólnej inwestycji jaką była pierwsza część obwodnicy. Na marginesie przypomnę, że na zebraniu sołeckim w Grzybnie w 2014 r. mieszkańcy mieli wątpliwości czy ścieżka rowerowa do Kartuz powstanie. Dałam słowo, że tak i go dotrzymałam. Teraz kolej na obecnego włodarza aby przygotował wspólnie z Marszałkiem budowę II etapu. I tego sobie życzymy, bo powinno to być jedno z zadań priorytetowych. Wiem, że radni bardzo pilnują burmistrza aby nie zaprzepaścił okazji, gdyż decyzja środowiskowa była gotowa dla przebiegu całej obwodnicy. Oby nie upłynęły terminy! To z czym trudno się pogodzić, to oczywiście zaprzepaszczona przez pana Gołuńskiego sprawa oczyszczenia i zagospodarowania kartuskich jezior. Kartuzy były w 2014 r. wpisane do programu pilotażowego, kilka ośrodków naukowych chciało współpracować z nami i pomóc w zrealizowaniu tak ważnego i oczekiwanego zadania. Nie był to łatwy w realizacji projekt i chyba przerósł możliwości obecnego burmistrza. Szkoda, bo już nie ma powrotu do uzyskania dużego dofinansowania, a z budżetu gminnego nie da się tego zrealizować w sposób profesjonalny z powodu zbyt wysokich kosztów.

P.Ch: Trwają wielkie prace w centrum Kartuz. Naszym oczom ukazała się kostka brukowa. Przed rokiem mowa była o „czymś strasznym” w centrum miasta. Od czasu wywiadu doszła fontanna, ławeczki, wakacyjne koncerty. Dalej straszy w centrum miasta?

M.L: Moja wypowiedź w 2016 r. odnosiła się do usuniętego asfaltu i pozostawionych wysokich krawężników, które utrudniały chodzenie starszym osobom, niepełnosprawnym i matkom z wózkami. To nie było estetyczne, a tym bardziej nie było funkcjonalne. To zdanie nie tylko moje, ale również wielu mieszkańców. Pan Gołuński szybko chciał udowodnić „coś”. Pytanie tylko co?
Dzisiaj realizowane jest przez gminę jedno z kilku zadań związanych z projektem rewitalizacji Kartuz. Obecny włodarz został w pewnym sensie zmuszony do realizacji projektów, gdyż w 2014 r. zostały przez radę wpisane do wieloletniego gminnego planu inwestycyjnego i zakontraktowane u Marszalka Województwa, a to znaczy, że Pan Gołuński po prostu ma pieniądze podane na przysłowiowej tacy. Nie musi w konkursach walczyć z innymi gminami o pieniądze. Opowiadanie bajek o braku pieniędzy w gminie powinien już sobie odpuścić.
Wracając do Pana pytania o Rynek, to oczywiście pieniądze wydano. Jeżeli dobrze pamiętam, to już ok. 2 mln. zł zainwestowano w to miejsce (zdjęcie asfaltu, fontanna, ławeczki, koncerty). A moje pytanie brzmi: czy dał nam zadowolenie efekt uzyskany po wydaniu tak dużych pieniędzy? Ławki są już do remontu, fontanna taka jak w wielu miastach naszego kraju, a więc nie stanowi specjalnej atrakcji, kompozycja krzaczków przypadkowa, koncerty – próba zrobienia czegoś na siłę. Dlaczego wydawano publiczne pieniądze na artystów z zewnątrz zamiast promować naszą młodzież i dzieci? Mamy Centrum Kultury, to dlaczego zespoły tam grające nie promowały się na Rynku? Gdy sołectwo prosi o 1000 zł, to burmistrz mówi, że nie ma pieniędzy. To samo słyszą mieszkańcy, gdy proszą o ustawienie lustra przy drodze, aby wyjazd z drogi podporządkowanej był bezpieczny a to koszt w wys. ok. 800-1000 zł. Gdy sołtysi proszą o załatanie dziur w drogach gruntowych, bo po deszczach są nieprzejezdne, to też słyszą „nie ma pieniędzy”. A ja uważam, że pieniądze są, tylko sposób i cele na które są wydawane nie zawsze są odpowiednie. Niech Pan spojrzy na te dwa zdjęcia. Pierwsze przedstawia koncepcję rewitalizacji Rynku z 2013 r., którą pan Gołuński totalnie skrytykował, a drugie zdjęcie to obecnie realizowana koncepcja. Jak łatwo zauważyć występują drobne różnice w detalach, ale co do rozwiązań zasadniczych są one takie same. Wnioski proszę wyciągnąć samemu.

