Polskie tradycje w okresie Bożego Narodzenia znamy doskonale, a czy wiemy, jak te święta przeżywane są w odległej Argentynie? O tym niezwykle ciekawym kraju, zagranicznym wolontariacie, pielęgnowaniu tradycji, a także o pasji do piłki nożnej i nauce języka hiszpańskiego z Elżbietą Kowalewską, Prezeską kartuskiego oddziału Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego i nauczycielką rozmawia Piotr Chistowski.

Piotr Chistowski: Święta Bożego Narodzenia coraz bliżej. Spędziłaś przełom 2010 i 2011 roku w Argentynie. Jak tam wyglądają te święta?

Elżbieta Kowalewska: Miałam przyjemność spędzić tam trochę czasu z racji pracy z tamtejszą Polonią. Organizowaliśmy święta w Domu Polskim w Argentynie. Nawet przyjechała moja ciocia, która pomagała mi wszystko zorganizować.
Głównie udział w tej wigilii wzięli potomkowie emigrantów z Polski, którzy od dwóch, trzech pokoleń mieszkają w Argentynie. Zjawiły się też osoby, które nie mają żadnych korzeni polskich, ale tak bardzo pokochali naszą kulturą, że nie mogli nie skorzystać z wigilii z naszymi tradycjami.

P.CH: To chyba nie proste poczuć klimat świąt w słonecznej Argentynie?

E.K: To prawda. Tam w tym czasie jest środek lata. Trzydzieści, czterdzieści stopni na termometrze. Zupełnie inne święta, inny klimat.
Choinka strojona jest 8 grudnia. Oczywistym jest, że mówimy tutaj o choinkach sztucznych. Niestety naturalna w tych warunkach nie ma szans.
W wigilię najpierw mieszkańcy biorą udział w Mszy Świętej. Po niej następuje świąteczne biesiadowanie. Nie obowiązuje postna kolacja. W rodzinie, gdzie ja spędzałam święta, podano m.in. indyka, podaje się także wołowinę – zasadniczo główne dania są mięsne. Do tego podawany jest cydr jabłkowy, a o północy pije się szampana.
Przyznam, że wśród Polonii, gdzie są jeszcze osoby pamiętające święta w Polsce, pielęgnowane są nasze tradycje. Dalej przygotowywany jest barszcz, pierogi i wiele innych potraw.

P.CH: A Tobie udało się przekazać jakieś nasze zwyczaje, tradycje?

E.K: W miejscowości, w której mieszkałam bardzo prężnie działa Związek Polaków, który ma swój zespół pieśni i tańca. Występują na różnych, dużych imprezach. Między innymi na corocznym Święcie Emigrantów, gdzie prezentuje się każdy kraj.
Gdy przyleciałam do Argentyny, wzięłam swój strój kaszubski, który sam sobie wcześniej uszyłam. Stwierdziłam, że może mi się przyda. Parę razy, przy specjalnych okazjach, go ubrałam. Wszyscy się nim zachwycili i na jego wzór uszyli swoje.
Później otrzymałam filmy i zdjęcia ze Święta Emigrantów, gdzie zespół wystąpił właśnie w kaszubskich strojach ludowych. To było bardzo miłe.

 

 

 

P.CH: Polonia w Argentynie jest bardzo liczna. Miałaś okazję spotkać tam Kaszubów?

E.K: Niestety nie. Moja koleżanka w Brazylii spotkała emigrantów z Pomorza. Ja spotkałam Polaków z Torunia.

P.CH: Czy są jakieś świąteczne tradycje, zwyczaje w Argentynie, które Cię zaskoczyły?

E.K: Z pewnością to mięso na wigilijnym stole. Myślałam, że tam również będzie postnie.
Wymiera tam też dzielenie się opłatkiem wśród polonii. Jeżeli ktoś jeszcze ma kontakt z rodziną z Polski to ściąga z kraju z opłatek. Jednak jeżeli nie, to tego łamania się opłatkiem nie ma.
Na Mszy, która odbywa się przed wigilią, ksiądz wnosił figurkę Jezusa i każdy podchodził, witał się z Nim i potem ksiądz wkładał go do żłóbka.
Co do prezentów, to tak są, ale drobne. Głównie podarki wręczane są na 6 stycznia, a więc w Święto Trzech Króli. Na ulicy można spotkać św. Mikołajów, ale w tym cieple współczuję im spędzać czas w Argentynie (śmiech).
Nie można również zapomnieć o cykadach. Wyją dniami i nocami.
A po świętach zaczyna się już karnawał. Wielkie świętowanie, które nie ma końca. Na początku wieczorami zastanawiałam się, co to za hałas za oknem. Co się dzieje. Okazało się, że już bębny, samba i przygotowania do karnawału. Barwne korowody mają miejsce w niemal każdej miejscowości Argentyny.

P.CH: A kolędy? Tradycja śpiewania kolęd, pieśni świątecznych jest także tam?

E.K: Akurat miałam tę przyjemność spędzać święta u Polonii, a więc śpiewaliśmy polskie kolędy. Jednak i tam widać było, że ta tradycja jest od starszych pokoleń. Teksty kolęd z archaizmami, naleciałościami, które u nas są już „unowocześnione”.
Jednak tradycja wspólnego śpiewania kolęd jest. Gdy byłam w Buenos Aires na spotkaniu opłatkowym polskiej Polonii to wszyscy zaopatrzeni byli już w śpiewniki. Więc chętnie tłumnie odśpiewano polskie kolędy.

P.CH: To nie jest trochę tak, że Polacy żyjący zagranicą od pokoleń, tęskniący za krajem, bardziej przykładają wagę do pielęgnowania polskich tradycji, niż my tutaj?

