Huragan 100-lecia, największa klęska w historii polskiego leśnictwa… To tylko niektóre frazy opisujące noc z 11 na 12 sierpnia ubiegłego roku. Nawałnica z ulewnym deszczem i bardzo silnym, huraganowym wiatrem dochodzącym w porywach do 140 km/h, która przeszła przez Pomorze w 2017 roku to już historia. To, co zniszczyła, częściowo udało się odbudować. Jednak ślad, jaki noc ta pozostawiła w pamięci mieszkańców, nie zniknie już nigdy.

Od przejścia żywiołu przez Pomorze mija rok. Leśnicy weszli do lasów już w sobotę 12 sierpnia z samego rana, od razu po ustaniu huraganu. Przez rok pracowali na rumowiskach, mieli więc czas, aby przyzwyczaić się do drewnianych kikutów wystających z gleby, powalonych drzew, porozrzucanych gałęzi. Powinni, ale do dziś nie przychodzi im to łatwo. Najgorzej było przez pierwsze tygodnie. Zaangażowanych w niesienie pomocy jest wówczas blisko 600 osób. 350 sztuk sprzętu pracuje non stop. W 21 dni udaje się uporządkować wszystkie drogi publiczne, pożarowe oraz leśne.

Nadleśnictwo Lipusz praktycznie przestało istnieć…

Trzy tygodnie po nawałnicy Anna Kukier, pracownica Leśnictwa Lipusz, które praktycznie po nawałnicy przestało istnieć, stwierdziła, że po 11 sierpnia musiała nauczyć się lasu na nowo.

– Niejednokrotnie przeszłam i przejechałam każdą z tych dróg. Teoretycznie każda z nich powinna być mi znajoma. Praktycznie do dziś nie poznaję żadnej z nich. Jak wszyscy moi koledzy i koleżanki, po 11 sierpnia uczę się naszego lasu na nowo – mówi pracownica nadleśnictwa.

Fot. UG Sulęczyno

Nawałnica 100-lecia zniszczyła na obszarze nadleśnictwa Lipusz las na łącznej powierzchni 7 165 ha. Masa powalonego drewna została oszacowana na 1 854 000 m3.

– Wiele osób nam współczuje i mówi że czeka nas ciężka praca na wiele lat – mówi Wojciech Czajka, również pracujący w nadleśnictwie Lipusz. – Wiemy o tym i to dla nas oczywiste. Cała nasza obecna praca, czyli tworzenie planu kryzysowego, uprzątanie powierzchni, potem odnowienia i pielęgnacja rosnących młodych lasów zapiszą się na kartach historii polskiego leśnictwa. Patrząc na swoich synów wiem, że mimo zmęczenia jakie każdego dnia ogarnia mnie po ekstremalnie intensywnej pracy, ja, moje koleżanki i koledzy musimy dać z siebie wszystko, żeby zostawić naszym dzieciom świadectwo rzetelnej i solidnej pracy. Archiwizujemy wszystko, co związane jest z odbudową naszych małych ojczyzn, żeby przyszłe pokolenia studiowały i analizowały naszą pracę, utwierdzając się w przekonaniu, że człowiek jest tylko częścią przyrody, ale ma na nią ogromny wpływ – dodaje.

Zaraz po nawałnicy na terenie całego Nadleśnictwa Lipusz ogłoszono zakaz wstępu do lasu. Do dziś większość obszarów pozostaje zamknięta. Pierwszym udostępnionym terenem były Kamienne Kręgi w Węsiorach. To jednak jedyny „zielony” punkt ma mapie zakazu wstępu. Praktycznie niedostępne pozostaje dla odwiedzających chociażby Leśnictwo Sulęczyno.

Fot. UG w Sulęczynie

Duże szkody w lasach Nadleśnictwa Kartuzy

Silny wiatr połamał i powalił kilkadziesiąt tysięcy metrów sześciennych drewna i uszkodził las na znacznej powierzchni. Najbardziej dotknął on leśnictwo Kamionka oraz leśnictwo Bącka Huta.Wiatr powalił również kilkunastohektarowy szczególnie cenny drzewostan bukowy w kompleksie Ostrzycki Las. W pozostałej części nadleśnictwa szkody były o mniejszym natężeniu. Po oszacowaniu strat natychmiast przystąpiono do usuwania powalonych i uszkodzonych drzew. Do końca czerwca 2018 roku uprzątnięto całe drewno pochodzące z klęski na powierzchni 5178 ha. Ilość pozyskanego drewna to 55 tyś. m3.

Fot. Nadleśnictwo Kartuzy

Jak czytamy na stronie Kartuskiego Nadleśnictwa uszkodzone drzewa uprzątnięto, ale przed leśnikami stoi teraz ogromne wyzwanie związane z przywróceniem lasu w miejscach, które najbardziej ucierpiały od nawałnicy. Dotyczy to powierzchni 189 ha, z czego prawie 138 ha to powierzchnie otwarte, całkowicie pozbawione drzew. W miejscach tych, w większości przypadków, trzeba będzie posadzić nowy drzewostan, a następnie przez wiele lat go pielęgnować. Na części powierzchni poklęskowych, przy odnowieniu lasu liczy się na pomoc natury. Upłynie jeszcze sporo czasu nim lasy Nadleśnictwa Kartuzy zabliźnią się po tak ogromnej katastrofie.

