Z Przodkowa do USA! Poznajcie niezwykłą historię 19-letniego Łukasza Wickiego

1

Ma zaledwie 19 lat, a za sobą wymianę szkolną i to w… Stanach Zjednoczonych oraz mnóstwo pomysłów na siebie. W rozmowie z Kariną Cierocką opowiada o życiu za oceanem, nabytych doświadczeniach i planach na przyszłość. Łukasz Wicki swoją postawą pokazuje, że nie ma barier, których nie można by pokonać, mając kochających bliskich i chęć, aby spełniać własne marzenia.

 

Karina Cierocka: Ostatnich 10 miesięcy spędziłeś w Stanach Zjednoczonych. Dla wielu lata podróż to spełnienie marzeń. Zwłaszcza, kiedy jest się dopiero uczniem.

Łukasz Wicki: Tak, zdecydowanie się zgadzam. Dopiero w połowie czerwca wróciłem do rodzinnego Przodkowa z USA po 10 miesiącach, które tam spędziłem na wymianie. Bardzo się cieszę, że mogę podzielić się z innymi tym, jak wygląda życie ucznia na wymianie, chodzenie do amerykańskiego liceum i porozmawiać o życiu z obcymi ludźmi, którzy po 10 miesiącach stali się moją drugą rodziną. Nie ma co ukrywać – spełniałem swoje amerykańskie marzenia: podróżowanie, prom, chodzenie do high school, o życiu „jak z filmu” i braniu udziału w różnego rodzaju aktywnościach.

Jak już wspomniałeś, do Stanów pojechałeś w ramach wymiany. Na czym ona polega?

Do USA, poleciałem pod koniec sierpnia ubiegłego roku do stanu Minnesota, a dokładnie do Little Falls. Program działa tak, iż dowiadujemy się o tym gdzie lecimy 2 tygodnie lub nawet kilka dni przed samym wylotem. Uczniowie lecą do rodzin których nie znają, które zgłaszają się na wolontariuszy i przyjmują takich uczniów pod swój dach w ramach wymiany kulturowej a także po to, aby dać nam szansę na naukę języka. Chodzimy do amerykańskiego liceum i mamy otwartą drogę, żeby spełnić wszystkie nasze marzenia.

Przez 10 miesięcy z pewnością zdołałeś dobrze poznać amerykański system oświaty. Jak on wyglądał z Twojej perspektywy?

System szkolny w USA wygląda całkiem inaczej niż u nas. Mamy możliwość wybrania sobie przedmiotów które nas interesują, wiedza przekazywana jest z ogromną pasją, a nauczyciele są bardzo otwarci i zdecydowana większość została nauczycielem z powołania. Jest masa kółek, na przykład sportowych (amerykański football, koszykówka, tenis, golf, pływanie). Są też inne, takie jak: przemówienia publiczne, kółko biznesowe, kółko wiedzy (coś jak „Jeden z dziesięciu”), kółko dla osób zajmujących się budowaniem robotów, można dołączyć do zespołu lub teatru. Szkoły są świetnie wyposażone w ogromne kompleksy sportowe w skład których wchodzą własne lodowiska, pola golfowe czy np. baseny, klasy tematyczne, obserwatoria, sale teatralna oraz sportowe, szklarnie, pomieszczenia na wszelkiego rodzaju zajęć jak na przykład wypychanie zwierząt, czy naprawa samochodów. Uczniowie mają więc wszystko to, czego potrzebują, aby się realizować.

Nie było Ci trudno zostawić całego swojego wciąż młodego życia tutaj w Polsce i ruszyć „za ocean”?

Wyprowadzka z domu, od rodziny którą się kocha i wyjazd na drugi koniec świata, a później wprowadzenie się do ludzi, których się nigdy w życiu nie znało, w kompletnie innej kulturze, w innym kraju i z kompletnie innym językiem w wieku 15-18 lat nie jest prosta. Amerykańska mentalność oraz kultura bardzo różnią się od naszej, dlatego też przeżycia te są ogromnym szokiem, ale również wyzwaniem w życiu młodego człowieka. Dlatego cieszę się, że mogę podzielić się moimi przeżyciami z Czytelnikami „Głosu Kaszub”.

Podczas swojego 10-miesięcznego pobytu w Stanach Zjednoczonych Łukasz miał okazję odwiedzić m.in. Los Angeles i jego najsłynniejszą dzielnicę – Hollywood, czyli najważniejszy ośrodek amerykańskiej kinematografii Fot. mat. prywatne Ł. Wicki

Jak udało Ci się przekonać do wyjazdu rodziców?

Wiedziałem, że taki wyjazd to szansa, która trafia się tylko raz w życiu, więc jak to mówią: gdy życie daje ci cytryny, robisz lemoniadę (śmiech). W moim przypadku było to nie lada wyzwaniem. Pochodzę z malowniczej miejscowości – Przodkowo, gdzie podróż za ocean nie stoi na porządku dziennym, a do tego mieszkam na gospodarstwie.

