O trwającym Wielkim Poście, przygotowaniach do Światowych Dni Młodzieży, inwestycjach parafialnych oraz zapowiedzianej przez rząd PiS likwidacji gimnazjów z księdzem kanonikiem dr Ryszardem Różyckim, proboszczem parafii św. Kazimierza w Kartuzach rozmawia Karina Cierocka

 

Karina Cierocka: Trwa wielki post, Kościół katolicki wzywa swoich wiernych w tym czasie do modlitwy, postu i jałmużny. Pytanie, czy współczesnemu człowiekowi post, jakikolwiek jest potrzebny? Czy człowiek w XXI wieku odczuwa potrzebę postu.

Ks. Ryszard Różycki: Wydaje mi się, że pytania są dwa. Czy człowiek odczuwa taką potrzebę – to jedna rzecz, a czym innym jest kwestia, czy potrzebuje postu. Być może nie odczuwa, bo żyjemy w takim społeczeństwie, które nastawione jest na konsumpcjonizm, na posiadanie, na korzystanie z życia. Codziennie reklamy podpowiadają nam, że możemy więcej, lepiej, pełniej. Możemy więc nie odczuwać potrzeby postu, chyba że ktoś przeżyje coś takiego, co byśmy nazwali przesyceniem. Tak, jak kiedy człowiek za dużo zje – mówimy czasami o obżarstwie – wtedy czujemy potrzebę odpoczynku. W tym kontekście może zrodzić się potrzeba postu.

Post w najgłębszym swoim sensie sięga tego, aby człowiek, rezygnując z czegoś, co jest dobre, zrobił komuś, albo czemuś więcej miejsca w swoim sercu i w swoim życiu. Zamysł jest taki, abyśmy upraszczając swój posiłek, mogli zauważyć potrzeby biednych. Ludzi, którzy może na ten posiłek nie mają środków, którzy żyją o wiele prościej na co dzień, jeśli chodzi o konsumpcję, a może po prostu cierpią głód. Taką potrzebę, aby zrobić komuś lub czemuś więcej miejsca w swoim sercu i w swoim życiu na pewno ma każdy. A każdy chrześcijanin ma jeszcze dodatkowy motyw religijny, bo zaproszony jest przez samego Jezusa, przez Kościół, by pościł i czynił pokutę.

Post w najgłębszym swoim sensie sięga tego, aby człowiek, rezygnując z czegoś, co jest dobre, zrobił komuś, albo czemuś więcej miejsca w swoim sercu
i w swoim życiu

 K.C: Czy nie jest tak, że wierni podchodzą do Wielkiego Postu przez pryzmat samego siebie? Idea dostrzegania w tym czasie drugiego człowieka odeszła na bok. Kilka lat temu na jednym z kazań powiedział ksiądz, że wielki post to nie dieta cud. Trudno jednak nie dostrzec, że wielu wiernych, zwłaszcza młodych, właśnie tak traktuje ten czas.

R.R: Możemy zatracić religijny charakter wielkiego postu i możne zdarzyć, że dieta służąca jakości mojego życia, mojego zdrowia, mojej sylwetce, mojemu wyglądowi, może zastąpić post rozumiany religijnie. I jeśli jest taki „post” pozbawiony jest otwartości na drugiego człowieka i nie jest uświęcony otwartością na Pana Boga, nie ma nic wspólnego z poszczeniem w sensie religijnym. Więc na pewno wielki post nie jest dietą cud.

K.C: Poza wyrzeczeniami i umartwieniem, nieodzownym elementami Wielkiego Postu są rekolekcje. Czy parafianie tłumnie uczestniczą w rekolekcjach wielkopostnych?

R.R: Nawet jeśli zwykle rekolekcje rozpoczynamy w niedzielę, aby wyjść z propozycją do jak najszerszej liczby naszych wiernych, maksymalnie do całej wspólnoty, która gromadzi się na niedzielnej Mszy Świętej, to na swój sposób rekolekcje coraz bardziej stają się taką propozycją dla elitarnej grupy. Tak próbuję kształtować życie parafialne we wspólnocie św. Kazimierza, aby rekolekcje były zawsze na początku, czy to Wielkiego Postu, czy Adwentu, żeby były takim dobrym startem w ten czas, który przez nas ma być lepiej przeżyty, przygotowując do świętowania tajemnic wiary.

