fot: nadesłane

Kiedy Kasia dowiaduje się o chorobie, w oka mgnieniu wali jej się cały świat. Jednak dzięki jej silnej motywacji i wierze cała historia kończy się szczęśliwie- jest zdrowa. Żyje także, dzięki osobie, której w ogólne nie zna, chociaż jest jej genetycznym bliźniakiem. Kasia żyje dzięki dawcy!

Katarzyna Łaszewska- matka dwóch synków 3 -letniego Marcela oraz 7 -letniego Nikodema. Szczęśliwa żona Pawła. W 2015 roku jej życie przewraca się do góry nogami, kiedy słyszy, że jest chora. Objawy? Jak sama opowiada nie były nadzwyczajne:
– Moje objawy nie były jakieś bardzo zauważalne. Czułam się zdrowo. Czasem miałam chwile osłabienia, i ogólną niechęć, ale to mijało. Występowały u mnie nocne poty. Tłumaczyłam sobie to stanem pogody, bo był to czerwiec. – opowiada Kasia

Diagnoza- ostra białaczka limfoblastyczna

Do lekarza udaje się, gdy zaczynają boleć ją stawy. – Przechodziły mnie takie strzałki w kościach. Początkowo myślałam, że może to jakiś niedobór witamin. – mówi Kasia

Łaszewska. Lekarz zleca badanie morfologii krwi. Pierwszy wynik badania nie jest niepokojący, jednak lekarz decyduje, aby badanie wykonać raz jeszcze po dwóch tygodniach. Kasia według zaleceń lekarza ponownie robi morfologię. Wtedy jeszcze nie wie, że 6 lipca będzie dniem,który na zawsze odmieni jej życie. Właśnie wtedy otrzymuje wiadomość z Ośrodka Zdrowia. Są wyniki, potrzebna kolejna konsultacja.
Dostałam telefon, że mam się wstawić na Ośrodku. Udałam się do lekarza. Powiedział mi, że moje wyniki są znacznie gorsze od poprzednich i podejrzewa on u mnie białaczkę.- opowiada Kasia
Co wtedy czuje? Strach i niedowierzanie. Może to po prostu pomyłka.- Pomyślałam sobie: jak to? Ja i białaczka? Jestem przecież zdrowa. Wtedy zaczęło się najgorsze. Płacz i strach oraz pytanie:”Dlaczego ja?” Wmawiałam sobie, że na pewno zaszła pomyłka i wszystko jest dobrze- opowiada Kasia.
Jeszcze tego samego dnia wraz z mężem Pawłem Kasia udaje się do Kliniki Hematologii i Transplantologii w Gdańsku, gdzie robi dokładne badania. 8 lipca ma już pewność: to białaczka, a dokładniej- ostra białaczka limfoblastyczna.
– Tego dnia nie zapomnę do końca życia. W oka mgnieniu zawalił mi się cały świat. – mówił Kasia Łaszewska.
Wraz z Kasią cierpi jej najbliższa rodzina. – Do końca wszyscy wierzyliśmy, że to pomyłka. Pocieszali mnie mówiąc” Wszystko będzie dobrze Kasiu”. Po potwierdzeniu diagnozy moja rodzina w pierwszym momencie załamała się taka jak ja. Płakali razem ze mną. Lecz zawsze powtarzali: „Musisz walczyć! Masz dla kogo żyć!”

„Mamo, zgubiłaś włoski?”

Kasia ociera łzy i zaczyna walkę z chorobą. W dążeniu do celu pomagała jej myśl o dzieciach i kochającym mężu Pawle.
– Chłopcy nie zdawali sobie sprawy z tego, jak ciężko chora jest ich mama. Chociaż wiem, że przeżyli oni to tak samo jak ja. Kilkutygodniowe rozłąki były bardzo ciężkie. Zadawali często mężowi pytania „tato kiedy wróci mama?” lub „czy mama jest bardzo chora?”. Mąż tłumaczył dzieciom sytuację, w jakiej się znajdowaliśmy i powtarzał im, że wszystko będzie dobrze.
Wygląd Kasi zmienia się jednak na tyle, że dzieci nie sposób jest oszukać. Zwłaszcza, kiedy wraca do domu, przebywając na szpitalnej przepustce.
-Pamiętam, jak mój młodszy syn Marcel, który miał wtedy 1,5 roku i ledwo co mówił powiedział do mnie” Mamo zgubiłaś włoski?”
Kasię bardzo wspiera mąż Paweł. Nagle musi przejąć wszystkie obowiązki domowe. Z pomocą, także teraz przychodzi rodzina.
Paweł wspierał mnie w każdy możliwy sposób. Moja choroba sprawiła, że nagle musiał radzić sobie sam z dziećmi i domowymi obowiązkami. Z pomocą przyszła mu rodzina. Wiem, że było im ciężko.
Rodzina Kasi pragnie, by myślała tylko o sobie i o walce, jaką musi stoczyć.

