Minął już ponad rok od odwołania Tomasza Belgraua z funkcji Wiceburmistrza Gminy Kartuzy. O tym, jak spędził ten czas, a także o rewitalizacji miasta, relacji burmistrza z radnymi, inwestycjach na terenach wiejskich i swoim starcie w nadchodzących wyborach samorządowych z Tomaszem Belgrauem rozmawia Piotr Chistowski.

Piotr Chistowski: Panie Tomaszu, długo się nie widzieliśmy. Co robił Pan od czasu zwolnienia z funkcji wiceburmistrza?

Tomasz Belgrau: Jestem bardzo zapracowanym człowiekiem. Po odejściu z Urzędu Miejskiego w Kartuzach musiałem podjąć inną pracę. Byłem też bardzo pochłonięty nauką. Pod koniec ubiegłego roku, zakończyłem podyplomowe studia Executive MBA. Uzyskałem dyplom Master of Business Administration, z czego jestem bardzo dumny.
Ciągle jednak żyję tym, co dzieje się w naszej gminie. Sprawy samorządu nieustannie są dla mnie bardzo ważne.

P.CH: Wyprzedził Pan trochę moje pytanie – śledzi Pan poczynania radnych oraz burmistrza?

T.B: Jak najbardziej Panie Redaktorze. Nie mógłbym nie interesować się sprawami gminy, z którą jestem związany przez całe życie. Te sprawy leżą mi bardzo mocno na sercu. Chcę, żeby gmina się ciągle rozwijała i zapewniała swoim mieszkańcom dobre warunki bytowe.

P.CH: Obserwuje Pan, a jak Pan ocenia rozwój gminy i działania samorządu?

T.B: Z pewnością cieszy mnie, że wiele tematów, którymi zajmowałem się jeszcze jako wiceburmistrz, są w toku, rozwijają się i widać postępy.
Natomiast mówiąc o tym, jak te tematy są realizowane, to musimy sobie jasno powiedzieć, że nie wszystko jest tak, jak powinno być. Niektóre inwestycje i działania nie idą w kierunku, jaki pierwotnie zaplanowaliśmy. Dlaczego tak się dzieje? Tego nie wiem. Jestem w stałym kontakcie z częścią radnych naszej gminy i wnioskuję, że spowodowane jest to z pewnością brakiem odpowiedniej współpracy burmistrza z Radą. Burmistrz, zbyt wiele decyzji podejmuje sam. Często odrzuca zdanie radnych, którzy reprezentują przecież swoich wyborców. Dopiero pod koniec ubiegłego roku mieszkańcy naszej gminy dowiedzieli się o 8 letniej współpracy i przynależności pana Gołuńskiego do ORMO. Być może mentalnie nie jest zdolny do pójścia na kompromisy?

P.CH: Mówi Pan o współpracy radnych z burmistrzem. Odnoszę wrażenie, że nic w tym temacie się nie zmienia. Mija kolejny rok i znowu poruszamy wątek współpracy na linii burmistrz – radni. W tym czasie do mediów trafiło kolejne pismo Porozumienia Samorządowego. Efekt? Media od radnych dowiadują się o problemie i braku współpracy, później media słyszą od burmistrza również o braku współpracy, a gdzieś w tym wszystkim brakuje wzajemnej rozmowy bez pośrednictwa nas, dziennikarzy…

T.B: Radni wiele razy mówili o tym, że nie mogą, w wielu kwestiach, porozumieć się z burmistrzem. Ten konflikt na linii radni-burmistrz cały czas jest.
Burmistrz nie informuje ich o wielu swoich decyzjach. Jest wiele działań podejmowanych przez burmistrza w zaciszu jego biura. Sam decyduje o wielu kwestiach, bez konsultacji i porad z fachowcami.

Podobnie było wówczas, kiedy jeszcze pracowałem w urzędzie. Współpraca nam się nie układała, bo ten Pan się izolował. Odniosłem wrażenie, że chce być sam dla siebie i jednoosobowo podejmować wszelkie decyzje. Sterowanie samorządem, to niebywale wielka odpowiedzialność. Ta nie powinna nigdy spoczywać tylko na jednej osobie. Obawiam się, że Pan Gołuński jak sam wspomniał w wywiadzie z Panem, realizując swoje plany z początku lat 90-tych, rzeczywiście uwstecznił się do początku lat dziewięćdziesiątych. Upłynęło 25 lat. Dziś należy realizować zadania adekwatne do czasu teraźniejszego.