P.Ch: Sprawa rewitalizacji zresztą nieco się opóźnia z racji konfliktu samorządu z właścicielami warzywniaka w centrum miasta…

M.L: Opóźnia się, bo pan Gołuński tak mówi? Burmistrz lubuje się w bajdurzeniu. Czy burmistrz wywiązał się ze wszystkich obowiązków, które ciążyły na nim jako inwestorze? Czy w całym postępowaniu przygotowawczym do realizacji inwestycji dochował wszelkich starań, aby nie pozostawić przedsiębiorcy bez prawa do prowadzenia działalności gospodarczej? Czy rzeczywiście nie można było uniknąć tego konfliktu?

Można, tylko zabrakło panu burmistrzowi dobrej woli. A wystarczyło przemyśleć projekt. Tylko kto go wcześniej widział i gdzie można było się z nim zapoznać?
Wszystko odbywa się w ciszy gabinetu Wielkiego Mieczysława, bo radni też są pomijani i nie mają wiedzy na ten temat. Jestem przekonana, że gdyby wcześniej rozmawiano z właścicielami, to można było sprawę rozwiązać. A teraz się ich zastrasza nasyłając różne instytucje. No cóż, ale to chyba wielu z nas już przeżyło. Moim zdaniem ta sprawa wcale nie powoduje wstrzymania inwestycji. Są inne rozwiązania. Trzeba chcieć!

P.Ch: Chciałbym też poruszyć kwestię sportową w naszej gminie. Rok temu, na początku marca podczas sesji Rady Miejskiej w Kartuzach długo rozmawiano o przedsiębiorstwie, które wygrało przetarg na stworzenie boiska treningowego w Kartuzach, nie weszło na plac budowy a chwilę później ogłosiło upadłość. Padło wtedy wiele oskarżeń w Pani stronę, przede wszystkim w związku z odsetkami zasądzonymi przez Sąd Okręgowy w Gdańsku. Syndyk upadłej spółki wystąpił do gminy o zwrot wpłaconego zabezpieczenia. Obecny burmistrz Mieczysław Grzegorz Gołuński i sekretarz gminy Tomasz Nadolny chcieli pociągnąć Panią finansowo do odpowiedzialności. Jak ta sprawa potoczyła się dalej?