Las Odrodzenia już rośnie

Pod koniec kwietnia 200 osób sadziło las w leśnictwie Kamionka, które najbardziej ucierpiało w czasie ubiegłorocznej nawałnicy. Wcześniej rosły tu czterdziestoletnie lasy sosnowe i krajobraz ten był zupełnie inny. Fakt sadzenia lasu dwa razy w tym samym miejscu zdarza się niezwykle rzadko. Tutaj niestety tak się zdarzyło. Nasadzono już sporo drzew, obecnie trwają przygotowania do kolejnych nasadzeń. Te będą trwały prawdopodobnie jeszcze 2-3 lata.

Bohaterscy strażacy

Jako pierwsi byli na miejscu, kiedy drzewa kładły się jak zapałki. Strażacy z powiatu kartuskiego w nocy z 11 na 12 sierpnia wyjeżdżali do zdarzeń blisko 400 razy. W akcję niesienia pomocy poszkodowanym przez nawałnicę zaangażowanych było blisko 3400 strażaków. Przez pierwsze dni po nawałnicy pracowali niemal bez przerwy. Wykończeni zasypiali w mundurach, z butami na nogach. Ich praca trwała jeszcze długo po nawałnicy. Ramię w ramię z leśnikami pomagali oczyszczać lasy z połamanych gałęzi i resztek drzew.

Sierakowice i Sulęczyno – to tutaj żywioł uderzył najmocniej

W Sierakowicach, po nawałnicy zarówno strażacy, jak i sami mieszkańcy musieli się uporać z zerwanymi liniami energetycznymi i brakiem prądu, porwanymi dachami, połamanymi drzewami i zalanymi posesjami. Według wstępnych szacunków mówiło się o około 80 uszkodzonych domach i 110 budynkach gospodarczych, jednak kiedy ostatecznie zakończono liczenie strat okazało się, że budynków tych było łącznie około 300!

Fot. UG w Sierakowicach

– Budynki mieszkalne do ponownego zamieszkania gotowe były jeszcze przed zimą. Gospodarcze zaś mieszkańcy odbudowują sukcesywnie, niektórzy w związku z tym, decydują się często na ich modernizację czy powiększanie. Tutaj bardzo pomocna okazała się pomoc od naszych rodzimych firm, a także ta od państwa. Rząd wywiązał się z danych obietnic, przekazał pieniądze gminie, a my wypłaciliśmy je mieszkańcom – mówi Zastępca Wójta Gminy Sierakowice Zbigniew Fularczyk. – Tragedii takiej, jak ta nie da się wymazać z pamięci. Nie pamiętam, żebym w swoim życiu kiedyś wcześniej przeżył taką nawałnicę, jak ta ubiegłoroczna. Za każdym razem, przy większym wietrze z pewnością nie tylko ja, ale też wielu mieszkańców gminy wspomina tamtą noc. Szczęście w nieszczęściu, że nikt wtenczas nie zginął ani nie został poważnie ranny. Infrastruktura też nadto nie ucierpiała – dodaje Zbigniew Fularczyk.

Fot. UG w Sulęczynie

Chwile grozy przeżyli także właściciele i turyści, przebywający w Ośrodku Wypoczynkowym Skierka w Grabowie (gm. Sulęczyno) nad jeziorem Mausz. Na długo nie zapomną tej nieszczęsnej nocy. Ośrodek wcześniej znajdował się w lasku. Dziś nie ma tam żadnego drzewa.

– Na terenie naszego ośrodka jest 25 domków. Podczas sierpniowej nawałnicy właściwie na każdy z nich spadło drzewo, na niektóre nawet po 4-5. A mimo to nikt nie ucierpiał, a na tere-nie ośrodka było około 100 osób! To jest prawdziwy cud od Boga! – mówi łamiącym się głosem Teresa Skierka.

Właścicielka wspomina, jak całkowicie nieznani im ludzie pomagali porządkować teren ośrodka. Mówi, że to w dużej mierze dało im siłę do dalszego działania. Właściciele otrzymali odszkodowanie od ubezpieczyciela, dobrali kredyt i odbudowali ośrodek.

– Ta trauma już w nas pozostanie. Ciężko jest „dojść do siebie” po przeżyciu czegoś takiego. Do wyjścia na prostą brakuje nam jeszcze kilku lat, jednak nie poddajemy się i wierzymy w to, że będzie dobrze – dodaje Teresa Skierka.

Fot. UG w Sulęczynie

Straty na terenie całego województwa pomorskiego liczone są nie w milionach, a miliardach. Urząd Marszałkowski Województwa Pomorskiego oszacował, że w Pomorskiem straty wyniosły 2,66 mld złotych. W czerwcu tego roku Komisja Europejska zaproponowała Polsce kwotę 12,2 mln euro na usuwania skutków zeszłorocznej nawałnicy. Pieniądze mają pochodzić z Funduszu Solidarnościowego Unii Europejskiej.

Tekst: Karina Cierocka i Michalina Markowska

Dodaj komentarz

avatar
1500