” Współpraca nam się nie układała, bo ten pan się izolował. Odniosłem wrażenie, że chce być sam dla siebie i jednoosobowo podejmować wszelkie decyzje “

P.CH: Rozumiem, że pozytywnie ocenia Pan oświadczenia radnych z Porozumienia Samorządowego?

T.B: Te oświadczenia przede wszystkim jasno pokazują, że nie ma współpracy burmistrza z radnymi. Wniosek z tego jest jeden – to szkodzi gminie Kartuzy.

Wiem, że próby prowadzenia dialogu z panem burmistrzem były podejmowane wielokrotnie. Niestety bezskutecznie. Naszą gminą zarządza pan, który jest autokratą.
Trzeba również zwrócić uwagę na wielki problem, jaki zauważalny jest w tej kadencji. Brakuje planowania długoterminowego. Nie można myśleć tylko o tym, co tu i teraz. Należy wychodzić w przyszłość, myśleć o gminie Kartuzy i jej mieszkańcach w perspektywie teraźniejszości i przyszłości. Ciągle brakuje racjonalnego, ambitnego i odważnego patrzenia w przyszłość. Mam na myśli m.in. budowę drugiego etapu obwodnicy, skanalizowanie naszej gminy, stworzeniu terenów inwestycyjnych i wielu innych ważnych dla mieszkańców kwestiach.

Radni wiele razy poruszali temat budowy drugiego etapu obwodnicy. Jednak do tej pory, nic się w tej sprawie nie zmieniło. Burmistrz uparcie dążył do remontu ulicy Gdańskiej, choć wiadomo było, że budowa wiaduktu jest nieunikniona i należy zaczekać, i skupić się na drugim etapie obwodnicy.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:„Przez dwa lata staraliśmy się współpracować z Panem Gołuńskim. Nie wszystko się udało”

P.CH: Dopytam o oświadczenia radnych Porozumienia Samorządowego. Czy media są dobrym pośrednikiem w tej dyskusji? Czy nie jest to jedynie dolewanie oliwy do ognia? Komu to ma pomóc?

T.B: Czy to jest dobry pomysł ? Trudno mi ocenić.

Wydaje mi się, że są wynikiem frustracji. Radni wielokrotnie podejmowali próbę nawiązania dialogu, niestety bez skutku. To pewnie dlatego wystosowano te oświadczenia.
Czy one były potrzebne? Uważam, że tak. Są wyrazem oceny współpracy, a właściwie braku współpracy na linii burmistrz-radni. Przypomnę, że burmistrz jest organem wykonawczym, a radni są organem uchwałodawczym. Jako organ wykonawczy ma realizować podjęte przez Radę uchwały. Tak więc muszą ze sobą współpracować.

P.CH: Jak podoba się Panu nowe centrum miasta?

T.B: Gdy jestem w Kartuzach, to za każdym razem staram się przejść przez Rynek, żeby zobaczyć i ocenić postępy. Posiadam dużą wiedzę na temat tego projektu, posiadam też duże doświadczenie w zakresie budownictwa. Brałem udział, z pewnością zdecydowanie częściej niż burmistrz, w konsultacjach społecznych w sprawie zagospodarowania rynku i rewitalizacji miasta. Były to spotkania z mieszkańcami, przedsiębiorcami, urbanistami.
Mogę powiedzieć, że obecnie są postępy, ale widzę też wiele mankamentów. Widać uskoki i nierówności na głównej płycie. Co z odprowadzeniem wody deszczowej? Należy zwrócić większą uwagę na estetykę wykonania, a to należy do służb zlecających wykonanie inwestycji.

Muszę też przyznać, że wizualnie jest coraz piękniej.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:M. G. Gołuński : Wiele z obecnie realizowanych pomysłów, to moje plany z lat 90-tych

P.CH: Tuż obok Rynku nowy dworzec. Budynek, który poza funkcją dworca, ma także pomieścić Miejską i Powiatową Bibliotekę Publiczną w Kartuzach. Sądzi Pan, że spełni on powierzone mu funkcje?

T.B: Będzie to zależało przede wszystkim od osób zarządzających placówką.
A biblioteka? Dlaczego nie. To może być dobry pomysł, jeżeli chodzi o jej lokalizację. To ważne, żeby miejsca, powiązane z kulturą, były łatwo dostępne i zachęcały do ponownego odwiedzenia.

