O pomyśle wolnych niedziel, płacach minimalnych, emeryturach i działalności Prawa i Sprawiedliwości w powiecie kartuskim z Posłem na Sejm RP Januszem Śniadkiem rozmawia Piotr Chistowski.

Piotr Chistowski: Wiele uwagi poświęca się ostatnio tematowi wolnych niedziel. Czemu są one tak potrzebne?

Janusz Śniadek: Wolne niedziele to jeden z podstawowych postulatów już od wielu lat. Jest chichotem historii, że tyle lat od podpisania porozumień gdańskich, w wolnej Polsce nie walczymy o wolne soboty, tylko o wolne niedziele. Dzięki ubiegłorocznej „rewolucji Solidarności”, która dokonała się przy urnach wyborczych, a bronią była kartka wyborcza, sejmową większość zdobyło Prawu i Sprawiedliwość. W 35. Rocznicę Sierpnia Polacy znowu opowiedzieli się za budową Polski solidarnej głosując na program PiS, który jest uwspółcześnioną wersją postulatów Sierpnia. Stworzyła się niepowtarzalna szansa na realizację szeregu postulatów. Jednym z nich dzisiaj są wolne niedziele.

„Solidarność” rodziła się z wizerunkami Matki Boskiej i Jana Pawła II na bramach zakładów pracy. Większość z nas to katolicy, a podczas niedawnych Światowych Dni Młodzieży ujrzeliśmy prawdziwsze oblicze Polaków. „My trzymamy z Bogiem” to kaszubskie zawołanie świadczące o przywiązaniu do wiary, tradycji i wartości, jaką jest rodzina. Niedziela to dzień dla Boga i rodziny.

Kto jest głównym przeciwnikiem ograniczeń dla handlu w niedzielę? Lobbyści sklepów wielkopowierzchniowych. Ograniczenie handlu ma dotyczyć tylko sklepów dużych, supermarketów itp. Nie dotyczy małych lokalnych sklepików. Przeciwnie, dla tych małych rodzinnych sklepików byłaby to szansa na przeżycie dzięki większym obrotom w niedzielę. To wymienione lobby podnosi wrzawę o to, jaki to będzie spadek sprzedaży, podając całe dzisiejsze obroty z niedzieli. Kiedy słyszę te argumenty, to tak, jakbym słyszał, że z powodu zamkniętych sklepów w niedzielę ludzie zużyją i kupią mniej butów, bielizny, płaszczy, czy też nie kupi telewizora. To tak niedorzeczne i nieprawdziwe zarzuty, że można się z nich tylko śmiać. Po prostu ten ciężar obrotów przesunie się na inne dni. Powtórzę, oczywiście nastąpi pewne przesunięcie obrotów ze sklepów wielkopowierzchniowych na te małe sklepiki rodzinne, ale to może być właśnie szansa na przeżycie tych małych biznesów. W końcu coraz mocniej doświadczamy plagi zanikania rodzinnych sklepów.

W czasach kiedy jeszcze byłem w związku, prowadziliśmy już rozmowy z właścicielami niektórych sieci handlowych. Zaczynaliśmy się dogadywać. Wszystko się popsuło, gdy wszedł w te rozmowy czynnik polityczny, lobbujący pewne rozwiązania. Przecież w wielu krajach Europy handlu w niedzielę nie ma. W trakcie tych rozmów niektórzy właściciele mówili, że są skłonni zamknąć sklepy w niedzielę, ale pod jednym warunkiem – jeżeli zamknąć to wszyscy. Z chwilą kiedy jedni zamykają, a drudzy otwierają mamy do czynienia z nieuczciwą konkurencją. Jeżeli ta regulacja będzie dotyczyła wszystkich, wtedy będzie dobrze.

Poseł Janusz Śniadek – wystąpienie z 4 października 2016 roku 

P.CH: Nie ma obawy, że po zamknięciu sklepów wielkopowierzchniowych w niedzielę nie ucierpią pracownicy? Nikt nie straci pracy?

J.Ś: Jeszcze raz do tego wrócę. Wykazując, że nie zmaleją obroty tych sklepów to nie powinno być zwolnień. Nie będzie powodu do zmniejszania wynagrodzeń. Pieniądze przeznaczone na wynagrodzenie stanowią jakiś procent przeznaczony na to w budżecie tych firm i jeżeli nie zmaleją im obroty to ta kwota nie powinna ulec zmianie i wynagrodzenie wydaje się być niezagrożone. Powinien natomiast skrócić się ich czas pracy.

W tej chwili obserwuje się natomiast znaczny deficyt zatrudnienia. Coraz trudniej jest pozyskać pracowników. Po pierwsze bardzo nisko płatnych, a po drugie bez oferowania zatrudnienia stałego. Ciągle próbuje się forsować „śmieciówki”.