W tym roku – Roku Miłosierdzia, oprócz tych tradycyjnych wezwań, jakimi są modlitwa, post i jałmużna, oprócz tradycyjnej propozycji rekolekcji, Kościół przypomina nam jeszcze, abyśmy na nowo uwagę zwrócili na to, co w Katechizmie zostało zdefiniowane jako „Uczynki miłosierdzia co do duszy i co do ciała”. One mają nam pomóc zrozumieć, że tylko miłosierni, czyli tacy, co potrafią zainteresować się potrzebami drugiego człowieka i je dostrzegają, potrafią się w nie zaangażować i wyjść im naprzeciw z taką miłością, która jest nie tylko dzieleniem z tego, co mi zbywa, ale czasami z zaangażowaniem wiążącym się z naszą ofiarą, miłosierdzia dostąpią.

Jeśli chodzi o udział w rekolekcjach, to jest to zawsze – na swój sposób – propozycja elitarna. Są pewnie stali uczestnicy co roku, ale bywa, że jeśli rekolekcjonista kogoś porwie na pierwszym spotkaniu, to mogą pojawić się na rekolekcjach także ci, którzy nie zawsze biorą w nich udział. Jest to zawsze jakaś szansa dla parafialnej wspólnoty.

Żeby umożliwić maksymalny udział w rekolekcjach proponujemy również, oprócz nauk tradycyjnie związanych z codzienna mszą św., więc o 6.15, 8.30 i 18.00, także naukę wieczorną o godz. 20.00. Przeznaczona jest dla tych wszystkich, którzy później wracają z pracy, czy chcieliby się wieczorem wymienić opieką na dziećmi tak, aby maksymalnie wszyscy mogli skorzystać z rekolekcji. Takie też bez wątpienia jest zadanie duszpasterza, aby przy zmieniającej się sytuacji życiowej parafian, odkrywać nowe potrzeby i stwarzać możliwości wiernym uczestnictwa w życiu religijnym zgodnie z ich sytuacja życia i rytmem pracy zawodowej.

K.C: Czyli jest to także poniekąd kwestia znalezienia dobrego rekolekcjonisty.

R.R: Jest to zawsze wielki trud – znaleźć dobrego rekolekcjonistę. Takiego, który umiałby zainteresować i poprowadzić wiernych. Tym bardziej, że dzisiaj umiejętność skupienia się ludzi na rozmyślaniu i rozważaniu jest coraz mniejsza. W ogóle maleje nam zdolność skupienia. Ja uparcie powtarzam, że największym wrogiem kaznodziei i każdego rekolekcjonisty jest pilot do telewizora. Pilot daje taką możliwość, że jeśli się czymś troszeczkę znudzę, to mogę od razu zmienić kanał, których wachlarz jest bardzo duży. Natomiast kaznodziei, rekolekcjonisty nie da się zmienić, więc musi mówić na tle ciekawie, by słuchacz się nie znudził, aby mógł pójść za tym, co rekolekcjonista proponuje w swojej nauce. Taka umiejętność przekazu w dzisiejszym świecie jest bardzo ważna.

dzisiaj umiejętność skupienia
się ludzi na rozmyślaniu
i rozważaniu jest coraz mniejsza

K.C: Rok 2016 to rok Światowych Dni Młodzieży w Krakowie. Diecezja pelplińska, a więc także kartuskie parafie przygotowują się do tego wydarzenia już od 2014 r. W styczniu Kartuzy odwiedziła młodzież z diecezji Blois we Francji. Wiadomo także, że odwiedzą Kaszuby w ramach „Dni w diecezji”. To spore wyzwanie logistyczne dla parafii i parafian.

R.R: Światowe Dni Młodzieży są dla nas dużym wyzwaniem, bowiem nie możemy powiedzieć, że Światowe Dni Młodzieży z 1991 roku, które odbywały się w Częstochowie za pontyfikatu Jana Pawła II, były dla nas jakąś próbą generalną, bo organizowane były w zupełnie innych warunkach i okolicznościach. Jest to zatem wydarzenie, do którego nie można przygotować się przez wcześniejsze ćwiczenia i próby, więc od razu będzie premiera.

