Noc, podczas której oswaja się śmierć

0
Pustonocne pieśni wykonywane przy trumnie zmarłego Fot. archiwum prywatne / E. Joskowski

Kończy się różaniec, a na dworze zapada mrok. Uczestnicy modlitwy gromadzą się nad otwartą trumną zmarłego, aby móc się z nim pożegnać, uścisnąć ostatni raz dłoń. Wokół nieboszczyka ułożone są kwiaty, a nad jego głową znajduje się prowizoryczny ołtarzyk obowiązkowo z wizerunkiem Matki Bożej. Znajomi, sąsiedzi wychodzą z domu żałobnego, zostaje rodzina – ta bliższa i dalsza oraz kilku, kilkunastu mężczyzn. To oni przez całą najbliższą noc i ranek będą śpiewać zmarłemu w jego ostatniej drodze. Zaczyna się pusta noc.

 

 

Śmierć bliskiej osoby to moment, w którym zatrzymuje się cały świat. Uczucia, jakie towarzyszą rodzinie zmarłego, nie sposób opisać temu, kto sam nie spotkał się ze śmiercią najbliższego. Kaszubi jako naród wyjątkowo mocno związany z rodziną przez pokolenia nauczył się tego, w jaki sposób oswoić się ze śmiercią osoby bliskiej, a także jak oswoić samą śmierć traktując ją jako kolejny etap, moment przejścia z życia ziemskiego do niebiańskiego. Jedną z takich „form” oswajania jest obrządek pustej nocy, która od setek lat kultywowana jest na obszarze Kaszub.

Skąd ten zwyczaj?

Starsze pokolenie Kaszubów nie wyobraża sobie pogrzebu bez obrządku pustej nocy. To tradycja tak silnie związana i utożsamiana z naszym regionem, że aż trudno uwierzyć, iż zanika. O tym wyjątkowym sposobie na oswojenie śmierci i jej powolnym obumieraniu opowiedział nam Edmund Joskowski, mieszkaniec Stążek (gmina Kartuzy), a także wieloletni śpiewak pustonocny z sianowskiej parafii.
– Pierwszą pustą noc pamięta się na całe życie – mówi Edmund Joskowski. – W moim przypadku było to w 1956 roku, a więc już 60 lat temu. Pustą noc odprawialiśmy po śmierci mojego dziadka od strony ojca, a ja miałem wtedy 12 lat. Wtedy też jeden ze śpiewaków przysiadł się do mnie i powiedział: „Chłopcze, ty będziesz jeszcze śpiewał”. Jego słowa tak zapadły mi w pamięć i tak mnie zmobilizowały, że faktycznie zacząłem zostawać na pustych nocach i w nich uczestniczyć. Dodam, że mój dziadek również był śpiewakiem – opowiada E. Joskowski.
Pustô noc to całonocne czuwanie przy trumnie zmarłego w dniu poprzedzającym jego pogrzeb. Obrządek ten ma charakter śpiewno-modlitewny i znany jest pod tą nazwą i w takiej formie jedynie na terenie Kaszub.
Ks. Jan Perszon w swojej książce pt.: Na brzegu życia i śmierci”, w której opisuje problematykę śmierci oraz związanych z nią wierzeń i obyczajów obejmujących teren Kaszub, zebrał kilka możliwości dotyczących pochodzenia obrządku pustej nocy. Nocne czuwanie nad zmarłym mogło wziąć się m.in. z dawnych obrzędowych opłakiwań słowiańskich, albo ze starożytności chrześcijańskiej, kiedy to czuwało się na modlitwie przy zmarłych. Według niektórych pusta noc wzięła się z obawy przed przemienieniem zmarłego w ducha, upiora lub wampira. Kaszubi jednak trwają w przekonaniu, że modląc się przy ciele zmarłego, naśladują po prostu pogrzeb Chrystusa.

Całonocne śpiewy przy trumnie

Pusta noc, chociaż na przestrzeni lat ulegała wielu zmianom, jak chociażby długość samego obrządku, zachowała określony porządek i schemat. Zawsze odbywa się w dzień poprzedzający pogrzeb i rozpoczyna się po skończonym różańcu. Wtedy też do domu zmarłego schodzi się grupa śpiewaków, która przez całą noc lub jej część wykonuje żałobne pieśni.

