O tym dlaczego nie potrafimy wspólnie świętować 11 listopada, współczesnych wymiarach patriotyzmu, Józefie Piłsudskim, który jechał czerwonym tramwajem i wysiadł na przystanku “Niepodległość” oraz działalności Kaszubsko-Pomorskiego Oddziału Związku Piłsudczyków RP w Kartuzach z majorem Tomaszem Kocentem, prezesem oddziału rozmawia Karina Cierocka.

Karina Cierocka: Zbliża się jedno z największych polskich świąt państwowych – rocznica odzyskania niepodległości. Święto, które powinno łączyć wszystkich Polaków, a jednak coraz bardziej nas dzieli. Dlaczego nie potrafimy wspólnie cieszyć się z 11 listopada?

Major Związku Piłsudczyków Tomasz Kocent: 11 listopada jest datą symboliczną, czyli datą przekazania władzy wojskowej Józefowi Piłsudskiemu, przez Radę Regencyjną. Jako ciekawostkę można dodać, że kilka dni temu przypadała 100 rocznica „Aktu 5 listopada”, gdzie już dwa lata wcześniej bo w 1916 roku, ogłoszono przywrócenie Królestwa Polskiego. Dwóch z trzech zaborców, czyli Niemcy i Austro-Węgry, po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat wyłamało się z sojuszu milczenia w sprawie polskiej. Zrobiono to oczywiście w celu pozyskania rekruta ale kwestia Polski została umiędzynarodowiona i od tej pory rozpoczął się proces polityczny, który doprowadził do 11.11.1918r.
Wracając do pytania, żeby było jasne – patriotyzm nigdy nie będzie wolny od polityki, a hasła oderwijmy się od polityki, idźmy w jedną stronę są albo naiwne albo cyniczne.
Ja wywodzę się z Okręgu Gdyńskiego Związku Piłsudczyków. Gdynia jest przykładem takiego zdrowego patriotyzmu tego dnia, gdzie w marszu biorą udział parlamentarzyści z różnych partii, potrafią ze sobą rozmawiać, uśmiechać się do siebie. Oprócz tego widać, że taki duch II Rzeczpospolitej w Gdyni jest wciąż obecny. Także w Gdańsku parada niepodległościowa ma charakter bardzo otwarty. Tego dnia ramię w ramię idą politycy, kibice, organizacje od lewa do prawa i są po prostu razem.
Warszawa jednak od paru lat pokazuje coś zupełnie innego – konflikt. Mam swoją teorię, co do przyczyn takiego stanu rzeczy. Moim zdaniem wina niestety leży po stronie władz państwowych oraz władz samej stolicy. W pewnym momencie zaniedbano organizację tego święta. Nie chodzi o obwinianie konkretnej strony, tylko faktem jest, że to święto w formie parady, czy marszu według mojej wiedzy nie było obchodzone.

K.C: Jednak w pewnym momencie ówczesny Prezydent RP Bronisław Komorowski wyszedł z inicjatywą marszu prezydenckiego „Razem dla Niepodległej”.

T.K: Dobrze, że zauważyła Pani w pewnym momencie. To miała być swoista alternatywa dla Marszu Niepodległości organizowanego przez środowiska narodowe. Tu właśnie leży wina od strony decydentów, którzy przez tak wiele lat nie potrafili zorganizować wspólnych marszów, jak inne miasta wojewódzkie. Być może wtedy Marsz Niepodległości dałoby się włączyć w główne obchody, albo byłby wydarzeniem mniejszym, towarzyszącym.
Dzisiaj widzimy tylko to, że jest Marsz Niepodległości, jest zadyma, po drugiej stronie barykady są, np. anarchiści i lewacy, gdzieś tam się ścierają ze sobą. Jednak z czegoś to wynika.
Ja oceniam Marsz Niepodległości jako odpowiedź na brak wspólnego celebrowania tego święta. Wiemy, że z tym wydarzeniem związane są przede wszystkim środowiska narodowe, ale tak naprawdę należy im się ukłon za to, że potrafili zorganizować tak duże wydarzenie. To jest oddolna inicjatywa, nie była przez jedną, czy drugą stronę dzisiejszego konfliktu politycznego, sterowana, czy finansowana.

K.C: Czy jest jednak szansa na takie zjednoczenie ponad podziałami? Ciężko nie zauważyć, że obecnie jako naród jesteśmy bardzo skonfliktowani, co odzwierciedla chociażby właśnie ilość marszy w Warszawie. Marszy środowisk, które powiedzmy sobie wprost – za sobą nie przepadają.