M.L: Powiedziałam wówczas Panu żeby nie ferować wyroków. Pan burmistrz Gołuński i pan sekretarz wprowadzili radnych i opinię publiczną w błąd. Była to kolejna próba podkopania mojego autorytetu. W pierwszym etapie ubezpieczyciel odmówił wypłacenia odszkodowania, a w dalszej kolejności sąd uniewinnił mnie od stawianych przez gminę zarzutów.
Pozew przeciwko gminie o zwrot zabezpieczenia został złożony w maju 2015 r. czyli 6 miesięcy po zakończeniu przeze mnie pracy w urzędzie. Gmina w odpowiedzi na ten pozew wniosła do sądu wniosek o odrzucenie go w całości. Natomiast ja w tej sprawie nie występowałam w sądzie lecz burmistrz Gołuński. Gmina wnosząc o odrzucenie pozwu opierała się na dokumentach znajdujących się w urzędzie. Odpowiedź przygotowywał nowo zatrudniony mecenas więc można przypuszczać, że z innym spojrzeniem na sprawę. A mimo wszystko gmina swoje stanowisko oparła o jedną z opinii prawnych znajdujących się w aktach sprawy. Dlaczego burmistrz tak zrobił skoro miał inne zdanie? Gmina przegrała proces w gdańskim sądzie, a pan Gołuński nie wniósł apelacji (zastanawiające!) natomiast na mnie i moją rodzinę próbował przerzucić odpowiedzialność za swoje decyzje w tej sprawie. Skoro uważał, że należy zwrócić zabezpieczenie, to dlaczego tego nie uczynił w maju 2015 r. lecz wnioskował do sądu o odrzucenie pozwu? Skoro burmistrz faktycznie troszczył się o gminne pieniądze, to dlaczego nie walczył dalej składając apelację? Nie interes gminy był tu ważny lecz wykorzystanie tej sprawy i „uderzenie” w byłą burmistrz. A to fragment z uzasadnienia wyroku: „…brak winy pozwanej (M. Lehman) w działaniu w którym powód (burmistrz) upatruje powstania szkody, sprzeczności roszczenia z art. 8 k.p., co w konsekwencji prowadzi do oddalenia powództwa”.
Ten proces pokazał jak bezwzględnym człowiekiem jest Mieczysław Gołuński. Było to skandaliczne zachowanie człowieka na tak wysokim stanowisku urzędniczym, bo ukazuje osobę pragnącą zemsty i aroganta. Zresztą, to nie była pierwsza próba zdyskredytowania mnie w oczach mieszkańców. Nie tak łatwo, jak widać, wyzwolić się burmistrzowi M. Gołuńskiemu z mentalności ORMO-wskiej.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: M. G. Gołuński : Wiele z obecnie realizowanych pomysłów, to moje plany z lat 90-tych

P.Ch: Ciekawi mnie Pani zdanie o zmianach w Gaju Świętopełka. To miejsce straci na atrakcyjności, czy wręcz przeciwnie – zyska nową grupę odbiorców? W wywiadzie dla naszej gazety burmistrz mówił o tym, że większość mieszkańców jest za zmianami w Gaju. Pani też tak to odbiera?

M.L: Ta sprawa w moim mniemaniu, to wielki skandal i wielka porażka nas mieszkańców Kartuz oraz radnych, którzy wyrazili zgodę na położenie asfaltu w tym miejscu. Dlaczego tak się stało pewnie dowiemy się w niedalekiej przyszłości. Trzeba powiedzieć STOP takim decyzjom. Burmistrz nie poddał pod konsultację planu zagospodarowania tego terenu, jak sam mówi – bo nie musi. Przynajmniej chociaż raz powiedział prawdę o swoim stosunku do mieszkańców. A przypomnijmy sobie w wyborach twierdził, że „człowiek jest najważniejszy”. Jestem pewna, że będzie realizowana koncepcja z 2013 r., którą ówczesny radny Gołuński wraz z opozycyjnymi radnymi zablokował i nie pozwolił na zrealizowanie projektu, który miał być sfinansowany w 100 proc. ze środków europejskich.
W projekcie było wybudowanie przystani z rowerami wodnymi, kajakami, minibarem, wybudowanie kanalizacji, doprowadzenie wody, toalety i inne. Drogi miały pozostać gruntowe, utwardzone specjalną masą. To wówczas M. G. Gołuński był wielkim przeciwnikiem wykonania tej inwestycji mimo, że gmina miała zapewnione sfinansowanie z LGR. W związku z powyższym Kartuzy straciły duże pieniądze i przekazano je do gminy Chmielno. A dziś, w tak ważnym historycznie i kulturowo miejscu naszego miasta pan Gołuński niszczy to co najpiękniejsze – naturę. Niszczy, to co przetrwało tyle wieków, aby cieszyć nasze pokolenia. Jak można być tak nieczułym? I to czyni leśnik z zawodu!
Komu potrzebny jest asfalt w Gaju Świętopełka? Ten ponad 1 mln zł trzeba było przeznaczyć na wykonanie dróg utwardzonych na terenie sołectw. Tam są jeszcze duże potrzeby w tym zakresie. A Gaj potrzebuje innych rozwiązań niż asfalt. Z projektu wynika, że to ścieżka rowerowa, ale to niczego nie zmienia. Poza tym trudno będzie połączyć tam bezkolizyjnie ruch pieszy i rowerowy. A muszę zaznaczyć, że tak jak systematycznie burmistrz Gołuński niszczy to co M. Lehman wybudowała, to i w te działania wpisuje się zlikwidowanie rzeźby na Rondzie Kartuzów. Czy Pan wierzy również w to, że przypadkiem zniknęły wszystkie materiały archiwalne ze strony www gminy Kartuzy, które dotyczyła lat 2007-2014? Zapewniam, że nie był to przypadek, ani hakerzy. O tamtym czasie nie ma pozostać żaden ślad! Tak, aby obecny włodarz mógł mówić kolejne kłamstwa w stylu „to moje plany z lat 90-tych”. Cóż za perfidia.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Spotkanie ws. Gaju Świętopełka. Zwolennicy swoje, przeciwnicy swoje

