– Dzisiaj, będąc świadomym następstwa tej decyzji, zwołałbym sesję nadzwyczajną, przesunęlibyśmy środki z innych zadań, a ja dzisiaj nie nosiłbym tak ciężkiego bagażu na plecach – mówi Wójt Gminy Sulęczyno Bernard Grucza w kontekście nieukończonego budynku szkoły w Mściszewicach. W rozmowie z Kariną Cierocką przekonuje, że nie powiedział jeszcze ostatniego słowa w tej sprawie.

 

Karina Cierocka: Gmina Sulęczyno nie ma szczęścia do inwestycji oświatowych. Jeszcze w 2011 roku zmiana wykonawcy szkoły w Sulęczynie, teraz Mściszewice.

Bernard Grucza: Niestety w cudzysłowie można stwierdzić, że na tym odcinku działań gminy ciąży jakieś fatum. Wciąż jednak wierzę w przychylność różnych instytucji, a końcowy efekt powinien być zadowalający dla wszystkich. Nawet z własnego, życiowego doświadczenia mogę powiedzieć, że kiedy napotykamy na swojej drodze przeszkody, ktoś rzuca nam pod nogi kłody, a my się być może przewrócimy, to często bywa tak, że nawet dobrze się stało.

I taką sytuację mamy teraz ze szkołą w Mściszewicach. Na taki stan rzeczy złożyło się wiele czynników.

Mury szkoły w Mściszewicach stanęły szybciej, niż w Węsiorach. Dzisiaj dzieci uczą się już w nowym przedszkolu, ale w Węsiorach właśnie.

Dokładnie, przedszkole w Węsiorach już stoi, a zarzucano mi, że w Mściszewicach już są mury, a Węsiorach jeszcze nic… A nagle los spłatał figla i w Węsiorach mamy już przepiękny obiekt szkolny, a Mściszewice się zaostały. Proszę zauważyć, że to właśnie tam potrzeba jest większa.

Szkoła w Węsiorach najprawdopodobniej wytrzymałaby jeszcze rok, albo półtora. Mówiono, że tegoroczna zima miała być ciężka i ostra, a okazało się, że wcale nie było tak źle i udało się nam rozbudować szkołę w Węsiorach o piękne przedszkole.

Przedszkole w Węsiorach udało się dokończyć. Nowy budynek uroczyście otwarto w czwartek 11 października. Fot. UG w Sulęczynie

Dofinansowanie pochodziło z rezerwy budżetowej państwa. Część radnych zarzuca Panu, że zbyt późno ogłoszono przetarg.

Tak naprawdę jest to jeden radny. Dlaczego tak jest, to z pewnością nie jest temat na tę rozmowę.

Dzisiaj można gdybać. Zawsze Polak mądry jest po szkodzie. Ja również jestem mądrzejszy o to doświadczenie. Pociąg niestety już odjechał. Jestem takiej myśli, że nie oglądam się za siebie, raczej patrzę w górę i zastanawiam się, jak zdobyć szczyt. Jeśli mamy faktycznie zdobyć szczyt, potrzeba nam energii i chęci wyjścia z impasu.

Kiedy otrzymaliśmy pierwsze przyrzeczenie, że otrzymamy dofinansowanie na II etap rozbudowy szkoły w Mściszewicach z rezerwy budżetu państwa, mieliśmy połowę lipca. Jednak dokumentację z tym związaną otrzymaliśmy pod koniec sierpnia. Umowę z Wojewodą Pomorskim podpisałem 25 sierpnia 2017r. Jednak ogromny zakres robót budowlanych przewidzianych do realizacji rozbudowy szkoły w Mściszewicach nie pozwalał na realizację tej inwestycji w zaledwie trzy miesiące, dlatego już 29 sierpnia 2017 r. wystąpiłem z wnioskiem do Wojewody Pomorskiego o niewygasanie przyznanych środków budżetowych z rezerwy z końcem roku budżetowego lecz wykorzystanie ich do końca I kwartału 2018 roku.

Zgodę na wykorzystanie przyznanych środków otrzymaliśmy dopiero 28 grudnia 2017 roku i w tym samym dniu ogłosiliśmy przetarg na rozbudowę szkoły.
Ofertę złożył tylko jeden wykonawca, ale przewyższył zabezpieczone środki o ponad 770 000 zł. To był początek roku. nikt nie przewidywał tak szybko rosnących zmian cenowych materiałów budowlanych i kosztów robocizny.

