T. Belgrau: Okazało się, że Mieczysław Grzegorz Gołuński jest człowiekiem bez honoru (CAŁY WYWIAD)

3
Fot. archiwum

Było to chyba najgłośniejsze odwołanie w powiecie kartuskim od ostatnich kilku lat. Tomasz Belgrau, po paru miesiącach od utraty stanowiska wiceburmistrza gminy Kartuzy, w rozmowie z Piotrem Chistowskim komentuje decyzję burmistrza Mieczysława Grzegorza Gołuńskiego, a także mówi o planach na przyszłość i potrzebach zmian w gminie Kartuzy.

Piotr Chistowski: Minęło już trochę czasu od Pana odwołania z Urzędu Miejskiego w Kartuzach. Zatrudnieni zostali nowi wiceburmistrzowie. Skomentuje Pan tę decyzję burmistrza?

Tomasz Belgrau: Warto wrócić do momentu, kiedy zostałem zwolniony i wtedy odnieść się do tego, co ma dzisiaj miejsce. Myślę, że nie wszyscy mieszkańcy wiedzą, jak to było. Warto więc uświadomić, jaka jest prawdziwa historia mojego odwołania.
Od samego początku moje relacje z burmistrzem nie układały się najlepiej. Nie mogliśmy więc uniknąć mniejszych, czy większych konfliktów. To napięcie między nami przez te półtora roku stale rosło.
Już samo umiejscowienie biura zastępcy burmistrza w dużej odległości od biura samego burmistrza, było co najmniej zagadkowe. Przy biurze włodarza natomiast został umiejscowiony sekretarz Kartuz. To bardzo ciekawa sprawa, że osoba odpowiedzialna za organizację pracy urzędu, czy współpracę z Biurem Rady, rezyduje tuż obok burmistrza, gdzie powinien znajdować się jego zastępca. Pamiętajmy, że sekretarz ma za zadanie organizować i koordynować pracę urzędu i dbać o odpowiednie relacje z Biurem Rady. Tutaj natomiast w jakiś dziwny sposób przekształciła się jego rola w coś więcej. Do tej pory pełni zadania nienależące do jego kompetencji. To burzy porządek organizacyjny.
Od samego początku widziałem, że ta forma współpracy burmistrza ze mną jest nieprawidłowa. Bardzo szybko zauważyłem, że ten Pan nie chce ze mną współpracować.
Ciekawe jest też to, co jest ostatecznym powodem mojego odwołania – tak naprawdę powodu nie było. Bo nie wiem, czy to, co się stało, można nazwać powodem. Radny, Tadeusz Belgrau nota bene mój brat udzielił wywiadu w którym skrytykował pewne działania burmistrza i urzędu. To „ugryzło” włodarza, który zażądał ode mnie odniesienia się do tej sprawy. Dla mnie jest to absurd. To nie ja udzielałem tych odpowiedzi w wywiadzie, a to ode mnie zażądał sprostowania. Zaproponowałem więc burmistrzowi, aby zaprosił do urzędu Tadeusza by ten sprostował swoje wypowiedzi. Niestety burmistrz tej formy nie przyjął. Zażądał ode mnie sprostowania na piśmie wywiadu brata, czego oczywiście nie zrobiłem. Po pierwsze dlatego, że się z tym poleceniem nie zgadzałem, a po drugie po prostu nie miałem czasu. Był to okres spotkań sołeckich w gminie, a brałem udział we wszystkich z nich. Miałem więc wiele pracy. Aby było łatwiej zaproponowałem przeprowadzenie wywiadu w ramach sprostowania. Włodarz jednak nie wyraził na to swojej zgody. Ponownie powiedział „nie”. Zakomunikował mi wtedy, że jeżeli tego nie zrobię, to się rozstaniemy. Zaraz potem absurdalnie dodał, że „ jest to polecenie służbowe!” Odpowiedziałem, że to szantaż, a nie polecenie służbowe. Minęło trochę czasu, a ja pisma zażądanego przez burmistrza nie wystosowałem, za co odwołał mnie ze stanowiska. Decyzję przyjąłem, bo uznałem, że z tą osobą najzwyczajniej nie da się współpracować.
Natomiast wracając do decyzji o powołaniu dwóch nowych wiceburmistrzów, to z pewnością jest wielkim zaskoczeniem. Tym bardziej, że sam Mieczysław Gołuński przyznał, że zastępcy są w ogóle niepotrzebni. Nawet jeden był mu ciężarem i ponoć spowalniał pracę i decyzje urzędu, a teraz mamy dwóch nowych. Okazuje się więc, że burmistrz kłamał, albo sam nie wie, co ma robić.
Do personaliów nie chcę się odnosić. Przypomnę jednak moje wystąpienie na pożegnalnej sesji Rady Miejskiej. Podkreśliłem tam, że pracownicy urzędu są bardzo mocno obciążeni pracą po redukcji urzędników, jakiej dokonał burmistrz. Najwięcej obowiązków spoczywa na barkach kierowników. Teraz dwóch z nich zostało wiceburmistrzami. Tym samym „dołożono im” obowiązków. Nadmiar pracy i reprezentowanie gminy nie pozwoli na zachowanie dotychczasowego poziomu w wykonywaniu powierzonych zadań. Obawiam się, że poziom zostanie obniżony. To bardzo niezrozumiała decyzja burmistrza.