Same organizacje pracowników obecne w Sejmie deklarowały, że nie obawiają się zwolnień w związku z ustawą o wolnych niedzielach.

P.CH: Chciałbym też nawiązać do tematu podniesienia płacy minimalnej. Słyszałem głosy oburzenia ze strony osób, które zarabiają więcej niż najniższa krajowa. Zarzucają, że oni często ciężko pracując i kształcąc się musieli wywalczyć godną płacę, która teraz będzie często niemal równa najniższej krajowej. Im pensja nie zostanie podniesiona…

J.Ś: Pierwszy raz słyszę o takich protestach i takim stawianiu sprawy. Nie znam wykształconych i ciężko pracujących ludzi, którzy płace na poziomie bliskim minimalnej nazwaliby godną. Podniesienie płacy minimalnej do 2 tyś. Złotych tworzy presję płacową i rodzi szanse podwyżek także dla tych nieco lepiej zarabiających. Nie bądźmy „psem ogrodnika” co to sam nie zje i drugiemu nie da. Jeśli słyszę protesty, to raczej ze strony lobby nieuczciwych pracodawców, którzy wyzyskując pracowników osiągają duże zyski. Przypomnę, co o wysokości zarobków mówiła pewna pani na tzw. „taśmach prawdy”. Powiedziała, że tylko, … (i tutaj epitet), pracuje za 6 tysięcy złotych. (Nawiązanie do „Afery taśmowej”, a dokładniej do wypowiedzi Elżbiety Bieńkowskiej opublikowane przez tygodnik „Do Rzeczy”– przyp. red.). To pokazuje mentalność tych środowisk. Ich nie obchodzi interes Polski i pracowników, ciągle chcą kontynuować ten nieprawdopodobny wyzysk.

Dzisiaj niskie płace stają się barierą. Wpadamy w pułapkę w tzw. średniego rozwoju. Żeby temu zapobiec Polacy muszą więcej zarabiać. Dlatego jednym ze sposobów jest właśnie podniesienie pensji minimalnej oraz cały zapowiadany program polegający na budowaniu pewnych elementów stymulujących. Zachęt podatkowych dla pracodawców, którzy wynegocjują ze związkami kilkuletni program wzrostu płac. Chodzi o zwiększanie pułapu wynagrodzeń w gospodarce. O tym jeszcze w kampanii wyborczej wiele mówił Jarosław Kaczyński.

Pamiętać trzeba, że tak naprawdę siła nabywcza pracowników, społeczeństwa budowana na zasobności naszych portfeli jest głównym motorem stymulującym naszą gospodarkę. To był motor, który ratował Polskę w najcięższych latach kryzysu, a więc latach 2009-2012, kiedy Europa i cały świat pogrążały się w kryzysie.

“Dzisiaj niskie płace stają się barierą. Wpadamy w pułapkę w tzw. średniego rozwoju. Żeby temu zapobiec Polacy muszą więcej zarabiać”

P.CH: Kolejny problem na rynku pracy to umowy śmieciowe. Dużo osób apeluje o ich likwidację i zmiany w tej kwestii. Ja jednak ciekawy jestem jaki jest pomysł dla takich zawodów, jak grafik, muzyk, pisarz, aktor? Tutaj umowy na stałe raczej nie wchodzą w grę…

J.Ś: Przede wszystkim trzeba zamknąć furtkę i zlikwidować ogromną patologię, która stała się plagą.

Dodałbym jeszcze do umów śmieciowych, umowy na czas określony. Dla mnie każdą umową śmieciową jest forma zatrudnienia, która pozwala na ucieczkę przed pewnymi zabezpieczeniami i gwarancjami dawanymi pracownikom przez Kodeks Pracy.

W przypadku umów na czas określony, chodziło o krótszy okres wypowiedzenia – dwutygodniowy, bez obowiązku konsultacji oraz cały szereg innych ucieczek. Chodziło tutaj także o budowanie takiego uzależnienia i strachu u pracownika. Tak, aby czuł się on bardzo zależny i uległy pracodawcy. Budowała ona również całą grupę ludzi drugiej kategorii. Poza wieloma nieudogodnieniami w miejscu pracy wobec swojego pracodawcy, to także nie mieli często zdolności kredytowej. Nie mogli zaciągać np. długoterminowych kredytów na zakup mieszkania. Dlaczego młodzi ludzie nie chcą zakładać rodzin? Trzeba zapewnić takim osobom gwarancję i stabilne źródło utrzymania oraz posiadanie własnego mieszkania. Przy umowach na czas określony jest to niemożliwe.

To jest też polityka Prawa i Sprawiedliwości. Aby dać stabilizację i zatrzymać nieustający exodus młodych, zdolnych, pracowitych, dobrze wykształconych ludzi.

