Nie tylko wyzwiska w stronę policji. Coś więcej niż dumne hasła piłkarskich kibiców. Polskie blokowiska, mosty, mury kamienic pełne są czegoś więcej. Wartości wychwalanej przez poetów. Miłości, ona otacza nas każdego dnia i na każdym kroku.

Sławek to 21-letni sprzedawca w markecie budowlanym. W wolnym czasie zajmuje się swoją pasją. Rapuje i maluje. W jego zainteresowaniach wspiera go wiernie Julia. Od 4 lat jego dziewczyna, a od paru dni już narzeczona. Przy próbie muzycznej w jego garażu siedzi obok, wpatrzona w swojego świeżo upieczonego narzeczonego jak w obrazek.

– Sławuś nie ma może talentu, ale ma do rapu serce. Fajnie, że znalazł tam jeszcze trochę miejsca i dla mnie – mówi nie spuszczając z niego wzroku.

Cała “sala prób”, jak dumnie o swoim garażu mówi Sławek, wymalowana jest różnego rodzaju napisami i obrazami graffiti. To druga pasja młodego rapera. Jak przyznaje łatwiej mu żyć, gdy ma je obie. Uzupełniają się.

– Wieczorem, gdy już sąsiedzi mają dość mojego “paplania” do mikrofonu i chcą spać, biorę do ręki spray. I wilk syty i owca cała – tłumaczy.

Pytając Julię o historię ich znajomości okazuje się, że to wszystko zaczęło się właśnie od rapu.

– Koleżanki namówiły mnie, żebym poszła z nimi na jakiś koncert. W pobliskim pubie coś się działo, a u nas to wyjątek. Dałam się namówić – opowiada Julia. – Okazało się, że to właśnie Sławek śpiewa wraz ze swoją “ekipą”. To był ich debiut na żywo. Wydawał się sympatyczny, więc sama zagadałam po występie – z uśmiechem na twarzy wspomina ten moment.

Później wszystko potoczyło się już błyskawicznie. Kolejne spotkania, wieczorne spacery, wyjazdy na weekend. Tak przez 4 lata. Sami nie zauważyli, jak stali się parą.

– Po prostu zawsze w jakiś sposób jesteśmy obok siebie. Nikt z nas nigdy głośno tego nie powiedział – tłumaczy się w swoim i narzeczonego imieniu Julia.

Zmieniło się to jednak parę dni temu. Jak mówi Sławek, mężczyzna musi w końcu zrobić kolejny krok. Wyjątkowy i niezwykle ważny krok…

– Powiedziałem “A”. Przyszedł wreszcie moment, żebym powiedział “B”. To było jakoś w niedzielę. Siedząc wieczorem z przyjaciółmi, którzy są małżeństwem, uświadomiłem sobie, że to co ich łączy dotyczy też mnie i Julcię. Dlaczego więc zwlekać? – opowiada z lekkim speszeniem. – To było tego samego dnia. Po powrocie do domu postanowiłem, że to musi być nasza chwila. To musi być właśnie “nasze”. Wziąłem do ręki spray i ruszyłem na miasto – dodaje.

Kolejny poranek miał wyglądać dla Julii jak każdy inny. Pobudka, łazienka, pójście do sklepu i śniadanie. Wychodząc na klatkę schodową przeczuwała jednak, że nie będzie jak zawsze.

– Już wychodząc, na wycieraczce leżała pusta puszka po sprayu i kartka z narysowanym serduszkiem. Na zewnątrz, na murze bloku naprzeciwko mojego, zobaczyłam napis “Kocham Cię Julia”. Uśmiechałam się jak głupia i w głowie miała tylko “kocham tego idiotę”. Poszłam jednak dalej. Kolejny blok i napis “Julcia… głupi jestem”. Tego napisu nie zrozumiałam i z lekkim zdziwieniem poszłam do sklepu – opowiada narzeczona Sławka. – Dalej były jeszcze tylko dwa napisy. Pierwszy na koszu na śmieci, co z resztą mnie wkurzyło. Jednak Sławek wytłumaczył się później, że innego miejsca nie znalazł. Był tam napis “Powinienem spytać o to już dawno”. Zaczynałam podejrzewać do czego to zmierza, ale nie mogłam uwierzyć. Do sklepy w momencie już biegłam. Na ścianie naszego sklepu przeczytałam “JULKA! WYJDZIESZ ZA MNIE?”. Zamiast wejść do sklepu, poszłam do niego. Nie mogłam inaczej… – wycierając oczy od łez wspomina Julia.

Na miejscu nie zdołała powiedzieć Sławkowi nic więcej poza zwykłym, a przez to jeszcze bardziej niezwykłym “tak”. Jak dzisiaj komentuje, to nie mogło być innego niż graffiti.

– Kocham go za to jaki jest. Rap i graffiti to część Sławka. To wyjątkowe, co zrobił. Lepiej nie mógł tego wymyślić – stwierdza świeżo upieczona narzeczona.

Romantyczne? Zdania podzielone

To, co jednak dla Julii było romantyczne nie koniecznie jest takie dla innych. Wśród osób zapytanych panuje inne zdanie na ten temat.

– Nie przeszkadzają mi kłódki, czy jakieś prześcieradła na mostach, bo łatwo je zdjąć. Gorzej z graffiti, które niszczy czyjąś własność i do tego najczęściej jest brzydkie. Dla mnie nie ma w tym nic romantycznego, ale wiem, że wiele osób praktykuje publiczne wyznawanie sobie uczuć i sprawia im to radość – mówi nam 22-letnia studentka Natalia.