Czytaj też: „Sylwia Biankowska i Wojciech Jaworowski nowymi wiceburmistrzami Kartuz”

P.CH: Wspomina Pan pożegnalną sesję Rady Miejskiej. Kto w końcu Pana na tę sesję zaprosił? Burmistrz, czy Rada? Panowie zresztą minęliście się na tym spotkaniu i nie mieliście okazji nawet być w tym samym pomieszczeniu w tym samym czasie…

T.B: Panie redaktorze, burmistrz doskonale wiedział o tym, że radni chcą mnie pożegnać podczas wrześniowej sesji. Robił wszystko, abym się na niej nie pojawił, a tym samym nie doszło do oficjalnego pożegnania mojej osoby. Chciał, aby rada wycofała się z tego pomysłu. Rajcowie postawili jednak na swoim, bo nasze relacje i współpraca przez ten czas układały się bardzo dobrze i wyrazili chęć pożegnania się ze mną.
Natomiast sam fakt nie pojawienia się burmistrza na moim pożegnaniu świadczy o jego braku kultury i szacunku do mojej osoby, do funkcji zastępcy burmistrza, ale przede wszystkim braku szacunku do mieszkańców, którzy za moją sprawą oddali na pana Gołuńskiego swój cenny głos. Te głosy sprawiły, że został wybrany na stanowisko burmistrza Kartuz.

Już samo umiejscowienie biura zastępcy burmistrza w dużej odległości od biura samego burmistrza było co najmniej zagadkowe.
Przy biurze włodarza natomiast został umiejscowiony sekretarz kartuz.
to bardzo ciekawa sprawa

P.CH: Mówił Pan wielokrotnie o dżentelmeńskiej umowie, która została zawarta po pierwszej turze wyborów. Udzielił Pan wtedy poparcia Mieczysławowi Grzegorzowi Gołuńskiemu. Czy z perspektywy czasu, nie żałuje Pan, że zawarł Pan ten umowę, udzielił poparcia i zgodził się zostać wiceburmistrzem?

T.B: Nie żałuję, że zgodziłem się zostać wiceburmistrzem. Już o tym wspominałem wielokrotnie. Praca w samorządzie jest moją pasją. Chcę tę pasję realizować w moim życiu.
Okazało się, że Mieczysław Grzegorz Gołuński jest człowiekiem bez honoru. Chcąc zostać burmistrzem prosił mnie i mój komitet o wsparcie. Zapukał do drzwi mojego domu i zawarł dżentelmeńską umowę w obecności części członków komitetu. Zawarł umowę, której następnie nie dotrzymał. Jako komitet udzieliliśmy mu poparcia, ale tylko dlatego, że nie widzieliśmy też większych szans na dobrą współpracę z byłą burmistrz i kontrkandydatką w II turze wyborów. Widzieliśmy więc szansę dialogu z Panem Gołuńskim. On niestety zachował się bardzo nie fair. Podczas naszego spotkania ustaliliśmy pewne zasady tej umowy. Nie jest tajemnicą, że jednym z warunków udzielenia poparcia, było powołanie mnie na stanowisko wiceburmistrza po ewentualnie wygranych wyborach i to, że zajmę się obszarami, które w naszym odczuciu najbardziej wymagały świeżego spojrzenia. Pan Gołuński na wszystkie te warunki się zgodził. Mija półtora roku i zrywa naszą umowę.
Nie zapominajmy, że umowy dżentelmeńskie, także te ustne, są zobowiązujące i mają status prawny. Niestety pan Gołuński nas oszukał.

P.CH: Półtora roku temu przyjmując powołanie na wiceburmistrza miał Pan na pewno jakieś wyobrażenie tej pracy. Rzeczywistość okazała się zgodna z tym wyobrażeniem?