Po godzinach rozmów udało mi się namówić rodziców na spotkanie. Przed samym wyjazdem z domu na spotkanie z organizatorami wymiany rodzice już chcieli zrezygnować. Mówili, że tylko marnujemy czas i po co w ogóle tam jechać. Na spotkaniu pan, który zajmował się wymianą, opowiedział o osobach, które zdecydowały się na taki wyjazd. Opowiedział o tym, jak bardzo zmieniło się ich życie oraz o tym, czym zajmują się teraz. W tych wszystkich historiach każda dawała jasno do zrozumienia, że wymiana to szansa na lepszy start w dorosłość jak i lepsze perspektywy zawodowe.

Zanim jeszcze poleciałem do Stanów, na jednym ze spotkań z moim opiekunem, który zajmował się wszelkimi dokumentami (a jest jest ogrom) powiedział nam, że rodzice tych dzieci po powrocie przychodzą do niego z płaczem i dziękują, bo te osoby które oni wysłali, a te które wróciły są kompletnie innymi ludźmi i zmieniły się na lepsze, nie do poznania. Są bardziej samodzielne, odpowiedzialne i zorganizowane. Teraz można sobie myśleć: „no tak, a co miał wam powiedzieć?”. Owszem, w tamtym czasie ja też tak myślałem, ale liczyło się tylko to aby przekonać rodziców (śmiech).

“Amerykańska mentalność oraz kultura bardzo różnią się od naszej, dlatego też przeżycia
te są ogromnym szokiem, ale również wyzwaniem
w życiu młodego człowieka”

Nie bałeś się bariery językowej?

Mimo, że byłem dobrym uczniem i mój poziom angielskiego został uznany jako komunikatywny, na miejscu przeżyłem szok. Pierwsze 2 miesiące były dla mnie strasznie ciężkie. Pierwszego dnia szkoły zastanawiałem się co ja tam robię oraz, że popełniłem błąd przyjeżdżając do USA. Nie poddałem się, ale wiedziałem, że muszę coś wymyślić. Kupiłem zeszyt i codziennie zapisywałem w nim wszystkie słówka których nie znałem, a spotkałem się z nimi w ciągu dnia i wieczorem uczyłem się ich na pamięć. Systematyczność grała tutaj pierwsze skrzypce i po 10 miesiącach w moim zeszycie znalazło się ponad 2500 nowych słówek. Bardzo pomogła mi też amerykańska mentalność i ludzie zawsze to rozumieli, że angielski nie jest moim ojczystym językiem oraz zawsze mnie wspierali. W ciągu całego roku nie spotkałem się z ani jednym negatywnym komentarzem na temat moich umiejętności komunikacyjnych co bardzo podniosło mnie na duchu. Nawet gdy było bardzo źle oni się uśmiechali i mówili, że jestem bardzo odważny iż odważyłem się na taką wymianę.

Wspominałeś już o szerokim wachlarzu zajęć dodatkowych. Rozumiem, że z nich korzystałeś?

Wiedziałem, że taka wymiana to szansa którą dostaje się raz w życiu więc postanowiłem, że wykorzystam ten czas jak najlepiej potrafię. Zapisałem się na tyle kółek ile mogłem, w każdym z nich dając z siebie wszystko. Pierwszym z nich były przemówienia publiczne. Mój angielski nie był wybitny na początku, więc takie przemówienia publiczne w innym języku były dużym wyzwaniem. Moje mowy miały na celu pokazanie Amerykanom, jak ciężkie jest życie takiego ucznia jak ja, o tym ile problemów napotykamy, o barierze językowej i kulturowej oraz o tym, jak to jest żyć z obcymi ludźmi w obcym kraju, na drugim końcu świata w bardzo młodym wieku przez 10 miesięcy. Jak się później okazało, wysiłek włożony w przygotowanie opłacił się, ponieważ razem z innymi przyjaciółmi nasza drużyna osiągała wiele sukcesów oraz zdobyliśmy wiele trofeów. Mimo tych wszystkich nagród, zrozumiałem jedno. Dzielenie się historią taką jak moja naprawdę ma sens. Chciałbym, żeby więcej osób nie tylko w USA zrozumiało, jak wielkie jest to wyzwanie. Chciałbym też zachęcić do brania udziału w tego typu inicjatywach.