Miłością wymalowane ściany - 1
Miłosne wyznanie sprayem na jednym z murów Gdańska fot. Piotr Chistowski

Pytając, jak zareagowałaby na takie wyznanie, odpowiada krótko, że rozmowa w cztery oczy by wystarczyła.

Jeżeli jednak nie mury, a nasz ukochany chce publicznie wyznać swojej ukochanej miłość, co wtedy? Tutaj pomysłów jest bez liku.

– Transparent przyczepiony do samolotu z napisem “Kocham Cię!” – bez wahania odpowiada 21-letnia Martyna, mieszkanka Kartuz.

Większość zapytanych osób preferuje zaciszne miejsca, wyznania przy kolacji, we dwoje. Całą dyskusję puentuje odpowiedź 22-letniej studentki Patrycji.

– Nie ma znaczenia w jakim miejscu i jak wyzna mi ta druga osoba miłość. Ważne jest kto to zrobi i czy ze szczerego serca – odpowiedziała.

Wyznanie miłości i więzienne kraty?

Osoba zakochana nie zdaje sobie często sprawy, czym grozi taki akt “romantycznego heroizmu”. Z pomocą jednak w uświadomieniu problemu nadchodzi Straż Miejska.

– Złapany na gorącym uczynku grafficiarz może zostać ukarany mandatem w wysokości 20 – 500 zł. Ponadto grożą mu konsekwencje związane z niszczeniem powierzchni na której malował – mówi nam Miłosz Jurgielewicz ze Straży Miejskiej w Gdańsku. – Oczywiście jesteśmy za tym, żeby ludzie wyznawali sobie miłość, ale pod warunkiem, że będą to robić zgodnie z literą prawa np. biorąc udział w konkursie “Wiem, nie niszczę, tworzę”, albo wykonując graffiti po wcześniejszym uzyskaniu zgody zarządcy obiektu na którym zostanie umieszczona grafika – dodaje.

Akcja “Wiem, nie niszczę, tworzę” to warsztaty połączone z konkursem, mające na celu uświadamianie młodym ludziom, przede wszystkim gimnazjalistom, że niszczenie publicznego mienia jest złe oraz, że warto korzystać z miejsc do tego przeznaczonych.

Miłością wymalowane ściany - 2

Dlaczego więc spray?

Mimo jednak opinii ogółu i możliwych kar, grafficiarze ciągle dają o sobie znać. Czy ten heroiczny akt romantyzmu to bardziej wandalizm, czy piękna forma wyrażania miłości?

– Miłość to uczucie abstrakcyjne i myślę, że dowody miłości pomagają w sposób namacalny wyobrazić sobie skalę uczucia. Jak duży jest napis, jak mocna kłódka? – na podstawie widzialnych oznak uczucia łatwiej jest nam ocenić jego niewidzialną skalę, na przykład – na ile tej drugiej osobie może na nas zależeć, jak bardzo jest w stanie się dla nas postarać? – tłumaczy nam psycholog Anna Paczoska, należąca do grupy młodych, energicznych ludzi. Znająca z pracy, ale i z życia codziennego zachowania młodego pokolenia. – Racjonalny umysł lubi uzasadniać sobie emocjonalne zaangażowanie: skoro on zrobił coś tak niebezpiecznego, szalonego to jest gotowy to dużych poświęceń w relacji. Może tutaj mieć znaczenie tzw. Embodiment, czyli ucieleśnione poznanie. Teoria ucieleśnionego poznania zakłada, że reprezentacje poznawcze tworzone w umyśle, mogą być aktywowane poprzez ruchy ciała, które je odtwarzają. o to znaczy ludzkim językiem? Widzialne gesty, ruchy, doświadczenie wpływają na nasz sposób postrzegania, w tym przypadku np. odczuwania miłości – tłumaczy.

Mijając jednak kolejne malunki nie patrzymy na to, jak na kogoś emocje, ale często jak na niszczenie mienia. Warto więc zaryzykować i niszczyć w taki sposób wyznając miłość? To romantyczne?

– Mój osobisty pogląd jako człowieka przemawia jednak za romantyzmem, za traktowaniem tego rodzaju wyznań za jakąś formę sztuki, w lepszym lub gorszym wykonaniu, ale jednak najczęściej powodującą uśmiech. Chociaż całkowicie rozumiem, że tego rodzaju malunki mogą powodować złość, poczucie niszczenia wspólnej własności – puentuje psycholog Anna Paczoska.

Pytając o to, czy wyznania miłości graffiti to wandalizm, czy romantyzm XXI wieku, musimy coś rozgraniczyć. Napisy “Kocham Cię”, czy “Lovciam Cię”, mają jakąś historię. Ktoś zostawił część swojego serca na murze. To przeciwieństwo wulgaryzmów, czy wyznań klubowych przynależności. Może to nie miłość przelana na papier, czy płótno. To coś może przystępnego, ale równie ważnego. To miłość wymalowana sprayem.

Materiał ukazał się w wersji papierowej Głosu Kaszub, 2 sierpnia 2016 r.

Miłością wymalowane ściany - 3
Romantyzm “ścienny” spotkać można także w szkołach powiatu kartuskiego fot. nadesłane

Dodaj komentarz

avatar
1500