Dawna Stolica Polski, Miasto Królów, miejsce inspiracji dla pisarzy i poetów, rodzinne miasto najpopularniejszego smoka w Polsce – Kraków. To właśnie od tego miejsca rozpoczynamy jednodniowe podróże “Głosu Kaszub”. Nie ma być to przewodnik turystyczny, ale relacja z jednodniowej wędrówki. Kto wie, może i Wy Kraków obierzecie za cel kolejnej wyprawy…

Swoje jednodniowe podróże poza powiatem kartuskim, rozpocząłem od Krakowa. Idąc śladami legendarnego szewczyka Dratewki postanowiłem własnoręcznie ubić groźnego smoka, a przy okazji zwiedzić oraz poznać Kraków na tyle, na ile jest to możliwe w jeden dzień.

Od czego zacząć? Oczywiście od Starego Miasta, jednego z 14 miejsc w Polsce, które znajdują się na Liście Światowego Dziedzictwa Kulturowego UNESCO. Na jednym z największych rynków w Europie spotkać można ludzi z całego świata. Wszyscy oni bardzo często swoją przygodę z Polską rozpoczynają właśnie od miasta królów. Wielokulturowość i ilość słyszanych tam języków robią wrażenie, a przy tym przypominają w jak atrakcyjnym turystycznie miejscu jestem.

Jeden z najbardziej znanych kościołów w Polsce – kościół Mariacki. Mieści w sobie m. in. ołtarz Wita Stworza fot. Piotr Chistowski

Stojąc na krakowskim rynku i patrząc na robiący niewątpliwie olbrzymie wrażenie kościół Mariacki nie mogłem doczekać się pewnego dźwięku. I tak do moich uszu doleciała melodia Hejnału Mariackiego. O każdej pełnej godzinie hejnał rozbrzmiewa czterokrotnie na cztery strony świata: w stronę Wawelu, magistratu, Barbakanu oraz Małego Rynku. Co do historii przerwanego hejnału odsyłam do znanej legendy o ataku Tatarów. Myślę, że większość z Was doskonale zna ją z dzieciństwa.

Natomiast, po zakończeniu hejnału słychać było jeszcze jeden bardzo dla Krakowa charakterystyczny dźwięk… gruchanie krakowskich gołębi. One też według legendy nie znalazły się tam przypadkiem. Książę krakowski, Henryk IV Prawy podczas rozbicia dzielnicowego starał się zdobyć koronę królewską. Aby tego dokonać postanowił udać się do Watykanu ze złotem, jako ofiarą pieniężną. W końcu wiedział, że nie zdobędzie korony bez poparcia Stolicy Apostolskiej. Problemem księcia był jednak brak odpowiedniej ilości złota. Tutaj z pomocą wyszła podkrakowska czarownica, która zamieniła rycerzy księcia w gołębie, a one wydziobały fragmenty z murów kościoła Mariackiego, które gdy spadały zamieniały się w złoto. Henryk wyruszył w podróż, a gołębie miały zostać odczarowane po powrocie księcia do Krakowa. Ten jednak w trakcie swojej wyprawy do Watykanu stracił większość złota i nie wrócił już do swojego grodu. Gołębie do dzisiaj czekają na powrót swojego pana i odczarowanie.

Zwykłe gołębie, czy magicznie zamienieni krakowscy rycerze? fot. Piotr Chistowski

Charakterystycznym miejscem w Krakowie są znajdujące się tuż obok kościoła Mariackiego, krakowskie Sukiennice.

Na dole znajdują się stragany z pamiątkami, biżuterią, rękodziełem i wieloma innymi przedmiotami, o które trudno byłoby w innym zakątku Polski. Piętro wyżej zobaczyć można prawdziwe dzieła sztuka, a to za sprawą wystawy Galerii Polskiego Malarstwa i Rzeźby XIX wieku.

Sukiennice w Krakowie – miejsce zakupów i dzieł sztuki fot. Piotr Chistowski

 

Turystyczny raj i … pamiątki z Kaszub

 

Kraków wydaje się być turystycznym rajem. Spacerując mijam kolejne wycieczki i tylko powiewające flagi nad grupami turystów utwierdzają mnie w przekonaniu, że są tutaj ludzie z niemal każdego zakątka świata. Nic dziwnego, krakowski klimat poczuć można na każdym kroku.

Nawet są tego muzyczne akcenty. Mijając zabytki architektury, przechadzając się uliczkami można usłyszeć m. in. Krakowiaka, śpiewającego znaną piosenkę “Jak długo na Wawelu…”.

“Jak długo na Wawelu brzmi Zygmuntowski dzwon, jak długo z gór karpackich rozbrzmiewa polski ton, stać będzie…” śpiewa dla mieszkańców i turystów Krakowiak fot. Piotr Chistowski

Co ciekawe nie tylko o krakowskie akcenty tutaj łatwo. Co rusz napotkać można pamiątki prosto z … Kaszub!

Filiżanki, kubeczki, parasolki, teczki, zeszyty, czy torebki z kaszubskimi akcentami. Wszystko to, do dostania właśnie w Krakowie. Można nawet pokusić się o przypuszczenie, że turysta chcący zwiedzić Polskę, może zakupić sobie wiele pamiątek z całego kraju w jednym miejscu, a resztę czasu spędzić już tylko na zwiedzanie.