E.K: Na przykładzie tych młodych pokoleń Polaków w Argentynie i wymierających tradycji widziałam, że trzeba o te tradycje dbać. Jeżeli nie pielęgnuje się zwyczajów i tradycji, to one zwyczajnie wymierają. Nie można do tego dopuścić.
Jeżeli nie ma tej naturalnej kontynuacji. Przekazywania zwyczajów z babci na mamę, a z mamy na córkę. Pokazywania i dawania żywego przykładu. To później nie lada wyzwaniem jest odbudowanie tych tradycji. Widziałam to także podczas nauki języka polskiego, które prowadziłam z najmłodszymi mieszkańcami argentyńskiej Polonii. Dla nich nie był to już „ich” język, a raczej zupełnie obcy, którego uczyli się, jak każdego innego, jak my w szkołach angielskiego, czy niemieckiego.
Teraz na szczęście się to zmienia. Widać te starania, aby odnowić te tradycje, zwyczaje, język i pamięć o Polsce.

P.CH: Komercjalizacja dotarła także do Argentyny? Od początku grudnia mamy święta wszędzie?

E.K: Ta komercja jest już niestety wszędzie. Światełka, dekoracje są także w całej Argentynie od początku grudnia.

P.CH: Twój pobyt w Argentynie spowodowany był wolontariatem w ramach Stowarzyszenia „Wspólnota Polska”. Jaki jest cel tego wolontariatu?

E.K: Główną ideą jest pomoc Polonii w różnych krajach świata. Pomagamy w nauce języka polskiego, przekazujemy młodym Polakom informacje o zwyczajach, obrzędach tradycjach, przekazujemy wiedzę o historii naszego kraju. Celem jest wskrzeszanie tej polskości w Polakach na emigracji.
Ten program stworzył śp. Maciej Płażyński, który podczas moich studiów był moim sąsiadem. Po katastrofie Smoleńskiej postanowiłem zgłębić swoją wiedzę o tej osobie. W ten sposób trafiłam na informację o tym programie. Stwierdziłam, że również ja spróbuję wziąć udział w tym konkursie na ten wolontariat. No i udało się.

P.CH: W Argentynie pielęgnowałaś tradycji polskie i kaszubskie, a teraz jesteś Prezeską oddziału Kartuzy Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Teraz dbasz o tradycje i zwyczaje w naszym kraju…

E.K: Gdy wróciłam do kraju to stwierdziłam, że muszę coś zrobić, że ode mnie też coś zależy. W ten sposób trafiłam do zrzeszenia, bo chciałam dalej działać.
W tym temacie mam tradycje rodzinne. Mój dziadek prężnie działał w zrzeszeniu.

P.CH: Przed naszą rozmową zainteresowała mnie informacja, że w Argentynie zajmowałaś się nauką języka polskiego, a po powrocie uczysz języka hiszpańskiego…

E.K: Lecąc do Argentyny nie miałam przygotowania w zakresie nauczania języka polskiego. Wychodziłam jednak z założenia, że umiem język polski, więc dam radę.
Natomiast u nas w kraju język hiszpański zyskuje coraz większą popularność. Może to też z powodu hiszpańskiej piłki. Wielu chłopców i nie tylko, kibicuje Realowi, Barcelonie, albo Atletico. Dodatkowo jest stosunkowo łatwy w nauce.

P.CH: Tak, jak mówisz język hiszpański jest łatwy w nauce. Natomiast język polski jest jednym z najtrudniejszych w nauce. Jak z jego nauką radziła sobie Polonia w Argentynie?

E.K: Przede wszystkim trzeba pamiętać, że Polonia od początku nie miała lekko. Wielu, a nawet większość Polaków jadących do Argentyny nie znała języka hiszpańskiego. Dzieciaki lądowały w szkole kompletnie nie znając języka. Często pomagały wtedy polskie studentki i studenci, którzy uczyli się w Argentynie i byli nauczycielami podstaw języka.
Co do obecnych dzieci i młodzieży z Polonii, to ten język polski nie idzie im najlepiej. To znaczy, nie ma już takiego przykładania wagi do nauki języka swoich ojców i dziadków. Raczej uczą się podstawowych zwrotów.

P.CH: Jak się zaczęła się Twoja przygoda z językiem hiszpańskim?

E.K: Zawsze chciałam się uczyć języka hiszpańskiego. Właśnie z powodu miłości do hiszpańskiej piłki nożnej.

P.CH: Real czy Barcelona?

E.K: Barcelona!

P.CH: Czyli piłka spowodowała, że zrobiłaś studia z języka hiszpańskiego?

E.K: Tak. Wybrałam na studiach, jako drugi język hiszpański i zaczęłam się go uczyć, gdy kończyłam ekonomię. Pół roku studiowałam w ramach Erasmusa w Saragossie i od tego czasu, ciągle pomału kontynuowałam swoją pasję do tego języka.
Moim marzeniem zawsze było zwiedzić Brazylię. Gdy wyjechałam do Argentyny nie mogłam oprzeć się pokusie, aby zajrzeć także tam. Gdy przyjechałam do Rio de Janeiro mówiłam do nich po hiszpańsku, oni do mnie po portugalsku i jakoś udało nam się porozumieć (śmiech).

P.CH: Ostatecznie pewnie jednak w domu najlepiej?

E.K: Podobał mi się klimat Argentyny. Jednak sentymentalnie i patriotycznie ciągnęło mnie do Polski. Dlatego bez oporów, a z tęsknotą wróciłam do kraju.

P.CH: Kuchnia polska jest lepsza?

E.K: Z całą pewnością! Jest w Argentynie parę specjałów, które przypadło mi do gustu, jednak to nie to samo, co kuchnia polska.

P.CH: Dziękuję za rozmowę.

fot. Piotr Chistowski

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
1500