Po tym okresie, po rozmowie z Panem Wojewodą i za jego namową, wstrzymałem się z podpisaniem umowy.

po rozmowach przeprowadzonych z Panem Wojewodą, który stwierdził, że przy tak przewyższonych kosztach realizacji inwestycji, a zarazem niesprzyjających warunków atmosferycznych (okres zimowy) zasugerował mi abym nie zawierał umowy z Wykonawcą gdyż lepszy byłyby okres letni na realizację tego typu inwestycji kiedy warunki są o wiele bardziej sprzyjające w wykonywaniu robót budowlanych, również mniejszym problemem stałoby się znalezienie pomieszczeń na prowadzenie zajęć z części szkoły objętej przebudową a wyłączonych z użytkowania.

W dniu 2 lutego 2018 r. wystąpiłem z ponownym wnioskiem do Wojewody o przyznanie dotacji na dofinansowanie przedszkola w Mściszewicach z rezerwy budżetu państwa na rok 2018. 19 lipca 2018 r. otrzymaliśmy odpowiedź o nie przyznaniu nam dofinansowania w roku 2018 ze względu na ograniczoną ilość środków rezerwy ogólnej budżetu państwa. To było dla nas bardzo bolesne.

Gołe mury szkoły w Mściszewicach. Fot. UG w Sulęczynie

Nie żałuje Pan, że jako gmina nie zdecydowaliście się na dołożenie tych brakujących 770 tysięcy złotych?

Dzisiaj, będąc świadomym następstwa tej decyzji, zwołałbym sesję nadzwyczajną, przesunęlibyśmy środki z innych zadań, a ja dzisiaj nie nosiłbym tak ciężkiego bagażu na plecach. Teraz niestety sam muszę zmierzyć się z tą odpowiedzialnością.
Proszę jednak pamiętać, że taka kwota dla naszej gminy, najbiedniejszej w powiecie kartuskim, to ogromne środki.

Teraz Mściszewicach jest jeszcze jeden problem, błąd w projekcie…

Niedawno wspólnie z Radą Gminy podjęliśmy decyzję, że z własnych środków wykonamy II etap, czyli stan surowy zamknięty. Ogłosiliśmy przetarg, koszt został oszacowany na ok. 1 mln zł. W trakcie przetargu jeden z zainteresowanych podmiotów zadał pytanie, jaki jest strop na istniejącym braku szkoły. W projekcie podano, że strop jest żelbetonowy, ale podczas wizyty w terenie potencjalny wykonawca stwierdził, że tego stropu tam nie ma.
Wszczęliśmy procedurę umożliwiającą bliższe przyjrzenie się inwestycji, ściągnęliśmy projektanta i okazało się, że ten zrobił błąd. Dlaczego ? Tego dzisiaj nie wiem.
Efekt był taki, że przetarg został wstrzymany, koniecznym okazało się naniesienie poprawek do projektu.

W mediach projektanci podali, że takie dane otrzymali na etapie sporządzania projektu od osoby wówczas odpowiedzialnej za realizację umowy z projektantem na opracowanie dokumentacji projektowej. Zostawiam to bez komentarza….

Wystarczyło przyjechać, rzucić okiem, laik zorientowałby się, że coś tu nie gra.
W projekcie również była inwentaryzacja, czyli ocena stanu faktycznego. Gdyby projektanci zrobili ją należycie, dzisiaj nie byłoby problemu.

Proszę też zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Co byłoby, gdybyśmy dołożyli brakujące 770 000 zł, a w trakcie realizacji okazało się, że w projekcie jest błąd? Natychmiast wstrzymano by nam budowę, zabrano dofinansowanie, najprawdopodobniej samorząd musiałby płacić karę umowną za niedotrzymanie warunków. Proszę mi uwierzyć, byłoby znaczeni gorzej, niż dzisiaj.

Czy podejmie Pan jakieś kroki prawne, mające na celu pociągnięcie projektantów do odpowiedzialności za błąd w sztuce?

Zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi. Jeżeli okaże się, że przez błąd inwestycja nam podrożeje, to z pewnością będę szukał winnych, aby pokryli nam tę nadwyżkę.
Jeżeli dojdzie do sytuacji odwrotnej – będzie taniej, to wówczas zobaczymy, jak będzie układała się nam współpraca. Niestety pracownia projektowa dysponuje prawami autorskimi co do projektu, dlatego też jesteśmy w swoistym szachu.