T.K: Konflikt typowo polityczny to jest jedno, czyli podział na jedną i drugą stronę, który w tej chwili się pogłębia. Jeśli mamy bieżące działania, to spór, konkurencja, jest czymś nieodzownym, zarówno na arenie politycznej, jak i w warunkach np. rynkowych. Ale w naszym przypadku, to przerodziło się w konflikt na zasadach „nie bierzemy jeńców”. Wydaje mi się, że już w pewnym momencie przekroczyliśmy tę granicę i staje się on niebezpieczny dla państwa.
Jednak sam podział Polaków sięga praktycznie do czasów Konstytucji 3 Maja i nawet dalej, kiedy mieliśmy podział na „Familię”, która pragnęła reform ale także czerpała bezkrytycznie ze wzorców zachodnich oraz „Konfederację”, która okopywała się na swoim, tylko polskim terenie. I ten podział jest w nas do dzisiaj, chociaż minęły setki lat. Mógłby być budujący i przynieść Polsce wiele korzyści, jeżeli byłby dobrze zarządzany. Jednak nie jest i efekt mamy zupełnie odwrotny.
Jest szansa, by to się zmieniło, jak najbardziej, ale czas upływa. Jak powiedział Jan Paweł II: Wolność nie jest nam dana, ale zadana. Teraz pokazujemy, jak z tego zadania się wywiązujemy. Jesteśmy młodą demokracją i wciąż się uczymy, a ta sytuacja pokazuje m.in. fakt, że mamy sporo do nadrobienia. Zwłaszcza, że chociażby sytuacja geopolityczna jest i wciąż staje się coraz bardziej nieciekawa.

K.C: Niepodległość ma twarz Piłsudskiego. Chciałabym się także odnieść do współczesnego postrzegania postaci Piłsudskiego. Nie ma Pan wrażenia, że dzisiaj odbiera się marszałka inaczej, aniżeli wskazują na to fakty historyczne?

T.K: Żeby zrozumieć samą postać marszałka trzeba sięgnąć do korzeni jego rodu. Piłsudski wywodził się z Wileńszczyzny, a jego ród był bardzo znamienitym, skoligaconym, z tymi najważniejszymi na Litwie, jak chociażby Radziwiłłami. Jego przodkowie brali także czynny udział przy podpisywaniu Unii w Horodle pomiędzy Polską a Litwą w XV w. Można więc powiedzieć, że ta „dusza” Wielkiego Księstwa Litewskiego, odegrała w Marszałku ogromną rolę. Poza tym wychowanie, bardzo patriotyczne, które odebrał głównie od swojej matki, Marii z Billewiczów Piłsudskiej, czyli miłość do Ojczyzny, a z drugiej strony postrzeganie wroga w ówczesnej Rosji. Był zamieszany w zamach na rosyjskiego cara Aleksandra III, za co został zesłany na Syberię. Po powrocie szukał swojej drogi politycznej, a raczej środka do realizacji celu jakim zawsze dla niego była Niepodległa Polska. Piłsudski przyglądał się Lidze Narodowej, która jednak stawiała na popularne, ówcześnie hasła pracy organicznej, w czym źle się odnajdywał i ostatecznie wybrał PPS. Tam widział możliwość aktywnego działania. Poza tym miał świadomość, że ruch socjalistyczny ma charakter międzynarodowy, dochodzi do głosu w różnych częściach Europy i tutaj spostrzegł możliwość na pokazanie sprawy polskiej, polskiej niepodległości na arenie międzynarodowej. Odsyłam tu do świetnej pozycji Stanisława Cata-Mackiewicza „Klucz do Piłsudskiego”. Gdy ta formuła się dla niego wyczerpała poszedł w kierunku Związku Walki Czynnej (ZWC) i współpracy z Austro-Węgrami, w celu utworzenia polskiego wojska. Wszystko zgodnie ze swoją zasadą „romantyzm celów pozytywizm środków”.
W II RP z kolei, z jednej strony popierał bardziej lewicowego prezydenta – Gabriela Narutowicza ale na premiera powołał związanego z prawicą Ignacego Jana Paderewskiego. Był zręcznym politykiem i starał się działać ponad podziałami. Zgodnie z racją stanu.
Dlatego mówienie dzisiaj, że np. był socjalistą jest trochę nietrafione. To były jedynie narzędzia. Sam powiadał, że jechał czerwonym tramwajem i wysiadł na przystanku „Niepodległość”.