Kasia wraz ze swoimi synkami w kwietniu 2016 roku- miesiąc po przeszczepie
fot: nadesłane

Walka z chorobą

Od 8 lipca Kasia przebywa w klinice, gdzie jest poddawana chemioterapii.
Nie było łatwo. Leczenie nie przynosiło takich skutków jak planowano. Chemioterapia nie działała na mnie tak jak powinna.- mówi Kasia.
Kasia po chemii odczuwa straszne dolegliwości. Lekarze początkowo liczą na to, że uda się zwalczyć raka tylko chemią. Niestety są w błędzie.
-Usłyszałam od lekarzy, że będę potrzebowała przeszczepu szpiku. Zbadano moich rodziców i brata, ale niestety nikt z nich nie mógł zostać moim dawcą. – mówi Kasia.
Zapada decyzja. Szukamy dawcy niespokrewnionego. – Przeszłam cztery cykle chemioterapii, a afekty nie były dobre. Lekarze mówili mi, że mój organizm jest chemioodporny, Razem zdecydowali, że muszę przejść przeszczep ratujący życie bez remisji. – opowiada Kasia.
Kasia musi stoczyć jeszcze jedną walkę- pozyskać dawcę. Po raz kolejny dobrzy ludzie przychodzą jej z pomocą. Tego samego roku w grudniu odbędą się dwie akcje, podczas których można zarejestrować się do bazy DKMS i tym samym zostać potencjalnym dawcą szpiku. Pomaga Zespół Kształcenia i Wychowania w Brodnicy Górnej oraz Szkoła Podstawowa w Borzestowie. Udaje się! Znalazł się dawca, jest szansa na to, aby żyć! 16 marca 2016 roku Kasia przechodzi przeszczep allogeniczny komórek krwiotwórczych od dawcy niespokrewnionego.

-Czas po przeszczepie był dla mnie najtrudniejszy. Przebywałam w sterylnej izolatce. Odczuwałam totalny brak sił, brak apetytu. Pomimo tego wszystkiego udało mi się ten okres przetrwać.

Od lipca 2015 roku do kwietnia 2016 roku Kasia przebywa w szpitalu. Wraca do domu jedynie na przepustki
fot. nadesłane

Powrót do zdrowia

20 kwietnia Kasia wraca do domu. Jest to jednak czas, w którym towarzyszy jej ciągły strach. I tak przez 100 dni, które zadecydują o tym, czy przeszczep się przyjmie.

-Ryzykowny czas po przeszczepie to 100 dni. Początkowo miałam cotygodniowe kontrole. Lekarze kazali mi na siebie uważać, tłumacząc, że teraz mój organizm jest jak małe dziecko i narażony jest na wszelkie infekcje. – tłumaczy Kasia
Udało się jednak przejść przez 100 decydujących dni. Mija niemalże rok od chwili, w której Kasia narodziła się na nowo, dzięki przeszczepowi. I chociaż jak sama przyznaje, wraca do normalnego życia, to wydarzenie odmieniło ją i całe jej życie.

Takie sytuacje zmieniają człowieka na zawsze. Zmienia się nasze myślenie. -mówi Kasia
Kobieta ma jeszcze jedno marzenie- poznać osobę, dzięki której nadal może żyć- poznać swojego dawcę. Wedle polskich przepisów takie spotkanie jest możliwe po dwóch latach, od daty przeszczepu. Dowiaduje się jednak, że była to kobieta z Polski.

Chciałabym poznać tą osobę i przede wszystkim podziękować jej za dar życia. To właśnie dzięki niej teraz mogę cieszyć się z każdej chwili. Codziennie wstając rano dziękuję też Bogu, za to , że udało się przezwyciężyć tę chorobę i proszę, go oto abym była zdrowa.

Przeszczep może być jedyną szansą, aby żyć

Kasia znalazła swojego genetycznego bliźniaka, a jej historia pokazuje, że z każdej choroby, dzięki silnej motywacji i ludziom dobrej woli. można się wyleczyć. Co godzinę w Polsce jedna osoba dowiaduje się, że jest chora na białaczkę. Często jedynym ratunkiem jest przeszczep od dawcy niespokrewnionego. Właśnie dlatego organizowane są Dni Dawcy Szpiku, podczas których można zapisać się do bazy DKMS, bazy potencjalnych dawców komórek macierzystych. Tak było w przypadku Kasi, tak było również w przypadku Pawła z Mojusza. Pamiętajmy, że pomoc mamy w genach.

1
Dodaj komentarz

avatar
1500
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Brawo! Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
Brawo!
Gość
Brawo!

Super, pani Kasiu! Niech Pani historia będzie motywacją dla innych!