Mieliśmy wizytę osób odpowiedzialnych za organizację Światowych Dni Młodzieży w diecezji Blois we Francji. Było to troje młodych ludzi z jednym Polakiem, który był tłumaczem. Spotkanie było bardzo ciekawe, bo po pierwsze mieliśmy na swój sposób szansę skonfrontować to, co chcielibyśmy im zaproponować, z ich własnymi oczekiwaniami. Jestem przekonany, że to, co chcemy im pokazać z bogactwa życia najpierw religijnego, ale także bogactwa życia regionalnego – czym są Kaszuby, ale także historia Polski i regionu związana chociażby z niedalekim Gdańskiem, Pelplinem, czy Malborkiem, wszystko to będzie dla nich z ogromną korzyścią.

Jestem przekonany o tym, że ich pobyt tutaj będzie pobytem ubogacającym w wartości ludzkie, edukacyjne, jak i wartości religijne.

Dla rodzin z naszej parafii, które będą przyjmowały gości z Blois, będzie to także oczywiście duże wyzwanie, bo bez wątpienia tutaj nie ma problemu gościnności, bo Kaszuby przecież z niej słyną i na pewno chętnie młodzież spotka się młodzieżą w swoich domach. Barierą jest oczywiście język. Na szczęście w Kartuzach jest sporo osób znających język francuski, bowiem liceum na Klasztornej słynie z dobrego poziomu nauki tego języka. Drugim językiem komunikacji jest także język angielski. W tym przypadku również nie brakuje osób, które dość dobrze, w stopniu komunikatywnym porozumiewają się w tym języku. Potem oczywiście pozostaje najbardziej dostępnym nam wszystkim język miłości, rąk, gestów, słów, min i grymasów, więc na pewno się dogadamy – o to jestem spokojny.

K.C: Na czym polega idea „Dni w diecezji”?

R.R: Każda diecezja przygotowuje możliwość pobytu dla gości, którzy przybywają na Światowe Dni Młodzieży. Jest to także możliwość zapoznania się ze specyfiką i polskiego Kościoła i czym jest Polska. Chodzi nam przede wszystkim o tych gości, którzy przybywają z daleka, żeby przez przygotowania i ten kilkudniowy pobyt w diecezji przed samymi Światowymi Dniami Młodzieży w Krakowie, przeżyć także to, co nazywamy wspólnotą wiary w mniejszym kręgu. „Dni w diecezji” służą na pewno zapoznaniu się z kulturą, historią Polski, z jej codziennością, ale przede wszystkim mają wymiar religijny. Chodzi o dzielenie się wiarą, o pokazanie tego, jak polska młodzież próbuje kroczyć za Chrystusem i poznawać Go jako Drogę, Prawdę i Życie. Ma to być wzajemna wymiana i ubogacenie. Nie jesteśmy nastawieni tylko na to, żeby dawać nasze świadectwo wiary. Nasza młodzież pragnie także od młodych, którzy przybędą w zdecydowanej większości z powodów religijnych, nauczyć się ich sposobu przeżywania wiary w Chrystusa – taka jest bowiem idea Światowych Dni Młodzieży w ogólności.

„Dni w diecezji” służą na pewno zapoznaniu się z kulturą, historią Polski, z jej codziennością,
ale przede wszystkim mają wymiar religijny

Oczywiście te diecezje, które są bliżej Krakowa będą przeżywały większy nawał, bo z logistycznego punktu widzenia ludzie pragną pojechać tam, gdzie mogą uniknąć dalekich podróży wewnątrz kraju. My na północy może będziemy mieli mniejsze obłożenie, ale ufamy, że uda nam się tych, którzy zdecydują się przyjechać tutaj, należycie ugościć i spełnić te zadania, które stawiamy sobie jako cel i na swój sposób zaspokoić także ich oczekiwania.

K.C: Od 2003 roku konsekwentnie rewitalizuje Ksiądz kościół św. Kazimierza. Przez te lata udało się odrestaurować zarówno wnętrze kościoła, jak i jego elewację. Kolejnym krokiem jest renowacja i rozbudowa organów.