Pamiątki w jednym z krakowskich sklepów. Widok nam bliski… fot. Piotr Chistowski

Dostałem kota na punkcie kawy

No i w Krakowie się zakochałem… Tak się stało, i jak dobrze wiecie, gdy chwyci coś za serce to długo w nim pozostanie. Mimo, że moje zauroczenie w stosunku do kawy zawsze było, to dzięki pewnej krakowskiej kawiarni zamieniło się w prawdziwe uczucie.

Mówię tutaj o Kociej Kawiarni “Kociarnia”. Prowadzona jest przez Fundację “Kocia Akademia”, która zajmuje się opieką nad kotami. Wchodząc do kawiarni przechodzimy przez specjalną szafę i choć po drugiej stronie nie ma świata Narnii, to w środku jest dalej magicznie. Raczej o samotne wypicie kawy tam trudno. Każdemu z korzystających towarzyszą mieszkańcy kawiarni – koty.

Po za kawą, czekoladą, czy pysznym ciastem można np. zaadoptować kota.

Kawa i ciasto w Kociarni palce, a raczej łapy lizać! fot. Piotr Chistowski

Co ważne, do podawanego klientowi menu dołączony jest koci regulamin. Oto niektóre z punktów, które się tam znajdują:

Wiem, że jestem gwiazdą, ale nie lubię błysku fleszy – nie używaj lampy błyskowej;

Nie obraź się, gdy zrobię z Ciebie drapak;

Kot nie barista – zamknij za sobą drzwi.

Mi podczas wizyty w kociej kawiarni towarzyszyli Przecinek i Kropek. O tych wspaniałych kotach przeczytać możemy na stronie kawiarni.

– To dwa czarne kocury, dwuletni bracia. Dokarmiane przez Pana Bartka, ale niechciane na osiedlu, znalazły swoją oazę w Kociarni. Na pierwszy rzut oka, trudno ich odróżnić, ale gdy tylko przyjrzymy się lepiej, dostrzegamy, że Przecinek ma nadszarpnięte uszko. Przecinek jest wdzięcznym obserwatorem, który wita przechodniów z okien Kociarni, ale również szefem stada. Kropek jest spokojniejszy od swojego brata, nieco mniejszy i ma zielone oczy. Uwielbia pieszczoty oraz spanie w kociej budce usytuowanej na ścianie – czytamy.

Mi podczas wizyty w kawiarni towarzyszył m. in. Kropek fot. Piotr Chistowski

Poczuć Kraków…

Przyjeżdżając do jakiegoś miejsca, chcemy je poczuć – ten klimat, ten urok, ten czar… W Krakowie wydało mi się, że nie doświadczę tego nigdzie indziej, jak właśnie w Piwnicy pod Baranami.

Niesamowite grzane wino, muzyka pozwalająca nieco cofnąć się czasie oraz klimatyczny wystrój, tworzą z piwnicy miejsce idealne na spotkanie, rozmowę, a może i romantyczne spotkanie we dwoje.

Bar “Piwnicy pod Baranami” nierozerwalnie związany z Kabaretem Piwnica pod Baranami, który wraz z barem został założony w 1956 przez wybitnego artystę Piotra Skrzyneckiego. Przez lata z miejscem związali się tacy artyści jak: Ewa Demarczuk, Beata Rybotycka, Zbigniew Preisner, Marek Grechuta, Zbigniew Raj, czy Grzegorz Turnau.

W piwnicy odbywają się kabarety, koncerty, spektakle teatralne i spotkania z ciekawymi osobami. Tam poczułem klimat krakowskiego miasta.

Na ulicach cichosza

Swoją przygodę z Krakowem kończę, tak jak ją rozpocząłem – na  Starym Mieście. Tam, mimo dalszego ruchu, niezliczonej ilości turystów i mieszkańców, nie wyczuwam już takiego gwaru. Właśnie wieczorną porą najbardziej odczuwalna jest magia tego miasta. Nieugięty tylko na swoim posterunku stoi Adam Mickiewicz.

Pomnik legendarnego wieszcza zniszczony został przez wojska niemieckie w 1940 roku, jednak odbudowano go, a otwarcie nastąpiło niezwykłego dnia, bowiem 26 listopada 1955 roku, w 100 rocznicę śmierci poety. Przez lata z jego istnieniem związanych było wiele nietypowych tradycji. Maturzyści w dniu studniówki obskakiwali go na jednej nodze. Liczba okrążeń miała być równa zdobytym ocenom na maturze. Natomiast przechodzący do rezerwy żołnierze robili pompki przy każdej, wykrzykując nazwę kolejnego miesiąca swojej służby.

Wieszcz stoi więc tam niewzruszony, bacznie przyglądając się kościołowi Marackiemu. I choć przypomina się tutaj piosenka Grzegorza Turnaua to jedno się nie zgadza. Na ulicach cichosza, na chodnikach cichosza, ale Mickiewicz był, jest i będzie w Krakowie, królewskim mieście, które żal mi było tak szybko opuszczać.

Dzień w Krakowie kończę w towarzystwie zawsze poważnego, naszego wieszcza Adama Mickiewicza fot. Piotr Chistowski

Dodaj komentarz

avatar
1500