Tak więc umowy na czas określony trzeba ograniczać. Natomiast te wymienione przez Pana zawody to pewne wyjątki, tzw. wolne zawody. Właśnie po to w Kodeksie Pracy zaistniały formy specjalne, nadzwyczajne umowy zleceń, czy samodzielne działalności gospodarcze. To właśnie dla tych wyjątkowych, ale w pełni uzasadnionych sytuacji.

Skąd się ta patologia wzięła? Mówiłem o ucieczkach pracodawców. Umowy śmieciowe stały się normą w zatrudnieniu. Pracodawca tym samym unikał płacenia podatków, ZUS-u, a jeszcze do tego pracodawca dzielił się zyskiem z pracownikiem. Rzecz polegała na tym, że nie płacąc ZUS-u pracodawca czerpał korzyści, ale też oferując w takiej formie wyższe wynagrodzenie tworzył wrażenie, że pracownik lepiej zarabia. W ten sposób wiele osób było skorych do pracowania na takich warunkach. W efekcie okradano państwo i okradano nas wszystkich. Tę ogromną dziurę w ZUS-ie, która się przez to stworzyła finansuje państwo z budżetu, a więc z naszych podatków. To tak naprawdę zjadanie własnego ogona, bo ta sytuacja wróży głodowe, przyszłe emerytury, bo przecież osoby pracujące na „śmieciówce” nie dadzą rady wypracować emerytury na poziomie minimalnym. Tutaj pojawia się kolejny problem, a więc konieczność dopłaty do przyszłej emerytury, jeżeli będzie spełnione kryterium stażu. Również ta forma musi być absolutnie ucięta.

W poprzedniej kadencji zgłaszałem parę pomysłów rozwiązań patologii na rynku pracy. Jedną z najgroźniejszych obecnie patologii to praca na czarno. Do lata tego roku praca na czarno była w Polsce legalna. To paradoks, ale z całą pewnością twierdzę, że tę ustawę w sejmie Platforma Obywatelska dwukrotnie odrzucała. Głosowała za utrzymaniem stanu legalności pracy na czarno. Polegało to na tym, że istniała możliwość wręczenia pracownikowi umowy pracy na piśmie do końca pierwszej dniówki. Pracodawcy nagminnie, gdy przychodziła jakaś kontrola informowali, że pracownik jest tam pierwszy dzień w pracy. A pracownicy ten pierwszy dzień w pracy mieli tygodniami i miesiącami. To powodowało w Polsce tzw. syndrom pierwszej dniówki. Nawet Inspekcja Pracy co roku pisała o tym w swoich spostrzeżeniach i podsumowaniach postulując, aby zlikwidować taką możliwość. To była legalna praca na czarno. Paranoja.

Pierwszego września tego w życie weszła ustawa znosząca taką możliwość.

P.CH: Mówił Pan o emeryturach. Dzisiaj wielu młodych nawet nie nastawia się na możliwość, że kiedykolwiek taką otrzymają. Mówię o osobach, które teraz wchodzą na rynek pracy. Jest jakaś gwarancja, że takie osoby otrzymają emerytury?

J.Ś: Też kiedyś byłem młody i znam to spojrzenie na otaczający nas świat i rzeczywistość. Wiem, że w pewnym wieku człowiek nie myśli o emeryturze. To rodzaj młodzieńczej beztroski.

Emerytury to wynalazek Otto von Bismarcka. Wprowadzone przez niego przymusowe składki emerytalne miały ustrzec państwo przed ogromnym zobowiązaniem. Co jest alternatywą? Zniesienie emerytur w ogóle oznaczałoby, że fundujemy sobie na starość armię głodujących ludzi. Trzeba by było takich ludzi obejmować opieką społeczną. Skazani byliby na rodziny, albo na głód i bezdomność. To byłaby kompletna katastrofa. Przerażają wizja państwa.

Wszędzie w cywilizowanych państwach istnieje obowiązek składki emerytalnej. To musi być element składowy kosztów pracy. Nie ma od tego ucieczki.

W przeciwnym razie oznaczałoby to, że Państwo musi później utrzymać tego pracownika. Żaden system podatkowy tego nie wytrzyma.

To także kwestia edukacji i uświadamiania młodych ludzi, że ich jakość życia na starość będzie zależała od tego systemu. I nie mowa tutaj tylko o ich rodzicach, dziadkach, ale też o nich samych za kilkadziesiąt lat.

 

Poseł Janusz Śniadek – wystąpienie z 9 grudnia 2015 roku 

P.CH: Rząd walczy o to, aby osoby, które teraz, albo za najbliższy rok, dwa przejdą na emeryturę otrzymały godną emeryturę. Czy można być spokojnym, czy za 30 lat też będą godne emerytury? Młode osoby płacą za emerytury obecne, a kto będzie tym młodym je wypłacał?