T.B: Liczyłem na to, że będzie współpraca. Zawsze uważałem, że dialog jest podstawą do tego, aby mogło dojść do pozytywnych zmian. Potrzebne są rozmowy z fachowcami i ekspertami. Niezbędny jest też dialog z samymi mieszkańcami.
Tego dzisiaj nie ma. Nie ma rozmów z fachowcami, których nie trzeba daleko szukać. Są m.in. w samej Radzie Miejskiej. Wiele zasiadających tam osób ma bogate doświadczenie zawodowe i samorządowe. Mają pojęcie i wiedzę, jak gmina powinna wyglądać i co należy zmienić. Burmistrz jednak z nimi nie rozmawia. Nie słucha ich i narzuca swój styl.
Dialog był, ale pomiędzy mną, jako wiceburmistrzem, a radnymi. Niestety często dochodziło do tego, że burmistrz nie chciał przekazać pełnej wiedzy, a radni nie mieli pewności, czy zagłosować „za”, czy „przeciw”. Wielokrotnie głosowali „za” jakimś projektem, nie mając pełnej wiedzy na jego temat. Nie powinno tak być. To bardzo niepokojące zjawisko.

P.CH: Ruszyła budowa dworca, otwarta została obwodnica, trwa rewitalizacja Rynku… Jak skomentuje Pan inwestycje, działania, wykonane na tym półmetku kadencji?

T.B: Trzeba się tutaj cofnąć do poprzedniej kadencji. Wiele zadań zostało zainicjowanych za Pani Mirosławy Lehman.
Jeżeli chodzi o rewitalizację Kartuz, to przygotowania trwały przynajmniej przez rok ostatniej kadencji. Te działania są dzisiaj po prostu kontynuowane i rozszerzane. Projekt rewitalizacji to mnóstwo spędzonych godzin z wieloma zaangażowanymi w przygotowania do jej realizacji ludźmi. Podkreślę tutaj, że część pomysłów, zostało zainicjowanych przez zespół, którym miałem przyjemność zarządzać przez ostatni rok. Natomiast mówiąc o dworcu i całym węźle integracyjnym, to jest to inwestycja od dawna oczekiwana. Dobrze, że wreszcie ruszyła.
Inaczej rzecz się ma do inwestycji Urzędu Marszałkowskiego, otwartego I etapu Obwodnicy Kartuz. Oczywiście pięknie ona wygląda i jest poniekąd bardzo użyteczna, ale dopóki nie będzie II etapu, to nie będzie spełniała swojego głównego celu. Ubolewam, że ten temat do tej pory nie został oficjalnie podjęty pod rozwagę. Należy bezwzględnie podjąć rozmowy zmierzające do realizacji budowy II etapu. Ważne, że jest gotowa dokumentacja o uwarunkowaniach środowiskowych. Jest do dyspozycji burmistrza i rady od kilku lat. Musimy zacząć działać. Mam wrażenie, że z jakiegoś powodu ten temat odstawiony został przez burmistrza na boczny tor. To dziwne, bo przecież stanowi priorytet w kwestii odkorkowania miasta.

P.CH: Obwodnica to jedno, a druga duża inwestycja drogowa to ul. Chmieleńska…

T.B: Byłem zaskoczony informacją, którą usłyszałem na jednej ze sesji, że teraz zajmować się będziemy ul. Chmieleńską, która w zamyśle ma zostać wykonana w ramach „schetynówek”.
Ewidentnie odstawiamy na boczny tor II etap budowy obwodnicy. Oczywiście tamten odcinek jest ważny i potrzebny, ale powinniśmy się skupiać na najważniejszych zadaniach drogowych, czyli obwodnicy.
Co ciekawe, cała rada bywa co rusz zaskakiwana takimi decyzjami, które nie są z nimi wcześniej konsultowane. Nagle proponuje się prace nad takim projektem, a wcześniej nie było żadnych rozmów na ten temat. Przecież to radni są współodpowiedzialni za finanse gminy.

Należy bezwzględnie podjąć rozmowy zmierzające do realizacji budowy II etapu. Ważne, że jest gotowa dokumentacja o uwarunkowaniach środowiskowych. Jest do dyspozycji burmistrza
i rady od kilku lat

P.CH: Jak już jesteśmy w temacie priorytetów dla miasta. Jak wygląda sytuacja prac nad kartuskimi jeziorami?

