„Jednym z trudniejszych zadań lekarzy jest kończyć leczyć…”

0

„Każdy z nas pamięta twarze i oczy ludzi, którym mówił rzeczy dramatyczne…” – to tylko fragment wypowiedzi Pawła Witkowskiego, ordynatora kartuskiego SOR-u, który na łamach „Głosu Kaszub” opowiada o największym wyzwaniu, z jakim mają do czynienia lekarze, czyli informowaniu o śmierci. Jak medycy radzą sobie z tymi sytuacjami? W jaki sposób takie zdarzenia wpływają na nich?

 

Jak mówi Paweł Witkowski, ordynator kartuskiego SOR-u kwestia mierzenia się lekarzy ze śmiercią pacjenta to bardzo trudny temat.

– Dla medycyny śmierć jest czymś naturalnym. W którymś momencie kończy się coś, co nazywamy leczeniem. W pewnej chwili nasze działania nie przynoszą efektu i jak powiedział kiedyś pewien słynny onkolog, jednym z trudniejszych zadań lekarzy jest kończyć leczyć – mówi P. Witkowski. – W którymś momencie bowiem dochodzimy do ściany, gdzie już nasze działania pogarszają komfort życia pacjenta, jego stan, a nie poprawiają. Ten etap naprawdę jest dla doktora sporym wyzwaniem. Jest to dla nas wyzwanie powiedziałbym natury etyczno-moralnej i bardzo trudny moment w relacjach pacjent – lekarz, czy też lekarz – rodzina. My rozumiemy to, że rodzina pacjenta nie jest w stanie tego zaakceptować, bo często lekarze mają problem z akceptacją tego faktu, że człowiek po prostu umiera – wyjaśnia P. Witkowski.

Ordynator SOR-u zwraca uwagę na to, że we współczesnej kulturze zapomina się o tym, że śmierć jest tak naprawdę normalnym etapem kończącym życie człowieka. Społeczeństwo przestało jednak o tym mówić i się do tego przyzwyczajać.

– Zespoły pogotowia ratunkowego spotykają się z tym. Ktoś z rodziny pacjenta uważa jednak, że jeszcze coś jest do zrobienia. Trudno jest więc przekazać taką informację, z czego sobie wszyscy zdajemy sprawę. Na naszym oddziale zupełnie niedawno była taka sytuacja, gdzie pacjentka w stanie terminalnym, umierająca była poddawana presji rodziny, żeby coś robić – kontynuuje P. Witkowski. – Medycyna mówiła jednak, że już nic więcej nie da się dla tej osoby zrobić. Trzeba wówczas zapewnić pacjentce coś takiego, co my nazywamy godnym umieraniem, czyli taką bardzo szeroko pojętą terapię paliatywną, czyli terapię przeciwbólową, ale także terapię psychologiczną – tłumaczy ordynator.

Jak twierdzi lekarz, takie wsparcie konieczne jest ze wszystkich stron. Sprawa sięga znacznie głębiej, niż tylko do kwestii medycznych. Samo słowo „śmierć” wywołuje pewne odepchnięcie. W kulturze XXI wieku, w kulturze sukcesu i pędu za czymś zapominamy, że gdzieś na końcu życia jest śmierć.

– Przypomniała mi się taka sytuacja, jak moja koleżanka oprowadzała kiedyś dzieci po urzędzie gminy, gdzie mieści się też urząd stanu cywilnego. Dzieci zapytały, co w tym miejscu się robi. Usłyszały odpowiedzi, że w tym miejscu rejestruje się śluby i urodziny niemowląt. Jedna z obecnych tam pań powiedziała jednak, że tutaj przychodzi się też, jak ktoś umrze. Nagle zapadła cisza. Po chwili ktoś powiedział, żeby nie mówić nic więcej o tym dzieciom – mówi ordynator.

  1. Witkowski przekonuje, że jest to pewnego rodzaju mentalne odepchnięcie od siebie tego problemu. Nie zawsze tego typu myślenie jest dobre dla pacjenta, w którego przypadku medycyna nie może już nic zdziałać.

– Ja zawsze pytam pacjenta, czy lepiej dla chorych jest, jak się ich ciągle gdzieś przenosi czy przekłada na szpitalnych salach, jeśli medycyna nic już nie może zrobić, czy może lepiej, jeśli ten czas spędzą z rodziną, z najbliższymi. Mówię tutaj o sytuacjach, kiedy leczenie nie przynosi już oczekiwanych efektów. Medycyna bowiem, jak każda wiedza, ma swoje ograniczenia. Nie jesteśmy cudotwórcami – przekonuje ordynator SOR-u.

Lekarze, jak przyznaje Paweł Witkowski, również poszukują odpowiedzi na pytanie w różnego rodzaju źródłach, czy literaturze, jak rozmawiać z pacjentem o śmierci. Nie jest to bowiem łatwy temat. Pojawiające się na rynku publikacje dotyczące relacji lekarza z pacjentem również nawiązują do tej tematyki.