J.Ś: To właśnie zależy od tego, czy dopuścimy do załamania systemu emerytalnego. Musimy zrobić wszystko aby do tego nie dopuścić.

Ta perfidia systemu, który wprowadziła Platforma Obywatelska polegała na tym, że podwyższając wiek emerytalny, bardzo często skazywano starsze osoby na bezrobocie. Gdy traciły pracę zmuszone były korzystać z pomocy opieki społecznej, rodziny, albo nędzę zanim dożyły wieku emerytalnego.

Rozwiązanie PIS-u mówi, że masz wybór. Jeżeli po uzyskaniu wieku emerytalnego masz czas, zdrowie i możliwości aby pracować, a pracodawca chce Cię zatrudniać to pracuj dłużej i wypracuj wyższą emeryturę.

Przejście na emeryturę powinno być prawem, a nie obowiązkiem.

P.CH: Według Prawa i Sprawiedliwości, kto chce, może pracować dłużej. To jednak rodzi problem blokowania miejsc pracy osobom młodym…

J.Ś: Z całą pewnością taki problem może się pojawić. Jednak byłbym ostrożny w wydawaniu definitywnych opinii w tej kwestii. Nie jestem przekonany, że nagminne są sytuacje, w których emeryci blokują etaty dla młodych ludzi. To jest sprawa różnych kompetencji i predyspozycji. Nie można zapominać o tzw. solidaryzmie międzypokoleniowym.

Podkreślę, że następstwem dobrej zmiany, jaka się w Polsce dokonała jest powrót do dialogu społecznego. Reaktywacja, a w zasadzie stworzenie Rady Dialogu Społecznego, gdzie partnerzy społeczni, a przede wszystkim związki zawodowe i pracodawcy prowadzą rozmowy i te sprawy uzgodnią ze sobą.

P.CH: Porozmawiajmy trochę o tematach bardziej lokalnych. Ciekawi mnie Pana zdanie w sprawie inwestycji, jaką jest Pomorska Kolej Metropolitalna. Po przegranej walce z ulewą padły bardzo nieprzyjemne oskarżenia w stronę niektórych osób…

J.Ś: To przede wszystkim jest inwestycja lokalna, samorządowa.

Oczywiście jest ona bardzo wygodna i praktyczna. Wiem, że połączenie Kartuz z Gdańskiem z pewnością stanowi wielką korzyść dla mieszkańców z tego korzystających. Unikanie korków, komfort i warunki jazdy. Duże atuty.

Inna sprawa to kwestia częstotliwości. Tutaj widzę olbrzymie mankamenty.

Jeśli chodzi o przegraną walkę z ulewą, to nie był to przecież żaden kataklizm, a nastąpiło takie rozmycie wałów, że trzeba było zamykać komunikację na półtora miesiąca. To trochę niezrozumiałe. Wały powinny być odporne na różne często bardzo niekorzystne warunki pogodowe.

Czytaj też: Stanisław Lamczyk: Nasze kolejnictwo zaczyna być dostrzegane i wyróżniane

P.CH: Niedawno w Żukowie miała miejsce konferencja .Nowoczesnej inaugurująca akcję zbierania opinii mieszkańców powiatu kartuskiego o ich potrzebach. Jak wyglądają lokalne działania Prawa i Sprawiedliwości?

J.Ś: Przygotowujemy się intensywnie do wyborów samorządowych, jakie za dwa lata.

Te przygotowania dotyczą też zmian w samej procedurze wyborczej, żeby te cuda nad urną, jakie obserwowaliśmy dwa lata temu się nie powtórzyły.

Prawda jest też taka, że na Pomorzu Prawo i Sprawiedliwość nie rządzi samodzielnie w żadnym powiecie, czy gminie. Jeżeli już to są to koalicje funkcjonujące lepiej, lub gorzej. Mam nadzieję, że w sposób na tyle satysfakcjonujący wyborców, że w kolejnych wyborach wynik będzie jeszcze korzystniejszy dla PiS.

Przypomnieć trzeba, że wybory samorządowe cieszą się swoimi prawami. Tutaj odległość między władzą, kandydatami, a samymi wyborcami jest o wiele mniejsza. Ludzie dobrze się nawzajem znają. Czasami mam takie wrażenie, że nie do końca przy tych rozstrzygnięciach wyborczych są brane pod uwagę programy i postulaty, a raczej sympatie i powiązania.

P.CH: Dziękuję za rozmowę.

Czytaj też: Konferencja .Nowoczesnej w Żukowie. Mówili o potrzebach mieszkańców powiatu

- Reklama -

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
1500
wpDiscuz