Mówimy o rewitalizacji, roli biblioteki, ale rewitalizacja to nie tylko Rynek, czy dworzec. Burmistrz najpierw chce zrobić to, czym łatwo i przyjemnie się pochwalić. Jednak rewitalizacja to także działania mające na celu poprawienie warunków bytowych naszych mieszkańców. To m.in. remont kartuskich podwórek i podjęcie działań zmierzających do ulepszenia warunków na osiedlach. To wymaga zainicjowania i zachęcenia mieszkańców do działania. Obecnie nie widzę takich działań ze strony burmistrza.

Wszyscy wiemy, że Kartuzy mają miejsca o które musimy dbać i sprawiać, żeby „żyły” i stanowiły wizytówki naszej gminy. Takim miejscem jest m.in. Kaszubski Dwór. Jest duża szansa, żeby to miejsce stało się wyjątkowe. To jednak wymaga zdecydowanych działań.
Trzeba spojrzeć na nasze miasto kompleksowo, od dworca z którego wysiądą podróżni, po Rynek, muzeum, Kaszubski Dwór, Kolegiatę i Gaj Świętopełka, i dalej w kierunku przepięknej natury, która powinna stać się wizytówką całej gminy.

P.CH: Nie sądzi Pan, że to właśnie funkcjonowanie biblioteki i jej liczne działania powodowały, że Kaszubski Dwór „żył”. To miejsce, już w jakiś sposób, utożsamiane jest z życiem kulturalnym miasta, z literaturą, poezją… Może na przykład umieścić na dworcu samą czytelnię?

T.B: Niech będzie to zadanie dla mediów. Zapytajcie mieszkańców. W ich głowach jest mnóstwo wspaniałych pomysłów.

Nie znam projektu przebudowy Kaszubskiego Dworu i docelowego jego przeznaczenia. Jednak w kontekście przeniesienia biblioteki, to zamysł był taki, aby stworzyć duże i przestrzenne miejsce na jej prowadzenie. Biorąc jednak pod uwagę aspekt historyczny i przyzwyczajenia czytelników to rzeczywiście powinna zostać w tym miejscu, a na dworcu wystarczy stworzyć nowoczesną, na miarę 21 wieku czytelnię.

P.CH: Mówiliśmy o Rynku, o Kaszubskim Dworze i tak, jak Pan wspomniał o „wizytówkach” miasta. Nawiążmy więc do terenów koło kartuskiej Kolegiaty, a mianowicie Gaju Świętopełka. Po zmianach, które wywołały tak wiele kontrowersji teraz ten gaj „ożyje”?

T.B: Mam nadzieję, że tak. Wiele razy rozmawiałem z pracownikami urzędu w sprawie promenady dookoła jeziora Klasztornego Małego i ta bezsprzecznie powinna powstać. Obecny kształt i sposób wykonania tej inwestycji pozostawia wiele do życzenia i wzbudził wiele kontrowersji.

Wykonanie jest nieadekwatne do charakterystyki tego miejsca. Asfalt jest tutaj niedopuszczalny. Powinna być to masa tworząca efekt piaszczysty, po to aby tworzyć dobre skojarzenia i idealnie komponować się z gajem, jako miejscem spokoju i relaksu.

P.CH: Wprowadzono również w Kartuzach, Kartuski Budżet Obywatelski, jest fundusz sołecki. Jak ocenia Pan takie oddanie głosu mieszkańcom?

T.B: Wiele czasu poświęciłem na stworzenie i wprowadzenie funduszu sołeckiego. Dobrze, że został wprowadzony, jednak jego realizacja budzi wśród mieszkańców zaniepokojenie. Jak widać, w sołectwach, wiele pomysłów zostało zrealizowanych, ale też wiele nie doczekało swojego finału. Jeżeli fundusz sołecki ma spełniać swoje zadanie, to koniecznie należy o 100% zwiększyć pulę pieniędzy na jego realizację, tak jak dzieje się to m.in. w gminie Żukowo. Będzie można wtedy zrealizować naprawdę ważne dla mieszkańców naszych sołectw zadania.

Mówiąc o tzw. Kartuskim Budżecie Obywatelskim, trzeba postawić sprawę jasno. Nie ma to nic wspólnego z budżetem obywatelskim. Jest to pewnego rodzaju oddanie inicjatywy mieszkańcom, jednak nie spełnia idei budżetu obywatelskiego. Wystarczy porównać budżet obywatelski w innych miejscach w Polsce z tym w Kartuzach.

Gdy Kartuski Budżet Obywatelski był tworzony to pracowała nad nim jedna osoba. Trzeba było powołać zespół pracowników. Należało przeprowadzić konsultacje, powołać zespoły robocze, poinformować Radę i wspólnie zdecydować o przeznaczeniu puli środków. Tego wszystkiego zabrakło.