Już rok temu na naszych łamach poruszaliśmy temat związany z kąpieliskiem gminny. Wielokrotnie podkreślał Pan, że stworzenie takiego miejsca rekreacji jest dla Pana jako wójta, niezwykle istotne. Czy udało się coś zdziałać w tym temacie?

To jest dla mnie ogromny ból, że miejscowość turystyczno-rolnicza w tym sezonie została pozbawiona kąpieliska. Po części ta decyzja była spowodowana zmieniającymi się przepisami. Dochodzą do mnie słuchy, że grupa mieszkańców zaczęła chodzić po Sulęczynie i zbierać podpisy, domagając się otwarcia kąpieliska. W tej chwili mają ich ponad 400. Tylko te osoby, które rozpoczęły taką inicjatywę, powinny najpierw przyjść do mnie, do urzędu, albo do przewodniczącego rady i dowiedziałyby się, że prace już trwają i są na bardzo zaawansowanym etapie.

Pod koniec pierwszej kadencji, kiedy wiedziałem, że Pan, który kupił od gminy 3,8 ha ziemi za mojego poprzednika, zobowiązał się do wykonania kąpieliska gminnego z pełnym wyposażeniem. W zamian za to, będzie pobierał jakąś opłatę, bo to przecież działalność czysto komercyjna. Niestety właściciel gruntów przedstawił gminie cenę rzędu 200 zł za m2, a na to nie było nas stać.

Pod koniec mojej pierwszej kadencji na licytację wystawiono Leśny Dwór, do którego przynależy kąpielisko z prawdziwego zdarzenia. Poza tym do dyspozycji były budynki, 2,4 ha ziemi, park oraz amfiteatr, w którym moglibyśmy organizować wszelkie imprezy bez przeszkadzania komukolwiek. A to wszystko w centrum wsi. Nic więc dziwnego, że część mieszkańców (w liczbie 225) oraz radnych bardzo chciała go kupić. To w końcu ostatni zabytek w gminie Sulęczyno. Pomysł był taki, aby przenieść tam urząd gminy, bo aktualna siedziba niestety odbiega od standardów. Cena wywoławcza wyniosła 1,7 mln zł.

Czytaj też: Kąpielisko gminne takie, a nie inne…Spór gminy Sulęczyno z Lasami Państwowymi?

Leśnego Dworu nie udało się jednak kupić…

Niestety pomysł przepadł także za sprawą wcześniej wspominanego przeze mnie radnego. Nowa Rada, za jego namową, nie wyraziła zgody na zakup i tak skończyły się plany dotyczące zagospodarowania Leśnego Dworu. W tej chwili całość jest w posiadaniu przedsiębiorcy – Bogdana Górskiego, który w licytacji kupił dworek wraz z gruntami za 2,6 mln zł. Cieszę się, że nasz zabytek kupiła osoba mająca wizję i pomysł, a także sentyment do tego miejsca. Myślę, że już w przyszłym sezonie to miejsce całkowicie zmieni swoje oblicze. Już teraz trwa intensywny remont. Konserwator zabytków pozwolił inwestorowi sięgnąć aż po fundamenty. Wiem także, że miejsce zostanie udostępnione mieszkańcom.
Wracając natomiast do tematu samego kąpieliska, to jesteśmy zarówno po negocjacjach, jak i po wyrażeniu zgody przez Lasy Państwowe i Dyrektora Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych – Bartłomieja Obajtka. Będzie ono znajdować się w innym miejscu, niż poprzednie. Plaża będzie nad Jeziorem Węgorzyno. W tej chwili jesteśmy na etapie opracowywania zagospodarowania terenu dla tego placu. Planujemy w tym miejscu pełną infrastrukturę: ławki, zjeżdżalnię wodną dla dzieci, przenośne toalety oraz pomost w kształcie litery L. Chodzi nam o stworzenie miejsca wypoczynku na cały dzień, bo i mieszkańcy i turyści przyjeżdżający do Sulęczyna na to zasłużyli.

Obecnie w Leśnym Dworze trwają intensywne prace renowacyjne. Już wkrótce zabytek zyska całkiem nowe oblicze. Fot. archiwum

Teren, na którym powstać ma kąpielisko, ma powierzchnię 800 m2. Odlesienie wyniesie gminę 850 000 zł. Drugie tyle trzeba będzie liczyć na zagospodarowanie. Jak na naszą gminę to ogromne środki. Już teraz prowadzę rozmowy w tej sprawie. Pewna przychylność jest. Liczę więc, że już w przyszłym roku będziemy mogli korzystać z nowego kąpieliska.