K.C: Jak jako piłsudczyk odniesie się Pan do stwierdzenia, że Jarosław Kaczyński dziś jest jak, albo chce być jak Józef Piłsudski w okresie II Rzeczpospolitej. Nadużycie, czy zasłużone porównanie?

T.K: Pozwoli Pani, że nie będę dokonywał tak bezpośrednich ocen, konkretnych osób, z dzisiejszej sceny politycznej. Mogę tylko powiedzieć, że im więcej polityków, będzie czerpało z dorobku politycznego i myśli Marszałka oraz naśladowało go chociażby w bezgranicznym i bezinteresownym poświęceniu dla Ojczyzny tym lepiej dla Polski. Przy czym dobre rzeczy można czerpać zarówno z Piłsudskiego, jak i np. z Dmowskiego. Na tych dobrych powinniśmy się skupiać.

K.C: Porozmawiajmy teraz o Związku Piłsudczyków RP. Szkolenie strzelectwa w Garczynie, a teraz starania o pomnik Marszałka oraz skwer im. 66 Kaszubskiego Pułku Piechoty w Kartuzach. Jako młoda organizacja, bo działająca na terenie powiatu dopiero od września, działacie aktywnie od samego początku. Skąd pomysły na właśnie taką aktywizację?

T.K: Mamy sporo pomysłów, bo sporo ciekawych osób mamy w naszym gronie. To jest po prostu naturalna kolej rzeczy. Dużo pomysłów, zarówno moich jako inicjatora, jak też innych, którzy zaangażowani są w związek od początku, kumulowało się od samego zawiązania piłsudczyków w Kartuzach.
Jeżeli mówimy o konkretnych inicjatywach, to faktycznie zaczęliśmy od pomnika, bo już w lipcu, jeszcze będąc w trakcie organizacji, wraz z Kazimierzem Sochą-Borzestowskim (obecnym wiceprezesem) udaliśmy się w tej sprawie do burmistrza Mieczysława Grzegorza Gołuńskiego. Wtedy także przedstawiliśmy włodarzowi nasz plan, aby w parku koło poczty w Kartuzach powstał skwer 66 Kaszubskiego Pułku Piechoty im. Józefa Piłsudskiego, a w nim znalazł się pomnik marszałka. Już wówczas spotkaliśmy się z pozytywną reakcją i aprobatą burmistrza.
Później nastąpiło uroczyste powołanie związku w Kartuzach 15 września, a po nim udało nam się zrealizować pierwsze szkolenie strzeleckie w Garczynie 1 października.

K.C: Opowiada Pan o działaniach, które skupiają się wokół Kartuz. Czy pragniecie Państwo rozszerzyć swoje działania na cały powiat?

T.K: Zaczęliśmy działać w Kartuzach, ale członkami związku są osoby z całego powiatu kartuskiego, a także z powiatów ościennych, czyli kościerskiego, bytowskiego, starogardzkiego, czy słupskiego. Oddział jest podstawową jednostką i aby go zawiązać musi go tworzyć minimum 10 członków, następną jest okręg, który do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje 30 osób, co na tę chwilę wydaje się być już dla nas osiągalne.
Wracając do samych Kartuz – stąd jesteśmy, więc tutaj zaczęliśmy tworzyć nasze inicjatywy. Urodziny marszałka 5 grudnia, w tym roku będziemy obchodzić w Kartuzach, a w przyszłym – w Kościerzynie. Jeżeli chodzi o sam powiat to chcemy współpracować np. ze szkołami, jak Gimnazjum w Sierakowicach im. Marszałka Józefa Piłsudskiego. Mieliśmy już zaszczyt gościć na inauguracji związku poczet sztandarowy z tej szkoły. Tam również obecny będzie nasz wiceprezes, 10 listopada w dzień święta szkoły. Zwłaszcza z tego typu placówkami mamy zamiar ścisłej współpracy o charakterze edukacyjnym i patriotycznym, również z klasami mundurowymi, na naszym terenie. To także łączy się z naszą ofertą szkolenia strzeleckiego, bo chociaż odbywało się w Garczynie w powiecie kościerskim, to większość uczestników była z powiatu kartuskiego: Somonina, Mezowa, Dzierżążna, Kiełpina i Kartuz.
Docelowo będziemy przeprowadzać nabór do szkolenia wojskowego.