Namawiałbym mieszkańców Kartuz, żeby powołali Rady Osiedlowe, które reprezentowałyby swoich mieszkańców.

“Mówiąc o tzw. Kartuskim Budżecie Obywatelskim, trzeba postawić sprawę jasno. Nie ma to nic wspólnego z budżetem obywatelskim”

P.CH: Coraz częściej na stronie gminy Kartuzy możemy przeczytać nagłówki wiadomości w postaci „Inwestujemy również na wsi” etc. Mowa jednak przede wszystkim o termomodernizacjach obiektów użyteczności publicznej, które wydawać by się mogło są wręcz obowiązkiem każdej gminy, czy też projektach edukacyjnych. Na wsiach inwestuje się wystarczająco?

T.B: Słusznie Pan zauważył. Termomodernizację należało wykonać, gdyż ubytki ciepła były zbyt duże. Powodowały straty finansowe. Nieocieplone obiekty generowały bardzo duże koszty i ich termomodernizacja to czysta kalkulacja finansowa i obowiązek samorządu względem realizacji zadań oświatowych.

Brakuje inwestycji naprawdę ważnych. Mówię tutaj o remontach dróg, ścieżkach rowerowych, o kanalizacji, budowie chodników, oświetleniu ulic, etc. Bezpieczeństwo mieszkańców ponad wszystko.

Coraz częściej słyszę zmartwione głosy mieszkańców i pytania, kiedy w końcu zrobiona zostanie kanalizacja. Nasza gmina ma obecnie wielkie powody do wstydu. Jesteśmy najmniej skanalizowaną gminą w powiecie kartuskim.

P.CH: Często mówi się o terenach sianowsko-mirachowskich, jako „zapomnianych”. Z jednej strony słyszymy o terenach, gdzie mało się inwestuje i nic się nie dzieje. Natomiast z drugiej strony, jakiś czas temu, wiceburmistrz Sylwia Biankowska została wybrana do rady sołeckiej sołectwa Mirachowo. To powinno pomóc chyba tym terenom. Nie rozumiem więc skąd i dlaczego pojawia się ten problem i niepokoje wśród części mieszkańców…

T.B: Odnoszę wrażenie, że burmistrz ma alergię na tereny sianowsko-mirachowskie.
Te tereny ciągle są zaniedbywane i ciągle brakuje tam potrzebnych inwestycji. Nie ma nawet konkretnych planów dotyczących budowy kanalizacji czy budowy chodników. Potencjał i walory przyrodnicze pozostają ciągle niewykorzystane.

P.CH: Jednak po wyborze pani Sylwii Biankowskiej do rady sołeckiej powinno się to pozytywnie zmienić.

T.B: Chcemy w to wierzyć. Jestem jednak przekonany, że tak będzie tylko w roku wyborczym.

P.CH: Dobrze ocenia Pan wydłużenie kadencji do pięciu lat. A jak Pan ocenia zlikwidowanie jednomandatowyh okręgów wyborczych?

T.B: Wielu Polaków jest zaskoczonych niektórymi zmianami w ordynacji wyborczej. Daleki jestem od krytyki i oceniania tych zmian. Czas pokaże, jak się sprawdzi.

Wydawało się, że jednomandatowe okręgi wyborcze to dobry pomysł. Mieliśmy bezpośredni wpływ na to, kogo wybieramy, oddając głos na konkretnego kandydata. To się zmieni. Z drugiej strony, może będzie to dobra zmiana? Łatwiej będzie utworzyć koalicję w radach, a tym samym skuteczniej w nich działać. Cieszę się, że nastąpiły zmiany i kadencja włodarza trwać będzie pięć lat. Pozwoli to na wydłużenie czasu zarządzania i tym samym zwiększy możliwości realizacji zamierzonych przez Radę celów.

P.CH: Gdy podejdziemy do urn wyborczy zobaczymy Pana nazwisko na liście kandydatów na burmistrza Kartuz?

T.B: Raczej tak. Jeszcze trochę cierpliwości. W niedalekiej przyszłości się dowiemy, ale jestem przekonany, że dla dobra tej gminy powinien nią zarządzać burmistrz spoza obecnego układu i bez ORMO-wskiej przeszłości.

P.CH: Dziękuję za rozmowę.

CZYTAJ RÓWNIEŻ:M. Lehman: Ten proces pokazał, jak bezwzględnym człowiekiem jest Mieczysław Gołuński

Fot. archiwum

Dodaj komentarz

avatar
1500