Po powrocie do Polski rodzina i przyjaciele zgotowali Łukaszowi gorące powitanie. W rozmowie z nami wielokrotnie podkreśla, jak dużym wsparciem byli i są dla niego najbliżsi

Kolejnym kółkiem w jakim brałem udział było kółko biznesowe DECA. W Stanach bardzo mocno kładzie się nacisk na umiejętności praktyczne i właśnie na tym skupiała się działalność w tym kółku. Mieliśmy organizowane warsztaty na różne tematy jak np. marketing, public relations, human resources czy prezentacje biznesowe. Po przygotowaniach przyszedł czas na konferencję gdzie mieliśmy okazję brać udział w różnego rodzaju konkursach z dziedzin, które nas interesują. Minnesota, czyli stan w którym mieszkałem, zrzeszał ponad 20 000 takich uczniów, którzy chcieli rozwijać swoje biznesowe umiejętności. Udało mi się przejść pierwszy etap i zająć 1 miejsce (z ponad 1000 gdzie byłem jedyną osobą dla której j. angielski nie był językiem ojczystym) na najlepszą rozmowę kwalifikacyjną. Później na stanowych finałach udało mi się dojść do rundy finałowej, gdzie ostatecznie zająłem 10 miejsce wśród wszystkich uczestników. To osiągnięcie dało mi bardzo dużo pewności siebie, ale zarazem dało mi dużo pewności siebie. Z chłopaka, który ledwo potrafił się przedstawić, aż do finalisty na stanowym etapie. I to właśnie ta pewność siebie którą zdobyłem, pozwoliła mi zrealizować moje największe marzenie, jakim był udział w Model United Nations (ONZ) w Nowym Jorku, o której już Państwo pisaliście na swoich łamach.

Ostatnim, ale nie mniej ważnym kółkiem w które się zaangażowałem było kółko teatralne. Nigdy nie występowałem w teatrze, a po warsztatach, które były organizowane w naszej szkole, zdecydowałem się wziąć udział w castingu i tak zagrałem najpierw w spektaklu „Piotruś Pan i Łowca Gwiazd”, na wiosnę w musicalu „Skrzypek na Dachu”. Miesiące i godziny spędzone na próbach mimo, iż były bardzo wyczerpujące, wynagrodziły mi otrzymane oklaski po każdym z wystąpień. To kółko nauczyło mnie, że w życiu nie liczy się tylko praca, ale także przyjemności i bardzo się cieszę, że miałem okazję dać ludziom kilka powodów do radości.

Przez te 10 miesięcy z pewnością wiele doświadczyłeś także poza samą nauką…

Oprócz całej działalności szkolnej przeżyłem wszystkie święta zgodnie z amerykańska tradycją jak np. Święto Dziękczynienia, Boże Narodzenie, Halloween czy Wielkanoc. Najbardziej w pamięci zapadł mi prom, czyli taka amerykańska studniówka na zakończenie szkoły. Miałem też ogromną przyjemność podróżować i udało mi się odwiedzić ogromne amerykańskie metropolie. Dwukrotnie byłem w Nowym Jorku i Las Vegas. Następnie Waszyngton, Los Angeles, San Francisco, Nashville, Minneaopolis i wiele innych mniej znanych miejsc. Udało mi się odwiedzić także dużo stanów: Nevadę, Arizonę, Californię, Wisconsin, Kentucky czy Tennessee. Podróże są czymś niesamowitym i jak raz miałem okazję usłyszeć “Życie bez podróży, to jak czytanie jednej strony książki w kółko”. Chciałbym również obalić mit dotyczący kosztów takich wyjazdów. Moja rodzina goszcząca zawsze starała się zorganizować mi wszystko jak najtaniej, spałem u ich rodzin/znajomych którzy byli tak mili żeby mnie przyjąć i pokazać różne ciekawe miejsca. Dało mi to również okazję do nawiązania wielu wartościowych znajomości.

Blisko rok poza domem, kiedy od najbliższych dzieli Cię cały ocean… Na pewno musiało być Ci ciężko…

Mimo wielu dni zrezygnowania, tęsknoty i desperacji, jestem przekonany, że wymiana to najlepsze co mnie w życiu spotkało i chciałbym podzielić się tą historią z innymi, aby również inni zobaczyli, że jest taka możliwość i naprawdę wszystko jest możliwe. Chciałbym też, stanąć w obronie naszego pokolenia i pokazać, że nie jesteśmy tylko nieodpowiedzialnymi małolatami z głową w telefonach i myślącymi tylko o przyjemnościach. Chciałbym również obalić mity takie jak np. że każdy Amerykanin jest leniwy, głupi i gruby, że w liceum uczą nas tylko tabliczki mnożenia, nie trzeba się nic uczyć i każdy dostaje same A. Wszystkie wymienione powyżej są oczywiście totalną bzdurą.

Czego nauczył Cię pobyt w Stanach i sama wymiana?