P.Ch: Mówiąc o Gaju i okolicach tego miejsca to przypomina mi się zwołana przez Panią konferencja na początku października 2014 roku. Wtedy opowiedziała Pani o swoim pomyśle stworzenia przy Kolegiacie „Kurdyban Parku”. Wtedy nawet powstała ankieta dla mieszkańców i wybrali oni z jakiego materiału ma powstać. Przyszły wybory, nowy burmistrz i mamy… no właśnie – co mamy?

M.L: Tak, był taki pomysł. Ogłosiliśmy konkurs na zaprojektowanie zagospodarowania terenu przy Kolegiacie. Komisja konkursowa, której członkiem był także ks. Proboszcz Piotr Krupiński, oceniła kilkanaście prac, które wpłynęły na konkurs i wybrała projekt przedstawiający wykonanie pięknego parku, którego koncepcja oparta była o kartuskie kurdybany zdobione orientalnymi wzorami. „Kurdyban Park” miał być wykonany z kamienia wraz z nasadzeniem rodzimych roślin i pięknym oświetleniem pozwalającym na miłe spędzenie czasu w tym miejscu, nawet w godzinach wieczornych. Niestety ten projekt, jak kilka innych zostały przez obecnego burmistrza wyrzucone do kosza. Jedną z pierwszych decyzji po objęciu przez niego urzędu, oprócz zwolnienia 40 osób, była decyzja dotycząca uchylenia miejscowego planu zagospodarowania tego terenu, a zaznaczę, że teren ten był przeznaczony na zieleń parkową. Co dzieje się dzisiaj – widać. Można nagle stawiać straszne, autostradowe bariery, można na tym terenie budować zatokę postojową dla autobusów itd. Rozumiem, że zdania mieszkańców będą podzielone, ale czy naprawdę nie mamy już ani trochę poczucia estetyki? Czy Panu Przewodniczącemu Rady Miejskiej, Andrzejowi Pryczkowskiemu nie jest żal, że widok na Kolegiatę, najcenniejszy nasz zabytek, zostanie oszpecony. Może warto nieraz pomyśleć o tym co pozostawimy po sobie oprócz asfaltu i betonu.

P.Ch: Czy to normalne i wytłumaczalne, że część kostki z centrum Kartuz została, według naszych informacji przeniesiona na tereny koło Kolegiaty?