– Medycyna oczywiście zawsze ma coś do zaoferowania pacjentowi, czy to opiekę, czy też terapię paliatywną. Staramy się ciągle doszkalać i staramy się też zrozumieć pacjentów i rodzinę, gdyż nie jest to prosta informacja w przypadku osoby, którą cała rodzina kocha lub która jest czyimś bliskim. Nagła informacja, że za chwilę tego człowieka nie będzie, jest czymś dramatycznym – twierdzi P. Witkowski. – Pamiętam artykuł w regionalnych mediach, który był może dla nas dość napastliwy, zależy oczywiście, jak kto go odebrał. Ja jako szef SOR-u odebrałem go ze zrozumieniem, bo ja rozumiem to, że ktoś staje w obliczu dramatu. My rozmawiamy z pacjentem, który jest chory, który znalazł się w obliczu śmierci. Wówczas nie oczekuje się od niego, że on się będzie do nas uśmiechał, czy że będzie dla nas miły bo sam nie wiem, jak ja bym się zachował w takiej sytuacji – przywołuje P. Witkowski,

Problem zrozumienia jest bardzo szeroki. Człowiek wypiera taką informację, szuka winnych, są to naturalne mechanizmy obronne. Często padają w społeczeństwie pytania, co było przyczyną śmierci danej osoby? Czy było to jakieś zaniedbanie, czy może ktoś jest winny? Śmierć jest jednak normalnym końcem naszego życia.

– Nie wyobrażam sobie lekarza, który wtedy, kiedy byłoby coś do zrobienia powiedziałby „nie”. Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Każdy dylemat będzie rozstrzygany na korzyść pacjenta, będziemy go leczyć dopóki jest możliwe leczenie, ale dopóki to leczenie nie przynosi więcej szkody i bólu dla tej osoby. Czym więcej jednak media będą o tym mówić, tym więcej wywoła to może zrozumienia w społeczeństwie i takiej chwili zastanowienia się – argumentuje lekarz.

Nie można zapomnieć także roli, jaką odgrywają w ostatnich dniach, czy chwilach życia osoby duchowne. Nasz rozmówca podkreśla, że księża są również ważnym wsparciem dla rodzin w przypadku perspektywy odejścia kogoś bliskiego.

– Często przyjeżdżam do pacjentów, którzy są obłożenie chorzy i staram się z rodziną rozmawiać, przygotowywać ich w delikatny sposób na to, że śmierć przyjdzie w którymś momencie. Ostatnio mieliśmy też taką serie rozmów z księżmi, bo to też jest jakiś etap w katolickim społeczeństwie. To również jest partner do rozmowy, pełniący olbrzymią funkcję o znaczeniu religijnym. Często odsyłamy rodziny umierających pacjentów do przedstawicieli tej instytucji – mówi ordynator.

Czy lekarzom z wieloletnim stażem łatwiej jest radzić sobie z takimi sytuacjami? Jak wyjaśnia ordynator SOR-u, lekarz w trakcie nabywania doświadczenia zawodowego, nabywa również doświadczenia w rozmowie z pacjentem. Nie można jednak powiedzieć, że z czasem tego typu sytuacja nie odbijają się w żaden sposób na lekarzu.

– Każdy z nas pamięta twarze i oczy ludzi, którym mówił rzeczy dramatyczne. Niech pan sobie wyobrazi sytuację, że po 5 godzinach walki o życie człowieka, wychodzi pan z sali i mówi jego rodzinie, że się nie udało. Ja pamiętam takiego mężczyznę, który wstał i powiedział: „panie doktorze, ja mam 50 lat. To był mój jedyny syn.” To są rzeczy, które w nas zapadają na wiele lat i na pewno nie jesteśmy w stanie założyć zbroi, która oddzieli nas od tego, co ta osoba czuje. Zawsze mówię młodym lekarzom, którzy tutaj się kształcą, żeby postępowali z pacjentami tak, jakby to była ich rodzina, jakby to była na przykład ich matka. Trzeba jednak znaleźć granicę, bo lekarz musi być przede wszystkim profesjonalistą. Nie można załamać rąk i powiedzieć: „O Jezu…” bo wtedy nie pomoże się drugiemu człowiekowi. Gwarantuję jednak, że każdy z nas wracając do swojego gabinetu to wszystko przeżywa – przekonuje lekarz.

Mówi się, że to jest trudny zawód. Nie dlatego, że ta praca jest trudna, tylko dlatego, że potem trzeba się zmierzyć z samym sobą. P. Witkowski twierdzi, że nie można w tym przypadku nauczyć się zupełnego odizolowania się, tak jak gdy komuś popsuje się komputer, to trzeba go wyrzucić.

– Nigdy tak nie traktujemy pacjentów. Ludzie często mają takie wrażenie, że my jesteśmy jakby zupełnie od tego odizolowani, bo w kontakcie ze śmiercią czy ze szczęściem lekarz musi być profesjonalistą. To tak, jakby policjant zamiast gonić przestępcę zaczął rozpaczać nad tym, co się stało i ile pieniędzy zostało ukradzionych. Ta refleksja przychodzi później. Nie chcę wartościować śmierci, bo nie ma znaczenia to, czy umiera 90-letnia babcia czy 9-letnie dziecko, ale żal jest olbrzymi, kiedy spotykamy się ze śmiercią nieuzasadnioną. Jeśli ktoś ma 90 lat, to jego bliscy mentalnie powinni się przygotować do tego, że życie tej osoby się skończy. Jeśli jednak umrze 9-latek, to później trzeba rodzinie przekazać dramatyczną wiadomość. Staramy się rozmawiać z psychologami, czytać książki. Na pewno rozmowa z biegiem lat przychodzi łatwiej, jednak z czasem nawarstwiają się tysiące takich przypadków i potem to się na nas odbija. Bardzo często przychodzą do nas młodzi ludzie, którzy chcieliby zostać lekarzami i pytają się nas, czy dadzą sobie radę z patrzeniem na zwłoki bądź krew. Odpowiadam im zawsze, że to nie jest żaden problem w medycynie. Najtrudniejsza jest nauka patrzenia w oczy ludziom. Na tym polega trudność w tym zawodzie, bycie człowiekiem kiedy wymaganie jest od nas działanie, a ogrom nieszczęścia jest dramatyczny – dodaje Paweł Witkowski.

Dodaj komentarz

avatar
1500