R.R: Kwestia rozbudowy i remontu organów jest troską parafian i moją już od dwóch, trzech lat, ponieważ sprawa samych organów zawsze jest sprawą kosztowną i długoterminową. Idea przyświecająca mi w podejmowaniu decyzji o ich renowacji jest taka, by próbować maksymalnie zachować dziedzictwo, które otrzymaliśmy od poprzednich pokoleń. Nawet jeśli nasze organy nie są instrumentem szczególnie starym historycznie, bo pochodzą z lat 60 minionego wieku, ale zostały zbudowane przez miejscowym mistrzów: pana Rudi Plenikowskiego i Józef Adamczyk, którzy w strukturach starej diecezji chełmińskiej, a także  pelplińskiej zapisali się nie tylko jako restauratorzy, ale również konstruktorzy instrumentów, których nikt nie musi się wstydzić. Dlatego też bardzo zależy mi na tym, aby te prace – które są bardzo poważną inwestycją, bo wiążą się z rozbudową organów naszego kościoła z 8. głosów może nawet do 24. – były pracami, które będą maksymalnie bazowały na tym, co pozostawili po sobie mistrzowie.

Nasza myśl jest taka, aby prace wykonywał pan Stanisław Gostkowski z Sulęczyna, który jest uczniem pana Rudiego Plenikowskiego, więc na swój sposób uczeń będzie rozbudowywał dzieło swojego nauczyciela.

Organy zostały zbudowane w latach 60-tych XX wieku – by zastąpić całkowicie zniszczony instrument z dawnego kościoła protestanckiego –  na potrzeby kościoła szkolnego, jakim był kościół św. Kazimierza wtedy, kiedy należał do parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, a więc za czasów ks. kanonika Franciszka Żura. Dzisiaj kościół pełni rolę kościoła parafialnego, więc są też inne potrzeby. Idea rozbudowy organów ma służyć jeszcze lepszemu udziałowi muzyki organowej  w liturgii, ale oczywiście też myślę o tym, aby nasz kościół mógł stać się także jakąś alternatywą dla organizacji koncertów organowych w naszym mieście.

K.C: Gotuje się konkurencja dla Letnich Koncertów Organowych Kolegiaty?

R.R: Raczej ubogacenie propozycji, którą miasto może dać tym wszystkim, którzy lubią słuchać muzyki poważnej w tym muzyki organowej. W tym kontekście myślę, że nasz kościół kiedyś może organizować na przykład zimowe koncerty organowe. W naszej kolegiacie są letnie koncerty, ich tradycja jest czcigodna i godna pielęgnowania i nie myślę, abyśmy konkurowali ze sobą. Chodzi mi raczej o ubogacenie możliwość zorganizowania koncertu organowego w kościele, który ma ładne drewniane sklepienie, przez co jego akustyka też jest inna, niż kościoła kolegiackiego. Kościół – jako instytucja – zawsze był mecenasem sztuki, więc w tym kontekście nasza inwestycja ma też służyć szerzej, nie tylko pięknu liturgii i dobru parafian, ale również dobru kultury muzycznej, które na pewno warto pielęgnować i w które warto inwestować.

K.C: Kiedy parafianie będą mogli posłuchać brzmienia nowych organów?

R.R: Prace trwają i są w fazie daleko posuniętych przygotowań. Nie chciałbym jednak wyznaczać konkretnej daty, aby później nie tłumaczyć się poślizgów. Ufam, że jeśli uda nam się rozpocząć renowację jeszcze w tym roku, to w przyszłym powinniśmy ją zakończyć. Widomo, że na pewno będzie ona realizowana etapami.

Jeśli chodzi o zmianę wyglądu naszych organów, to powiększeniu ulegnie prospekt, ale nie na tyle, aby była to zmiana radykalnie widoczna. Jego poszerzenie jest konieczne, ale na pewno nie odbędzie się do kosztem zajęcia większej powierzchni chóru. Myślimy o powiększeniu długości 1,5 do 2 m.

K.C: Parafia wychodzi także naprzeciw potrzebom swoich parafian. W biurze parafialnym można skorzystać z porad prawnika oraz pani z biura rachunkowego, celem pomocy w przygotowaniu PIT-ów. Skąd pomysł na zorganizowanie takiej właśnie akcji przez parafię?