M.L: Zgodnie z dokumentacją „Przedmiotem opracowania jest projekt przebudowy ul. Dworcowej w Kartuzach polegający na przebudowie układu komunikacyjnego wraz z budową ścieżki rowerowej, miejsc postojowych oraz ciągów pieszych”. Materiały, które mają być użyte to: kostka betonowa, płyta ceramiczna, kostka betonowa w różnych kolorach, kostka kamienna. Nawierzchnia z oczyszczonej kostki kamiennej ma pokryć pow. 2260 m2 przy ogólnej powierzchni 7680 m2. Skoro burmistrzowi zbywa materiału, to go przekazuje innym. Na zdjęciu widać np. ile kostki znajdzie się na Deptaku.
Dziwi mnie, że burmistrz realizuje tylko skrawki swoich obietnic przedwyborczych a ich sposób realizacji i przyjęte rozwiązania nie są na miarę XXI wieku lecz chyba faktycznie lat 90-tych ubiegłego stulecia.

P.CH: Wielu radnych, często i głośno wypowiada się o niegospodarności obecnego włodarza, podając za przykład sprzedawanie działek. Jak to wygląda Pani zdaniem?

M.L: Pan Gołuński zaplanował w tym roku zaciągnięcie kredytu w wysokości 13 mln. zł. (to już kolejny w tej kadencji). W przyszłym roku zaplanowano wziąć prawie 26 mln. zł obligacji.
Podczas moich dwóch kadencji, staraliśmy się zwiększać majątek gminy Kartuzy mimo, że realizowaliśmy od 30 do 50 inwestycji rocznie, co oczywiście kosztowało. Pozyskiwaliśmy środki, ale trzeba było mieć też wkład własny. Przypomnę, że majątek gminy wzrósł w ciągu 8 lat mojej pracy o ok. 120 mln zł. Nie było potrzeby wyzbywania się gminnego majątku. Trzeba go chronić, pomnażać i dbać o niego. Teraz pan Mieczysław Gołuński sprzedaje, bo to jest proste i łatwe. Pytanie dlaczego to robi, skoro budżet gminy wzrósł, czym sam burmistrz się chwali.
Czytaliśmy, że włodarz zdobył 50 mln. zł środków unijnych. W Duderstadt podał, że w ostatnich miesiącach zainwestował w Kartuzach 60 mln euro. Opowiadał też o tym, że spadło zadłużenie. Jak widać burmistrz Gołuński lubi opowiadać, a co jest prawdą tego nawet radni nie wiedzą.
Z zaplanowanych do realizacji inwestycji tylko część jest wykonywana czyli są oszczędności. Więc ponawiam pytanie: dlaczego mimo to prowadzona jest wyprzedaż majątku skoro nie ma takiej konieczności? Coś się tu nie zgadza!
Mam przekonanie, że jesteśmy nabijani w przysłowiową butelkę.
Przypominam, że przed wyborami kandydat na burmistrza obiecał mieszkańcom, że nie będzie zaciągał kredytów, bo z tego co opowiadano „była taka beznadziejna sytuacja finansowa gminy”.
Gdyby to była prawda, to M.G. Gołuński nie otrzymałby kredytu. A bierze kolejny kredyt i jeszcze wyprzedaje się majątek, oby tylko nie „po warszawsku”.

P.CH: Chciałbym poruszyć temat ul. Chmieleńskiej. Głośno było o osuwaniu się na etapie robót…

