Sierakowicki SPON świętuje 20-lecie swej działalności. Przez te lata zmieniało się wiele. Zmieniała się liczba członków, miejsca wyjazdów na turnusy rehabilitacyjne, lista obecności przy stole podczas środowych spotkań. Nie zmieniło się jedno – Marzena Korzeniewska na czele sierakowickiej filii Stowarzyszenia Pomocy Osobom Niepełnosprawnym.

 

Michalina Markowska: Skąd zrodził się pomysł otwarcia filii Stowarzyszenia Pomocy Osobom Niepełnosprawnym właśnie tu, w Sierakowicach?

Marzena Korzeniewska: To był po prostu wymóg sytuacji, odpowiedź na potrzeby lokalnego środowiska, a do tego splot sprzyjających wydarzeń i wsparcie ze strony władz gminy, a to było bardzo ważne. Na początku, przez 1,5 roku dojeżdżałam do pracy do SPONu w Sopocie, ale widziałam, że tutaj jest coraz więcej potrzeb. Pojawili się tu Mietek Wereda i Ryszadr Klajn, który wtenczas był pracownikiem GOPSu, którzy również to widzieli. Władze dostrzegły w nas potencjał i dały nam zielone światło. Przez te lata wiele się zmieniło, ale potrzeby są cały czas, nie maleją. Rośnie za to świadomość ludzi, który coraz częściej korzystają z naszego wsparcia. Na dzień dzisiejszy mamy około setki aktywnych członków.

Kim na dzień dzisiejszy są wasi podopieczni?

Średnia wieku osób, które przychodzą na środowe spotkania jest już taka zaawansowana, są to najczęściej seniorzy. Ale trzeba pamiętać, że nie są to nasi jedyni podopieczni. Mamy w swoim gronie również dzieci i młodzież. Jednak dzieci przebywają na co dzień w placówkach edukacyjnych, a młodzi ludzie są aktywni zawodowo, prowadzą nawet swe własne działalności. Dlatego nie widać ich w te środy.

Fot. nadesłane

Właśnie, środa jest tym dniem, kiedy w salkach robi się tłumnie i głośno…

Środa od samego początku, od siedziby w SKR, przez Brzozową aż po dzień dzisiejszy, po Łosińskiego jest dla nas dniem spotkań. Również od samego początku jest to godzina 12. Na początku były to tylko dyżury, służące pomocy w rozwiązywaniu różnych nurtujących spraw, a w tej chwili są to już spotkania informacyjno – integracyjne, z dużym naciskiem właśnie na tą integrację. Ludzie chcą się spotykać. O ile dzieci uczęszczają do placówek opiekuńczych, o tyle seniorzy nie mają innego miejsca takich spotkań. Jest to luka, którą my wypełniamy. Oczywiście funkcjonują też kluby seniora, ale tam udają się osoby bardziej aktywne fizycznie, u nas są to osoby fizycznie bardzo słabe, niewidome, na wózkach inwalidzkich czy ze stwardnieniem rozsianym. W ciągu ostatnich dwóch lat pojawiło nam się więcej osób z chorobami psychicznymi. W tej chwili czują, że nie są napiętnowani, że nasze środowisko ich akceptuje. Kiedyś na spotkania przychodziła jedna osoba z tego typu problemem, dziś mamy ich już 6. Zrzeszamy ludzi z różnymi schorzeniami. Tu czują się dobrze, wiedzą, że są wśród swoich. Każdy jest w podobnej sytuacji. Przychodzi do nas Pan, który mówi, że cały tydzień czeka na to środowe spotkanie, kiedy może wyjść z domu. I przychodzi tu zawsze, nie ważne, czy jest upał czy śnieżyca. Przychodzi bo jest „ta jego środa”, ten rytuał. Większość z nas tak to traktuje. Jesteśmy tu jak jedna wielka rodzina. Wiadomo, że w rodzinach też nie zawsze wszyscy się do siebie uśmiechamy, akceptujemy się i lubimy. Wydaje mi się, że w naszym gronie jest większa akceptacja i zrozumienie niż w niejednej rodzinie. I temu ci ludzie tutaj z chęcią przychodzą. A do tego zawsze dostaną kawę, herbatę i jakiś poczęstunek,a nawet posiłek obiadowy. Zapotrzebowanie na spotkania jest duże. Są osoby, które nie ukrywają, że gdyby spotkania odbywały się dwa razy w tygodniu też by przychodzili. Póki co, pozostajemy jednak przy naszych środach, niech jest jeden dzień a celebrowany.