Porozmawiajmy o inwestycjach drogowych. Pomimo dość ograniczonego budżetu udało się wykonać drogę na Lemany, remonty przechodzą też drogi dotknięte nawałnicą…

W tym ośmioletnim okresie udało się nam zmodernizować szereg dróg na terenie gminy. Pozyskaliśmy dofinansowanie z tzw. „schetynówki” na modernizację drogi z Kistowa przez Kistówko do Chojny. Udało się także wykonać odcinek z Węsior do Gapowa, czyli istotny skrót do gminy Stężyca z 50% dofinansowaniem. Ostatnia ze schetynówek to ta z Podjaz do Widnej Góry.

Obiecałem, że w naszych osadach sąsiad będzie mógł odwiedzić sąsiada w laczkach. To udało się w Zdunowicach, gdzie otrzymaliśmy dofinansowanie z funduszu rolnego. Najpierw wyznaczyliśmy granicę, później odpowiednio poszerzyliśmy całą trasę i na końcu wyłożyliśmy ją płytami typu yomb. A proszę mi wierzyć, że wcale nie jest łatwo dojść do porozumienia z gospodarzami, jeżeli chodzi o wyznaczanie na nowo drogi zwłaszcza, że niektórzy z nich muszą kawałeczek tej ziemi oddać, aby wszyscy wspólnie mogli z niej korzystać. Za to jestem moim mieszkańcom wdzięczny, że zawsze idzie się dogadać, a dobro ogółu jest dla nich ważniejsze, od prywatnego interesu.

Z dofinansowaniem PROWu w wysokości 62,60% wartości inwestycji przebudowane zostały ulic: Świętojańska, Leśna, Ks. Zapałowskiego, cześć ulicy Gowida i Stolemów w Sulęczynie.
Teraz za pieniądze z funduszu ponawałnicowego wyremontowaliśmy drogę na Bębny. Tam sytuacja była zupełnie inna, bo tak na dobrą sprawę drogę „uprawiał” sam gospodarz, a wytyczona była na polu sąsiada. Okazało się, że wszyscy jeździli po czyjejś prywatnej ziemi. Także i w tej sytuacji na szczęście udało się znaleźć porozumienie.

Niestety jak bumerang powraca sprawa remontu drogi na Borowiec oraz Nowe Osiedle…

Mieszkańcom Węsior wciąż tłumaczę, że jest to droga typowo osiedlowa, na którą ciężko jest uzyskać jakiekolwiek dofinansowanie. Są tematy ważniejsze, niż pomniejsze drogi. W Węsiorach nie powiedzieliśmy ostatniego zdania oddając do użytku przedszkole. Tam przyda się jeszcze stołówka, czy porządna świetlica. Ludzie przyznają mi rację. Dobry fundament dla dzieci daje im szansę na sukces w późniejszym dorosłym życiu.
Póki co staramy się dzielić te środki. Z jeden strony oświata, która jest priorytetem, a z drugiej remonty naszych ważniejszych dróg, a na końcu są nasze osady, takie jak Borek, czy Bukowa Góra. Niestety sprawy związane z geodezją, zwłaszcza na drogach lokalnych, bardzo utrudniają całą sprawę.

Stan drogi na Nowym Osiedlu w Węsiorach pozostawia wiele do życzenie. Fot. archiwum

Być może wyjściem z tej sytuacji byłoby wprowadzenie w gminie Sulęczyno funduszu sołeckiego?

Razem z Radą pochylaliśmy się już na tą sprawą. Nie jest to jednak inicjatywa dla nas opłacalna. Z tej złotówki drugiej złotówki nie da. Dlatego mój wniosek do rady był taki, aby nie wydzielać funduszu sołeckiego, tylko róbmy coś większego z naszego budżetu.
Poza tym, kiedy sołtysi do mnie przychodzą i mówią o różnych remontach, zawsze staram im się coś dać. Dochodzi także problem z rozliczeniem, bo kto we wsi rozliczy fundusz sołecki? Trzeba byłoby wyznaczyć do tego kolejnego urzędnika.

Każde sołectwo w gminie Sulęczyno także ma swoje własne środki, za które odpowiada sołtys. Błędnym myśleniem było przez chwilę to, że sołtysi te środki mogą przeznaczyć na wieczorek, imprezę, wyjazd do kina. A pieniądze trzeba było przeznaczyć na drobne remonty dróg, chodniki, czy małą infrastrukturę, taką jak ławki, huśtawki, czy piaskownice dla dzieci. Na szczęście sołtysi zmienili podejście.