K.C: Jakie kolejne działania czekają Kaszubsko-Pomorski Oddział Piłsudczyków RP w Kartuzach? Już we wrześniu wspominali Państwo o zbiórce żywności dla Polaków mieszkających na Kresach.

T.K: W grudniu czeka nas zbiórka żywności dla Polaków mieszkających na Kresach. Jest to pomysł zaczerpnięty od naszych kolegów, aż spod Chojnic, z miejscowości Męcikał, żołnierzy z grupy rekonstrukcyjnej Gryfa Pomorskiego, których część wstąpiła również do naszego oddziału. Oni już kilkakrotnie u siebie organizowali takie akcje z powodzeniem w Chojnicach, więc postanowiliśmy przenieść tego typu działanie na nasz grunt.
11 grudnia, w niedzielę, będziemy przeprowadzać zbiórkę przed kościołem pw. św. Kazimierza w Kartuzach, przed i po mszach Świętych. Mówimy tutaj o żywności, która posiada dłuższy termin przydatności, a więc mąki, makarony, cukier. Ale przede wszystkim zależy nam na konserwach mięsnych, bo z doświadczenia wynika, że na właśnie tego typu produkty jest największe zapotrzebowanie.
Na początku, pilotażowo zaczynamy od jednego kościoła w Kartuzach, a później mamy nadzieję realizować akcję, również w innych parafiach.
Oczywiście cała zbiórka odbędzie się przy naszej obecności, będziemy wtedy w pełnym umundurowaniu, jesteśmy także w stałym kontakcie z innymi grupami rekonstrukcyjnymi. Chcemy więc żeby wyglądało to także ciekawie i atrakcyjnie.
Warto wspomnieć, że akcję będziemy realizować dwa razy do roku, czyli przed Bożym Narodzeniem i przed Wielkanocą. Jest to skoordynowane działanie na terenie całego kraju. Jako włączający się w tę inicjatywę jesteśmy także przydzieleni do konkretnych kresowych terenów, to znaczy północna część naszego kraju gromadzi żywność dla Polaków mieszkających na Litwie, część środkowa działa dla Białorusi, a południowa – Ukrainy.
Poza tym czeka nas jeszcze jedna ważna dla nas uroczystość, czyli 5 grudnia wspomniana już 149 rocznica urodzin marszałka Józefa Piłsudskiego. Wówczas odbędzie się także wyjątkowa Msza św. w kościele pw. św Kazimierza, w intencji Ojczyzny, na którą za Państwa pośrednictwem, pozwolę sobie zaprosić wszystkich chętnych. Wtedy także będzie okazja m.in. do wręczenia pierwszych, honorowych stopni związkowych naszym członkom. Spodziewamy się też wizyty kogoś z Zarządu Krajowego Związku. Oczywiście będziemy obecni na uroczystościach miejskich w Kartuzach z Okazji Święta Niepodległości 11.11., popołudniu natomiast planujemy udać się do Kościerzyny.
Bardziej długofalowe działania skupiają się wokół utworzenia skweru i pomnika. Otrzymaliśmy już z Urzędu Miejskiego w Kartuzach akceptację nadania imienia 66 Kaszubskiego Pułku PIechoty im. Marszałka Józefa Piłsudskiego, skwerowi w okolicach poczty i czekamy na konsultacje z radnymi. Mamy już projekt pomnika, który został przedstawiony publicznie na ostatniej Sesji Rady Miejskiej w Kartuzach przez Kazimierza Sochę-Borzestowskiego. Sam Komitet Budowy Pomnika został powołany jeszcze we wrześniu. Teraz czekamy tylko na zielone światło ze strony władz, aby móc zacząć gromadzić środki pieniężne na ten cel. Planujemy, aby w 2018 roku, czyli na 100 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, uroczyście odsłonić pomnik. Mamy także rezerwową datę, czyli rok 2020 – 100 rocznica przyłączenia Kaszub do macierzy.
Oprócz tego nasze działania skupiają się na szkoleniu wojskowym, w ramach Polskiej Organizacji Wojskowej Związku Piłsudczyków RP (POW-ZPRP), które być może docelowo, będą łączyły się z powoływaną właśnie Obroną Terytorialną. Trzeba jednak spełniać tam konkretne wymogi. Tak czy inaczej jeśli nie cała organizacja, to pojedynczy uczestnicy szkolenia będą lepiej przygotowani do wstąpienia w szeregi OT. Warto także zaznaczyć, że oprócz samego szkolenia militarnego ogromną rolę odgrywa wychowanie patriotyczne. Obecnie jesteśmy po dwóch takich spotkaniach, 01.10. strzelanie w Garczynie i 28.10 szkolenie teoretyczne w remizie OSP Dzierżązno. W tym miejscu dziękuję komendantowi Bartłomiejowi Kalkowskiemu, za udostępnienie sali. Jest to przykład takiej dobrej i myślę, że naturalnej lokalnej współpracy, którą zamierzamy z obu stron kontynuować, a sami druhowie są również zainteresowani szkoleniem wojskowym. Komendantem szkolenia wojskowego POW-ZPRP na naszym terenie jest Kamil Mieloszyk. Mamy ludzi z wiedzą i praktyką w tym temacie i będziemy korzystali również z doraźnych usług innych profesjonalistów. Następne szkolenie strzeleckie 26.11. w sobotę w Garczynie o g. 11:00, dodam, że w miejscu historycznym, w którym strzelectwa uczyły się chociażby córki Józefa Piłsudskiego, jest to także element edukacyjny.
Zapraszamy tutaj chętnych, z tym że na chwilę obecną mamy ograniczoną ilość miejsc, więc im szybciej tym lepiej.