Jaka jest różnica pomiędzy prowadzeniem placówki wtedy – 20 lat temu, a teraz?

Mam wrażenie, że kiedyś sponsorzy mieli do nas większe zaufanie. Teraz, by uzyskać wsparcie trzeba napisać więcej wniosków, podań, trzeba po prostu przejść nieco dłuższą drogę. Można napisać projekt i dostać dofinansowanie i jest z tym więcej papierkowej pracy.

Fot. nadesłane

Jesteście filią sopockiej jednostki. Czy nie myślicie o tym, żeby się od nich odłączyć i usamodzielnić się?

Jesteśmy filią, cały czas to podkreślamy i nie mamy zamiaru tego zmieniać. Nie odcinamy się od swoich korzeni. Na co dzień bardzo często współpracujemy. Oni chętnie uczestniczą w naszych spotkaniach integracyjnych, a my jeździmy do nich na sympozja międzynarodowe itp. Dzięki nim otwierają nam się pewne furtki. Często, kiedy organizują wyjazdy rezerwują dla nas kilka miejsc i nasi członkowie również mogą z nich korzystać.

Co w ciągu tych dwóch dekad najbardziej utkwiło Ci w pamięci? Czy wspominasz szczególnie jakieś wydarzenia?

W pamięci mam wiele wydarzeń, łączących się bezpośrednio z poszczególnymi osobami, szczególnie z tymi, którym udało się pomóc. To nie są może spektakularne wydarzenia, ale wiem, że dla tej danej osoby były bardzo ważne i zmieniły życie jej i całej rodziny. Było kilkanaście takich wydarzeń, które daje mi siłę i motywację do dalszego działania.

Fot. nadesłane

Czy w tej pracy są jakieś trudne momenty?

Niejednokrotnie jesteśmy zmuszeni „wejść” w takie intymne, zdrowotne czy rodzinne sprawy. Ale jednego od drugiego nie da się oddzielić. Czasem ci ludzie muszą się obedrzeć ze swych problemów i słabości, żeby tutaj przyjść. Ale godność pozostaje im zawsze. I my tego dochowujemy. Niejednokrotnie ktoś, kto przychodzi tu po raz pierwszy mówi, że czuje się taki upokorzony, bo dla niektórych niepełnosprawność, czy bieda idąca w parze z nią i nieradzenie sobie z tym wszystkim są powodem do tego, że czują się skrępowani tą sytuacją, przytłacza ich to. A tu widzą, że nie są sami z tym problemem. Łatwiej jest komuś ofiarować pomoc, niż ją przyjąć . Najważniejszy jest ten moment przełamania się i przyjścia tutaj.

Co Tobie osobiście daje praca na czele sierakowickiej filii SPON-u?

Od 19 lat jestem pełnomocnikiem wójta do spraw osób niepełnosprawnych. To jest mój wielki osobisty sukces. Gdyby nie było SPON-u, może by tego nie było. To dało mi motywację do dalszego kształcenia i samorozwoju. Gdyby nie SPON może nie czułabym takiej potrzeby. Teraz czuję, że powoli zwalniam tempo, ale mam już zastępców.

Jakie mamy życzenia dla SPON-u z okazji tego zacnego jubileuszu? Czego życzyłabyś sobie,

Każdemu czegoś innego. Placówce życzyłabym wielu nowych ludzi, chętnych do pomocy. Takich, które chciałyby być aktywne i jako wolontariusze zrobić coś dobrego dla innych. A podopiecznym życzyłabym właśnie tych aktywnych zarządzających i wspomnianych wolontariuszy. A nam wszystkim z pewnością bardzo przydał by się rehabilitant. W naszej placówce dysponujemy w pełni wyposażonym gabinetem, ale niestety nie mamy obecnie profesjonalisty, który podjął by się codziennej pracy z nami. Jeżeli znajdzie się chętny, z pewnością wszyscy członkowie naszej filii SPON-u by na tym skorzystali.