Wymiana nauczyła mnie, że marzenia same się nie spełniają. Marzenia trzeba spełniać. Ja nie czekałem, aż ktoś zapuka do moich drzwi i zaproponuje 10 miesięcy w USA. Jak to mówią wziąłem byka za rogi i sam szukałem takiej możliwości. Wierzę, że Państwa gazeta jest świetnym medium aby tą historią się podzielić, pokazać, że są możliwości, że nie ważne czy mieszka się w małej wsi na gospodarstwie, czy w Warszawie. Każdy ma szansę, na realizowanie się wystarczą chęci. Jak już wspominałem we wcześniejszym artykule “Wszystko to, co nas ogranicza, siedzi tylko w naszych głowach.” i z takim przekazem, po raz kolejny zostawiam Czytelników “Głosu Kaszub”. Chciałbym też stanąć w obronie mojego pokolenia i pokazać, że są osoby ciekawe świata, z wielkimi aspiracjami, chęciami i predyspozycjami, które reprezentują nasz kraj poza granicami oraz z których wszyscy Polacy mogą być dumni.

“Chciałbym też, stanąć w obronie naszego pokolenia i pokazać, że nie jesteśmy tylko nieodpowiedzialnymi małolatami z głową w telefonach i myślącymi tylko o przyjemnościach”

Jakie masz plany na najbliższą przyszłość?

Po wymianie w moim życiu pojawiło się wiele nowych możliwości, z których na pewno skorzystam. W kwietniu br. miałem ogromną przyjemność zakwalifikować się na prestiżowy mentorat organizacji „Project Access”, która zrzesza polskich studentów studiujących na najlepszych uczelniach na świecie jak np. Oxford, Cambridge czy Harvard. Otrzymałem mentorkę z Uniwersytetu Oxfordzkiego, którą serdecznie pozdrawiam. W ramach patronatu już w listopadzie br. ja oraz trzech innych polskich licealistów będziemy mieli okazję polecieć na Oxford i wziąć udział w międzynarodowej konferencji zrzeszającej najzdolniejszych licealistów z całego świata. Patronat daje mi również inne możliwości, jak np. dwutygodniowy staż w jednym z londyńskich start-upów oraz wiele cennych znajomości.

Wizyta w siedzibie ONZ w Nowym Jorku dała mi również do zrozumienia, że na świecie są ludzie z ogromnymi problemami, przy których nasze wydają się tylko błahostkami. Dlatego z tyłu głowy chodzi mi międzynarodowy wolontariat, na który na pewno się zdecyduję. Zakwalifikowałem się również na Gdyński Tydzień Biznesu, na którym wraz z moim zespołem stawimy czoła przeróżnym biznesowym wyzwaniom.

Będę oczywiście promować ideę wymiany do USA. Chciałbym również wnieść coś do swojej społeczności, dlatego zaangażowałem się również w program rozwoju czytelnictwa, który realizują wraz ze Szkołą Podstawową w Przodkowie. Jak widać jest tego sporo, a to jeszcze nie wszystko bo mam dopiero 19 lat i głowę pełną pomysłów (śmiech).
Na sam koniec chciałbym życzyć każdemu z Was, drodzy Czytelnicy, aby przekuwać wasze plany w rzeczywistość, nie zważać na negatywne komentarze innych, bo to kim jesteście i jaką przyszłość dla siebie kreujecie, zależy tylko od was, ponieważ przyszłość zaczyna się dzisiaj, nie jutro.

Dziękuję za rozmowę.

________________________________________________________________________

Chcesz tak jak Łukasz przeżyć semestr nauki w Stanach Zjednoczonych? Zgłoś się już dzisiaj do fundacji “NACEL OPEN DOOR”, w której na terenie powiatu kartuskiego działa Andrzej Radomski z Przodkowa.

Dzięki działaniom Andrzeja Radomskiego “NACEL OPEN DOOR” w Polsce wysłało do USA na okres jednego roku szkolnego ponad 30 dzieci. Większość z nich wróciła do USA na studia i po powrocie do Polski stała się elitą zarządzającą polskiej gospodarki. Działalność Fundacji opiera się o licencję Departamentu Stanu USA i dzięki temu jest to oficjalna organizacja realizująca program edukacyjny, uznawany przez władze USA,  który ma pomóc młodym ludziom odnaleźć się i zrozumieć inne kultury i świata.

“Nacel Open Door”  to nie jest biznes! To jest otwieranie szans młodym ludziom aby łatwiej było im żyć w zglobalizowanym świecie.

Tekst ukazał się w wydaniu papierowym “Głosu Kaszub” 25.07.2018 r.

 

1
Dodaj komentarz

avatar
1500
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Dorota Twarowska Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Dorota Twarowska
Gość
Dorota Twarowska

Swetny wywiad, Swietny Lukasz Wicki, jestem pod ogromnym wrażeniem Lukasza, cudnie ze sie poznalismy.Wielu sukcesow Lukaszu.Sky is the limit