R.R: Potrzeba jest matką wynalazków, a życie rodzi nowe potrzeby. Muszę uczciwie przyznać, że zarówno pomoc prawna, która jest już drugi rok duszpasterski, jak i teraz nowa pomoc przy rozliczeniu PIT-ów, to jest propozycja, która wyszła od samych zainteresowanych. Zgłosił się do mnie młody prawnik, który przeprowadził się tutaj z Gdyni, że jest gotów służyć taką pomocą, bowiem w swojej poprzedniej parafii robił to samo. Natomiast w tym roku w czasie kolędy jedna z moich parafianek, która pracuje w biurze rachunkowym, wyszła z taką propozycją, że jest gotowa w soboty do końca kwietnia, kiedy trzeba rozliczyć się z PIT-ów, taką pomocą służyć, także jeśli chodzi o przekazanie 1% na organizacje pożytku publicznego, zwłaszcza z uwzględnieniem wszystkich organizacji charytatywnych, którym patronuje Kościół.

K.C: Chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze jedną kwestię, która budzi wiele kontrowersji w ostatnich miesiącach, a mianowicie na pomysł likwidacji gimnazjów. Nowy rząd zapowiedział, że pragnie „wygasić” te placówki, a to oznaczałoby także likwidację Katolickiego Gimnazjum im. Jana Pawła II funkcjonującego przez parafii św. Kazimierza.

R.R: Rozpoczynaliśmy z liceum, teraz mamy gimnazjum. W perspektywie mamy także rozbudowę budynku, aby utworzyć szkołę podstawową. Więc jak sami widzimy szkoła jest to żywy organizm, podlegający pewnym wewnętrznym przemianom. Zapewne opinii na temat istnienia, czy likwidacji gimnazjów jest tyle, ilu jest ludzi. Co innego mówi młodzież, co innego mówią nauczyciele, co innego jeszcze mówią rodzice. Doskonale wiemy, że ten okres między 13. a 16. rokiem życia to jest okres tzw. burzy hormonów i na pewno kwestie wychowawcze są tutaj szalenie ważne. Dlatego także troska rodziców o to, aby ich dzieci maksymalnie bezpiecznie przeszły przez ten okres jest oczywiście zrozumiała.

Nauczyciele protestują, bo między innymi na prosty sposób boją się o swoje miejsca pracy i to też należy zrozumieć. Doskonale jednak wiemy, że dzieci i młodzież pozostaną, więc to nie jest do końca tak, że nagle pozostaną bez pracy. Być może będą musieli się przekwalifikować, zmienić miejsce pracy. Ale nadal nauczyciel w swojej roli będzie potrzebny.

Jestem przekonany, że ci, którzy odpowiedzialni są za proces edukacji także w rządzie PiS-u są może bardziej skłonni słuchać tego, co mówi lud

Patrząc z naszego punktu widzenia, a więc diecezji pelplińskiej jako organu prowadzącego szkoły, mogę powiedzieć, że cieszymy się dobrymi wynikami nauczania uczniów naszego gimnazjum. Cieszymy się również, że w związku tym, że są to małe klasy, a szkoła nie jest specjalnie liczna, łatwiej jest nam też towarzyszyć młodzieży w okresie dorastania i bronić ją przed pomyłkami i różnymi złymi decyzjami. W tym kontekście z pewnością ciężko byłoby nam zrezygnować z prowadzenia tego typu placówki.

Jestem przekonany, że ci, którzy odpowiedzialni są za proces edukacji także w rządzie PiS-u są może bardziej skłonni słuchać tego, co mówi lud. Wiemy, że przy obowiązku szkolnym dla 6-latków tysiące podpisów rodziców zostały wyrzucone do kosza za poprzedniej ekipy rządzącej. Ufam więc, że obecny rząd posłucha wszystkich racji i znajdzie takie rozwiązanie, które będzie satysfakcjonowało wszystkie strony zainteresowane. Ale przede wszystkim musi to służyć prawdziwej edukacji i wychowaniu młodego pokolenia.

Jeżeli zajdzie taka potrzeba, to z pewnością będziemy się adaptować do zmian w szkolnictwie i postaramy się wyjść naprzeciw nowym decyzjom i pomysłom, zarówno młodzieży, rodzicom, jak i ministerstwa.

K.C: Dziękuję za rozmowę.

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

avatar
1500