– Pustą noc zaczyna się po odprawionym różańcu. Wtedy też śpiewacy zasiadają do stołu i zaczynają śpiewać żałobne pieśni w pokoju sąsiadującym z tym, w którym spoczywa trumna ze zmarłym – opowiada Edmund Joskowski. – Dawniej pusta noc trwała całą noc, a o godzinie 5 rano obowiązkowo odśpiewywano Godzinki o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny – tłumaczy zasady obrządku.

Nad ranem, kiedy pusta noc dobiegała końca, śpiewacy gromadzili się nad trumną zmarłego i tam bezpośrednio się z nim żegnali.
– Kończąc obrządek główny śpiewak dokonywał poświęcenia zmarłego, który leżał w trumnie, a także wozu, którym zmarły miał być przetransportowany do kościoła. Ostatnie trzy pieśni wykonywane były na pożegnanie ze zmarłym. Wtedy śpiewacy stawali przy otwartej trumnie i żegnali się w ten sposób z nieboszczykiem – opowiada E. Joskowski.

Pieszym orszakiem żałobym do kościoła

Jak wspomina sianowski śpiewak, niegdyś ogromną rolę w tradycyjnej kaszubskiej ceremonii pogrzebowej odgrywał orszak żałobny, który pieszo eskortował zmarłego do najbliższego kościoła.
– Po ułożeniu trumny na wozie, ruszał uroczysty żałobny kondukt do kościoła na mszę – opowiada Edmund Joskowski. – Na czele orszaku była oczywiście trumna ze zwłokami, później śpiewacy, za nimi rodzina, potem krewni, znajomi i sąsiedzi – wspomina.

Edmund Jóskowski bierze udział w pustych nicach od 60 lat
Edmund Jóskowski bierze udział w pustych nicach od 60 lat     Fot. Karina Cierocka

Rola pustonocnych śpiewaków nie kończyła się więc na pokropieniu wodą święconą zmarłego. Brali oni udział w całych uroczystościach, aż do pogrzebu na cmentarzu.
– Oczywiście całą drogę od domu zmarłego do kościoła śpiewano żałobne pieśni, chociaż odległość wynosiła nawet kilkanaście kilometrów. Teraz wygląda to inaczej, są domy i firmy pogrzebowe z samochodami, a kondukt żałobny prowadzi najczęściej od kościoła do miejsca pochówku, czyli cmentarza. Dawniej jednak żałobnicy przechodzili przez całe wsie, a tam po drodze otrzymywali od mieszkańców poczęstunki oraz coś ciepłego do picia – opowiada sianowski śpiewak.

„Kiedy my umrzemy, to nam nie będzie miał kto śpiewać”

Ks. Jan Perszon w swojej publikacji zaznacza, że obserwuje się tendencję do skracania pustej nocy, a w rejonach uprzemysłowionych do jej praktycznej eliminacji. Autor publikacji podkreśla, że w procesie tym istotną rolę odgrywają przemiany społeczne i cywilizacyjne, choć nie sposób wykluczyć, iż wiąże się on z widocznym zniechęceniem ze strony Kościoła zwłaszcza w XX wieku.
Tezę o skracaniu pustych nocy potwierdza potwierdza Edmund Joskowski.
– Teraz już rzadko można spotkać się z całonocnym czuwaniem przy trumnie zmarłego. Najczęściej śpiewy trwają do północy, albo trochę dłużej, bo wiadomo – rano trzeba wstać do pracy. Niektóre z rodzin zapraszają śpiewaków od bardzo wczesnych godzin porannych, czyli od 3 albo 4 rano. Wszystko zależy od woli rodziny zmarłego – tłumaczy sianowski śpiewak.

Jak podkreśla nasz rozmówca, uczestnictwo w pustych nocach było zarówno szanowaną przez ogromną większość wiejskiego społeczeństwa tradycją, a także oczywistym obowiązkiem.
– Tradycję czynnego uczestnictwa w pustych nocach wynosiło się i nadal wynosi z domu – tłumaczy E. Joskowski. – Było oczywiste, że jeśli ojciec był śpiewakiem, to jego syn również nim będzie, bo już od wczesnych lat spotykał się z tym zwyczajem, obserwował go, uczył się tekstów i melodii, a na końcu uczestniczył czynnie poprzez śpiew. Oczywiście przekazywanie tej tradycji z pokolenia na pokolenie to jedna droga. Inne osoby również mogą uczestniczyć w tym obrządku i nauczyć się wykonywać żałobne pieśni – mówi.