M.L: Nie dziwmy się skoro burmistrz stawia na ilość, a nie na jakość wykonywanych inwestycji. Zrobi kawałeczek promenady na mokradłach, wątpliwej jakości drogę na Burchardztwo, środeczek ul. Rynek za prawie 2 mln., ścieżynkę w Gaju itd. No i zdaniem włodarza mieszkańcy mają być uradowani. Tylko, że za 2-3 lata trzeba będzie remontować i wydać kolejne pieniądze. Ale może to ma tak być? Może takie są oczekiwania?
Moim zdaniem każda inwestycja powinna być dobrze przygotowana. Odnośnie ul. Chmieleńskiej (II etap mini obwodnicy) – wszyscy wiedzieli, że występują tam wody podskórne, które m.in. w okresie zimowym były przyczyną licznych wypadków.
Trzeba było projekt wykonać ze szczególną starannością. A tak się nie stało, bo miało być szybko i tanio.
Więc trzeba się liczyć z kolejnymi kosztami ponoszonymi przez gminę na naprawę tej fuszerki, bo wykonawca nie będzie dokładał z własnego budżetu, gdyż zrealizował zadanie zgodnie z dokumentacją.
Wykonanie tego odcinka kosztowało ponad 2 mln. zł, a trzeba było dołożyć jeszcze trochę pieniędzy i zrobić porządnie. W tej chwili kolejny już raz, chyba piąty „zjechały” duże fragmenty skarpy na nowej obwodnicy Chmieleńskiej. Stwarza to duże zagrożenie.

P.CH: Dzisiejsza wersja budżetu obywatelskiego i funduszu sołeckiego to to, czego oczekują mieszkańcy?

M.L: Nie mogę odpowiadać za wszystkich mieszkańców, ale patrząc po niewielkim zainteresowaniu budżetem obywatelskim, to chyba ich nie zainteresował. W przypadku funduszu sołeckiego, to sołectwa są bardzo niezadowolone z braku pomocy ze strony zastępcy burmistrza przy jego realizacji.
Oczekiwali wsparcia, co obiecywał burmistrz Gołuński, a nie pozostawienia ich z problemem nie wspominając o bardzo późnym terminie wykonania często przypadającym na miesiąc listopad. Stawianie np. placu zabaw na zimę, to chyba nie najlepszy pomysł. Brakuje w tym wszystkim zaplanowanego działania.
Działania burmistrza Gołuńskiego przypominają skoczka – dzisiaj trochę tu zrobimy, jutro jest nowy pomysł, a następnego dnia, to jednak zrobimy coś innego.

P.CH: Obecne inwestycje na wsi wystarczają w rozwoju tych terenów?

M.L: Na wsi nadal głównie potrzeba nakładów na budowę dróg. Z tego co mi wiadomo, to ok. 1,5 mln. zł kosztowała budowa części ul. Jeziornej w Sitnie i przeznaczono jakieś drobne kwoty na kilka dróg na terenie sołectw.
Pan Mieczysław Gołuński ma właściwie proste zadanie. Kontynuować to, co ja rozpoczęłam.
Cieszę się, że już nie sypie żwiru na drogi wiejskie tylko za moim przykładem układa asfalt lub płyty. Obiecywano kilometry kanalizacji na wsi np. w Brodnicy, którą zgodnie z danym słowem przez burmistrza w kampanii wyborczej powinna już się budować. Nic takiego się nie dzieje.
A na wzór mojego autorskiego Kartuskiego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich realizuje pomysły rad sołeckich chociaż przychodzi mu to z trudem.
Dobrze, że realizuje przygotowany przez mój zespół, w poprzedniej kadencji, projekt termomodernizacji szkół, bo to bardzo ważne zadanie.
Z tego co słyszałam, początkowo nie chciano go realizować, ale zbyt daleko były zawansowane nasze prace i nie było odwrotu.
I dziękować Bogu!

P.CH: Niedawny zastosowany sposób i próba oczyszczania jezior nie powiodła się. To wina „przekombinowania”, czy ktoś nie dostrzega lepszego sposobu? A może jezior po prostu nie da się już odratować?

M.L: Kompleksowa koncepcja rekultywacji jezior była opracowana już w mojej kadencji, ale po wyborach pan Mieczysław Gołuński widocznie stwierdził, że zrobi to sam lepiej niż najlepsi w Polsce fachowcy z Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego w Olsztynie. No i wyszło jak wyszło.