T.B: W ostatnim czasie odbyło się kilkanaście spotkań w tej sprawie. Część z nich dotyczyła problemu jeziora Karczemnego, a konkretniej uregulowania problemu własnościowego. Wiemy, że linia brzegowa została już ustalona, więc jest szansa na pozytywny finał całej sprawy. Wspomnę, że niestety nie uczestniczyłem i nie zostałem zaproszony na żadne spotkanie z obecnym właścicielem jeziora. Zawsze otrzymywałem tylko informację, że nie istnieje możliwość porozumienia się z tym właścicielem, ale nikt poza burmistrzem i paroma osobami z urzędu z tym Panem nie rozmawiał.
Pomijając ten problem, myślę, że jesteśmy na dobrej drodze do oczyszczenia tych jezior. Metoda, którą chcieliśmy zaproponować, polegać ma na zainstalowaniu generatora fal elektromagnetycznych z dozowaniem bio-bakterii, a więc jest to bardzo ekologiczna forma. Mogłaby ona spowodować w krótkim czasie ich oczyszczenie. Na potwierdzenie tych słów, zachęcam do zaczerpnięcia głębszych informacji, jak działa ta metoda. Sprawdziła się już w wielu miejscach w całej Polsce. Nie rozumiem, dlaczego w tej chwili stoimy w miejscu oraz dlaczego radni nie mają żadnej wiedzy na ten temat. Z jakiegoś powodu burmistrz nie przekazuje tych informacji, a przecież dla mieszkańców Kartuz i gminy, jest to sprawa niezwykle istotna.
W wrześniu został złożony wniosek do Urzędu Marszałkowskiego, gdzie ubiegaliśmy się o program pilotażowy, który mógłby rozpocząć się jeszcze w tym roku. Nie mam wiedzy, jak sprawa wygląda teraz, niemniej jednak wszystko wskazywało dotychczas, że jest duża szansa na dofinansowanie i przystąpienie do programu.

P.CH: Nie sposób nie zapytać także o fundusz sołecki. Wspomniał Pan, że uczestniczył we wszystkich spotkaniach sołeckich w tym roku…

T.B: Od początku optowałem za większymi środkami dla terenów wiejskich. Cały czas mówimy o zrównoważonym rozwoju naszej gminy.
Niestety były olbrzymie różnice w wydatkowaniu gminnego budżetu z naciskiem na miasto. Cieszę się, że udało się to zmienić. Nie jest to może jeszcze ten poziom, jaki życzyli by sobie mieszkańcy terenów wiejskich, ale z pewnością można mówić o pozytywnym impulsie.
W poprzedniej kadencji na rozwój wsi miał wpływ Kartuski Program Rozwoju Obszarów Wiejskich. Być może na tamten okres było to dobre rozwiązanie, jednak teraz niezbędne wręcz było wprowadzenie funduszu sołeckiego. Choć dziwię się, że gmina nie przystąpiła do niego od razu, gdy pojawiła się ustawa.
Obecnie z działań, w których mieszkańcy mogą decydować o tym, jak zostaną wydane pieniądze, zupełnie wykluczone jest miasto. Mam nadzieję, że czas bardzo szybko wyłoni rady osiedlowe. One są nieodzowne w tak dużym mieście, jak Kartuzy. Myślę, że ten czas nastąpi i zarówno rady osiedlowe, jak i budżet obywatelski powstaną.
Mieszkańcy chcą decydować i trzeba dać im prawo głosu.
Brakuje nam obecnie polityki, która skierowana byłaby na wizję rozwoju miasta i wsi – programu na przyszłe lata.

P.CH: Jest szansa w przyszłości na dobrą współpracę na linii Tomasz Belgrau – Mieczysław Grzegorz Gołuński?

T.B: Bardzo trudne pytanie, panie redaktorze. Niestety muszę przyznać, że poznałem pana burmistrza, będąc Jego zastępcą przez półtora roku i stwierdzam, że ma taką cechę, która nie pozwala na dobrą współpracę. Nie potrafi korzystać z opinii osób trzecich. Nigdy nie zapytał mnie, co ja bym zrobił, jak ja bym się zachował. Pan Gołuński chce zarządzać sam. Nie potrafi współpracować i nie jest człowiekiem otwartym na dialog. Analogicznie patrząc, to czy firma jest w dobrej formie zależy zwykle od więcej niż jednej osoby. Trzeba umieć współpracować, a tym bardziej kiedy zarządza się środkami publicznymi. Tej osobowości nie uda się zmienić. Stracił w oczach wielu mieszkańców zaufanie i honor.

P.CH: Tomasz Belgrau kandydatem na Burmistrza Kartuz za 2 lata?

T.B: Być może.

P.CH: Dziękuję za rozmowę.

Czytaj też: „Oficjalne oświadczenie Tomasza Belgrau w sprawie zwolnienia ze stanowiska”

Wywiad ukazał się w papierowym wydaniu tygodnika “Głos Kaszub” 22 listopada.

3
Dodaj komentarz

avatar
1500
3 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
3 Comment authors
JustynalllllNowa Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Nowa
Gość
Nowa

Czekam z niecirpliwoscia do jutra Brawo da pna Tomasza Belgraua

lllll
Gość
lllll

Pan Belgrau pewnie przyszkadzał w przekretach

Justyna
Gość
Justyna

W końcu ktoś nie boi się ujawniać dziwnych działań “burmistrza”. Zaraz cały Urząd będzie przepełniony rodziną i znajomymi tak jak było kiedyś za czasów kadencji tego pana… Wiele niewinnych osób zostało zwolnionych. Taki typ człowieka