Na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat zmianie uległ też sam stosunek do pustych nocy. Mowa tutaj nie tylko o braku dobrej woli rodziny zmarłego, ale także o podejście samych śpiewaków.
– Dawniej nikogo nie prosiło się o przyjście na pustą noc. Po prostu ostatniego dnia odprawianego różańca ogłaszało się, że pusta noc będzie trwała całą noc, a śpiewacy po prostu zostawali w domu zmarłego. Teraz niestety tego już nie ma – tłumaczy.

– Starzy śpiewacy zwykli mówić: „Kiedy my umrzemy, to nam nie będzie miał kto śpiewać”. Ale wciąż te osoby się znajdują, pomimo upływu lat. I chociaż faktycznie jest ich coraz mniej, a skład śpiewaków się nie zmienia, to tradycja wciąż jest kultywowana. Za czasów mojej młodości, kiedy przy zmarłym śpiewano całą noc, śpiewaków zawsze było co najmniej 10-15. Teraz zostało kilku – mówi Edmund Joskowski.

120 wyjątkowych pieśni

We wspomnianej wcześniej publikacji ks. Jana Perszona wylicza się, że na terenie Kaszub na pustonocny repertuar składa się około 120 pieśni, a podczas samego czuwania wykonuje się około 20 do 30 ze względu na ograniczenia czasowe. Pieśni mają charakter żałobny, pokutny. Opowiadają o męce Pańskiej, żywotach świętych oraz oczywiście Najświętszej Maryi Pannie. Do wyboru jest kilka śpiewników, nazywanych kancjonałami. Jak podkreśla nasz rozmówca, to główny śpiewak odpowiedzialny jest za ich odpowiedni dobór.

– Sam dobór pieśni zależy od śpiewaków oraz głównego prowadzącego śpiew. Wszystko zależało do tego, ile jest czasu oraz jakie pieśni wykonywano na poprzednich pustych nocach, aby nie śpiewać wciąż tego samego. Dawniej przyjęło się, aby zawsze zaczynać od pieśni maryjnej „Tyś, któraś piękna”, a później, jeśli ktoś był członkiem róży różańcowej, była „Pieśń Różańcowa”, następnie „Do Szkaplerza”, „Do św. Józefa” oraz „Do św. Barbary” i Św. Jana”. Jeżeli pusta noc trwała przez całą noc, to gdzieś w okolicach 2, albo 3 rano odśpiewywano „Żywot Świętej Barbary”. Jest to bardzo wyjątkowa pieśń – św. Barbara jest patronką umarłych i dobrej śmierci, jest też dość długa, bo trwa ponad godzinę – opowiada sianowski śpiewak.

Jedne Kaszuby, różne puste noce

Pusta noc na Kaszubach przybiera różne formy. Z innymi pieśniami spotkać można się w Kościerzynie, Bytowie, Luzinie a nawet w pobliskich Sierakowicach, czy Pomieczynie. Jak wspomina Edmund Joskowski z zupełnie inną formą tego obrządku spotkał się w Swarzewie (powiat pucki).

– W tamtejszej parafii mówiono wszystkie tajemnice różańca, a wówczas było ich trzy, a po każdej dziesiątce odśpiewywano pieśń. Zrobiło to na mnie wtedy bardzo duże i pozytywne wrażenie, tym bardziej, że śpiewniki leżały w kościele i każdy mógł je wziąć i dołączyć do śpiewu, który kończył się gdzieś koło godziny 2. Wtedy jechało się do domu zmarłego, gdzie dobywał się poczęstunek dla śpiewających – mówi E. Joskowski.

Dwa światy: doczesny i wieczny

Pusta noc to tradycja mająca w sobie coś, co dla obcych może być przerażające. Całonocne obcowanie ze zmarłym, przebywanie z nim w jednym pokoju, bądź obok, dotykanie go, a nawet rozmawianie z nim może być przez wielu uznawane ze wręcz dziwne, nienaturalne. Dla Kaszubów jest to jednak jeden z najważniejszych elementów związanych z uroczystościami pogrzebowymi. Moment, w którym ścierają się ze sobą dwa światy: ten doczesny – ziemski i ten pośmiertny – wieczny.
Czy za kolejnych kilkanaście lat będzie komu śpiewać puste noce? To zależy tylko od nas samych.

Dodaj komentarz

avatar
1500