Dziękuję za rozmowę.

________________________________________________________________________

20 lat SPON-u oczami jego członków

Fot. M. Markowska

Okrój Teresa Prawie co roku są wycieczki pod kątem niepełnosprawnych. Często wyjeżdżamy na pielgrzymki, do Częstochowy czy Lichenia, Na turnusy pewnie część z nas wybrałaby się nawet bez stowarzyszenia, ale tu jest nas więcej i razem zawsze nam raźniej. Chętnie korzystamy z tych turnusów, przy okazji ćwiczeń mamy okazję zwiedzić różne zakątki Polski. Kiedyś byliśmy nawet w czeskiej Pradze. Te spotkania są nam potrzebne jak tlen do życia. Wielu tylko czeka na tą środę. Wiele spotkań integracyjnych, wigilie. W poście śpiewamy Gorzkie Żale, a jak ktoś umrze to modlimy się za niego. SPON daje nam taką naprawdę wszechstronną rozrywkę.

Małgorzata Gojtowska Najbardziej utkwił mi w pamięci dzień, w którym przyszłam tutaj po raz pierwszy. Przyjęli mnie tu bardzo ciepło i od tego dnia zostałam. Skorzystałam z wielu wyjazdów i chętnie nadal przychodzę na środowe spotkania.

Teclaf Janina Jestem ze SPON-em już od 19 lat, prawie od początku. Czuję się tu jak w rodzinie, zawiązało się tu wiele przyjaźni ale mamy już dwa małżeństwa, które właśnie tu się poznały i tu wszystko się zaczęło. Razem byliśmy już na wielu turnusach, byliśmy w Zakopanym, Szczawnicy.. Z okazji jubileuszu życzyłabym nam wszystkim jeszcze kolejnych 20 lat i dużo zdrowia.

Zosia Lis Jestem w SPONie od samego początku. Pamiętam tu wszystkich. Gdyby nie było nas tu w te środy to pewnie każdy sam by siedział w swoim domu. Na pewno brakuje nam tu rehabilitanta. Sprzęt jest, tylko nie ma chętnego do prowadzenia z nami ćwiczeń, a szkoda. Najważniejsza na pewno jest tu Marzena. Gdyby jej tu nie było to ciekawe, czy to by jeszcze istniało.

________________________________________________________________________

Kartka z kalendarza

Filia SPON w Sierakowicach na Kaszubach rozpoczęła swoją działalność w kwietniu 1998 roku. Matką chrzestną tego przedsięwzięcia była ówczesna zastępczyni wójta Gminy Sierakowice Maria Dyczewska, która zapoznała ze sobą dwie aktywne osoby niepełnosprawne – Marzenę Korzeniewską i Mietka Weredę. Do nich dołączył pracownik socjalny GOPS Ryszard Klajn, który doskonale orientował się w potrzebach ludzi zamieszkujących teren gminy. Założeniem grupy było “wyprowadzenie” niepełnosprawnych z domów i uaktywnienie tego środowiska społecznie i towarzysko. Życzliwość władz Gminy Sierakowice ogromnie w tym pomogła. Odwiedzając ludzi w terenie, mogli korzystać z samochodu gminnego, otrzymali lokal i niezbędne środki na prowadzenie działalności. Zwieńczeniem tego etapu było podpisanie w maju 1998 umowy o pomocy i współpracy między Gminą Sierakowice a SPON-em. Pierwsze sponowskie lokum mieściło się w budynku dawnego SKR przy ulicy Kartuskiej, potem przenieśli się do pomieszczeń GOPS-u przy ulicy Brzozowej. Obecna siedziba znajduje się w dawnych salkach katechetycznych przy ulicy ks. Łosińskiego, gdzie dysponują pełnym zapleczem socjalnym wraz z gabinetem rehabilitacyjnym i dużą salą ogólną. Dziś stowarzyszenie jest uznaną i aktywną organizacją społeczną w gminie Sierakowice. Działania SPON-u wpłynęły na dostrzeżenie przez władze gminy potrzeb osób niepełnosprawnych i zaowocowały między innymi tym, że Sierakowice stały się miejscem w dużej części dostępnym dla osób niepełnosprawnych.

Dodaj komentarz

avatar
1500