Czytaj też: Rok po nawałnicy

Komisja Europejska przyznała Polsce 12,2 mln euro środków z Funduszu Solidarności UE. Pieniądze mają zostać przeznaczone na pokrycie strat ubiegłorocznej nawałnicy. Część środków trafi na Pomorze. Czy gmina Sulęczyno również otrzyma unijne wsparcie?

Otrzymaliśmy już pewne wsparcie z budżetu państwa, które wyniosło 1,2 mln zł. Gmina do tych środków musiała dołożyć 20%, czyli 300 000 zł. Udało znaleźć się wykonawcę na trzy zadania. Na ul. Leszczynowej i Modrzewiowej wykonujemy odwodnienie, a także ulicę i chodnik. Mamy też Trakt Słupski, gdzie zabezpieczamy teren, aby nie doszło tam do osunięć, a trzecim zadaniem jest budowa drogi Golica – Bębny. Będzie ona liczyć 700 metrów wyłożonych płytami yomb wraz z odwodnieniem. Z tego ogromnie się cieszę.
Co do środków z Funduszu Sprawiedliwości, to trzeba przyjrzeć się wytycznym. A na dzień dzisiejszy niestety nie są jeszcze opublikowane, są one na etapie opracowywania w Ministerstwie. Mam więc nadzieję, że regulamin będzie dostosowany do potrzeb samorządów i korzystny dla naszych inwestycji.

Jestem ogromnie wdzięczny wszystkim samorządom, które nas wspierały w tym czasie. Otrzymaliśmy 550 tys. zł, które przeznaczyliśmy od razu mieszkańcom na naprawę domostw. Natomiast w szkodach komunalnych jako gmina ponieśliśmy straty na 2,5 mln zł. Pewne szkody wychodziły na jaw dopiero po jakimś czasie. Tak było z dachem na hali sportowej w Sulęczynie. Okazało się, że poszycie podniosło się o 20 cm.
Samorządy podarowały nam ok. 950 tys. zł z klauzulą wykorzystania do końca 2017 roku. Znowu bałem się, że nie uda się nam rozdysponować tych środków. Na szczęście udało się przekonać większość samorządów, aby za te środki zakupić chociaż płyty yomb. Odmówiło jedynie miasto Szczecin, ale na początku 2018 roku z powrotem udało się pozyskać te 100 000 zł. Za te środki wyremontowaliśmy ogrodzenie przy szkole w Borku Kamiennym oraz w Podjazach.

Płyty yomb niestety dalej leżą niewykorzystane, bo do ogłoszonego przetargu na 300 tys zł (ze środków zarezerwowanych na niewykonaną drogę powiatową w kierunku Gowidlina) zgłosił się jeden oferent, który zażądał 600 tys zł. Ręce opadają. Nie chcemy przecież przepłacać. W tym przypadku zdecydują radni.

Fot. archiwum

Kadencja 2014-2018 dobiega końca. Jak podsumowałby Pan ten czas. Z czego jest Pan najbardziej dumny? Czego Pan najbardziej żałuje?

Oczywiście najbardziej dumny jestem ze szkoły w Węsiorach. Serce rośnie, że nasze dzieci mają godne warunki. Największy ból to szkoła w Mściszewicach. Jak już podkreślałem, drogi nie są tak ważne, jak przyszłość i edukacja naszych dzieci. W kolejce czeka też przedszkole w Sulęczynie, które mieści się w poewangelickiej plebanii. Jesteśmy na etapie sprzedaży dwóch budynków komunalnych, więc środki z majątku trwałego powinny iść w majątek trwały.

I z poprzednią Radą i z obecną udawało mi się znaleźć wspólny język. Owszem, zdarzało nam się spierać, ale taka jest właśnie funkcja rady i samych radnych. Składając wnioski jako wójt mam świadomość tego, że nie jestem nieomylny. Z natury jestem otwarty na dyskusje i często radnym udawało się mnie przekonać do jakichś rozwiązań. Czasem faktycznie jest trudno, ale myślę, że tacy właśnie jesteśmy my – Polacy. Zawsze mamy do wszystkiego najwięcej pretensji, chociaż wcześniej nie poświęcaliśmy temu żadnej uwagi.

Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz

avatar
1500