K.C: Jedną z misji Związku Piłsudczyków RP jest współdziałanie w patriotycznym wychowaniu młodzieży i przygotowanie jej do żołnierskiej służby Ojczyźnie. Są to także szkolenia strzeleckie, a tutaj nasuwa się kwestia dostępności do broni osób młodych, jak się Pan do tego odniesie?

T.K: Na pewno jest to kwestia świadomości obywateli. Stany Zjednoczone są tutaj dobrym przykładem, gdzie mamy dostęp do broni i co jakiś czas dzieją się takie, a nie inne sytuacje, tragedie. Z drugiej strony mamy Kanadę, która również ma dość liberalne podejście, co do posiadania broni, a tam do takich sytuacji praktycznie nie dochodzi. Ja nie jestem zwolennikiem nieograniczonego dostępu do broni, ale z drugiej strony obecne, bardzo ograniczone również nie jest czymś dobrym. Otrzymanie w Polsce pozwolenia na broń jest bardzo ciężką sprawą, wymagania są wygórowane, również droga formalna jest lekko to ujmując niezrozumiała.
W kontekście samego szkolenia wojskowego, to dostępność do broni powinna być liberalizowana. To również jest kwestia samego zaufania do społeczeństwa. Broń nie musi się także znajdować w mieszkaniu każdego z nas. Chociażby w przypadku Obrony Terytorialnej jest pomysł, aby składować broń w Komendach Powiatowych Policji.
My oczywiście korzystamy z broni, która dostępna jest na strzelnicy, a szkolenia odbywane są pod okiem instruktora. Oprócz tego będziemy korzystali np. z karabinów na kule plastikowe, żeby nauczyć obcowania z bronią, również np. w warunkach zabudowy miejskiej. Do tego wszystkiego, również wyposażenia w sprzęt i umundurowanie, potrzebne są oczywiście pieniądze, te z kolei będziemy zdobywać poprzez dotacje ale zachęcam też osoby prywatne do wsparcia. Oczywiście sporo realizujemy we własnym zakresie.

K.C: Dziękuję za rozmowę.

Związek Piłsudczyków RP Oddział Kaszubsko- Pomorski w Kartuzach zaprasza na kolejne spotkanie szkoleniowe w ra- mach Polskiej Organizacji Wojskowej Związku Piłsudczyków RP. Szkolenie odbędzie się 26 listopada br o godz. 11. w Garczynie. W miarę możliwości zapewnimy dojazd w obie strony.

Chętnych prosimy o kontakt:

Tomasz Kocent, tel. 664465531, e-mail: doc.grisz@wp.pl
Kazimierz Socha-Borzestowski, tel. 607943006, e-mail: kazimierz574@wp.pl
Mirosław Paczoska, tel. 500189185, e-mail: stolemy@wp.pl

Wywiad ukazał się w wersji papierowej “Głosu Kaszub” 8 listopada 2016 r.

Dodaj komentarz

avatar
1500