Za chwilę będzie opowiadał, że potrzebuje jeszcze jednej kadencji żeby oczyścić jeziora. Obiecać można wszystko. W tym burmistrz Gołuński jest dobry. A trzeba było wykorzystać komplet dokumentów opracowanych przez grono specjalistów z UWM w Olsztynie, a znajdujące się w urzędzie i pchnąć sprawę do przodu. Ta kadencja była na to wspaniałą okazją i szansą. Niestety tak się nie stało.
W pierwszej kolejności zwolnił urzędników, którzy prowadzili sprawy projektów unijnych, a teraz brakuje fachowców, którzy są w stanie podołać sprawie.
Po bezsensownym wydaniu pieniędzy na „rezonator magnetyczny”, który zainstalowano na j. Karczemny teraz burmistrz planuje wydać kolejne pieniądze na badania, które już zostały wykonane przez naukowców z najlepszego ośrodka w Polsce zajmującego się oczyszczaniem jezior.
Przypomnę, że prace te prowadziła prof. Julita Dunalska z Katedry Inżynierii Ochrony Wód, która wyniki prac wraz z kompletną koncepcją kompleksowej, spójnej rekultywacji wszystkich kartuskich jezior przedstawiła radnym na sesji 19 września 2013 r. Pan Gołuński był wówczas radnym.
No, ale jak niszczyć wszystko co M. Lehman zrobiła, no to wszystko. I tak wygląda szara rzeczywistość, która nagle stała się niewidoczna dla lokalnych mediów.
Czyż nie jest to zastanawiające?

P.CH: Już niedługo nastąpi przeniesienie biblioteki do budynku dworca. To pomysł, który wyjdzie bibliotece i czytelnikom na dobre? Czy poprzez przeniesienie instytucji do nowych pomieszczeń nie ucierpi nam tym wielkość księgozbioru?

M.L: Tak będzie z całą pewnością. Dokument „Modernizacja dworca kolejowego w Kartuzach wraz z otoczeniem jako węzła integracyjnego dla Pomorskiej Kolei Metropolitalnej” powstał już w 2013 roku, czyli na rok przed wyborami.
W założeniach planowaliśmy umieszczenie w budynku zmodernizowanego dworca nowoczesnej mediateki, a to nie to samo co biblioteka. Ale pewnie dla obecnego włodarza nie ma różnicy i postanowił tam przenieść całą Miejską i Powiatową Bibliotekę Publiczną.
Pan Mieczysław Grzegorz Gołuński nie będzie przejmował się takimi sprawami, jak dobre warunki do funkcjonowania kartuskiej książnicy, która istnieje od 1945 roku.
Nie przejął się sprawą przedsiębiorcy, który może utracić swoje jedyne źródło utrzymania (mam na myśli sprawę p. Sowińskiej). To czemu ma przejmować się czytelnikami. To nie jest jego krąg zainteresowań.

P.CH: Pytałem przed rokiem – spytam raz jeszcze. Spróbuje Pani swoich sił w wyborach na burmistrza Kartuz?

M.L: Jest jeszcze trochę czasu aby o tym pomyśleć.
Nie ukrywam, że mam trzy propozycje odnośnie przyszłych wyborów, ale nie podjęłam jeszcze ostatecznej decyzji.
Miło jest usłyszeć od mieszkańców słowa zadowolenia wypowiedziane dziś, na spokojnie, z dystansem do tego co działo się 3 lata temu tzn. tej całej medialnej nagonki na mnie.
Prawda sama się broni i mogę powtórzyć „myśl jest ulotna, czyny pozostają”.
Nawet gdy obecny włodarz zachowuje się jak barbarzyńca próbując niszczyć dokonania swojego poprzednika, to i tak nie zniszczy wszystkiego.
Mieszkańcom pamięci nie odbierze, jak również nie ustrzeże się oznak rozczarowania ze strony mieszkańców za swoje poczynania w tej kadencji oraz zatajenia współpracy z ORMO w latach 79 – 88.

P.CH: Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
1500