Każdy z nas pamięta lekcje tak nudne, że większość czasu spędzaliśmy przyglądając się wskazówkom zegara tęskniąc za powolnie zbliżającą się przerwą. Później tony książek w plecaku, niemiłosierne zadania domowe i śniące się po nocach klasówki. A co jeżeli można inaczej? Edukacja alternatywna wzbudza wiele zmiennych emocji w środowisku oświatowym. Co to takiego? Czy nauka może stać się zabawą? Szkoła może stać się miejscem rozwijania kreatywności? A gdzie w tym wszystkim podstawa programowa? O tym rozmawiam z nauczycielką w szkole z edukacją alternatywną, Anną Stefanowską.

Piotr Chistowski: Czym jest edukacja?

 

Anna Stefanowska: Edukacja jest skupiona na dziecku i na jego kompetencjach.  Pozbawiona przymusu. Dla mnie to kontakt z dzieckiem. Relacja nauczyciela z uczniem. Rozmowa i nauka poprzez doświadczenie. Dla mnie edukacja to po prostu rozmowa. Pokazanie, że nauka może być fajna. To nie tylko testy, egzaminy, zadania, ale przygoda, która przygotowuje do życia nowe pokolenia.

 

P.CH: A czym w takim razie jest edukacja alternatywna?

 

A.S: Edukacja alternatywna daje dziecku autonomie. Odchodzi od demokratyzacji państwowego systemu szkolnego  i wspiera indywidualną drogę rozwoju dziecka. W każdej placówce alternatywnej ta edukacja wygląda trochę inaczej ma inny zasady, zajęcia inaczej wyglądają.  To autorzy  układają program nauczania  i zasady wychowania. Edukacji alternatywnej powinien przyświecać wspólny cel. Wspierać a nie karać i traktować każde  dziecko indywidualnie.

 

P.CH: To opozycja do edukacji publicznej.

 

A.S: Tak. Zakłada nowe koncepcje kształcenia.  Podstawy i metody w edukacji alternatywnej bazują na relacji i szacunku do ucznia. Nie jest skazany tylko na kartkę przegotowaną przez nauczyciela, ale powinien mieć inną opcje wyboru. Ja, jako nauczyciel zawsze staram się wyjść do dziecka. Jeżeli uczeń ma ochotę napisać jakieś zadanie na chodniku, czy kartonie – proszę bardzo. W szkole publicznej byłoby to nie do pomyślenia. Dostajesz białą kartkę i nie masz żadnej opcji dodatkowej. Jest tylko jeden, wybrany już wcześniej, schemat.

 

P.CH: Popularny jest powiedzenie, że „szkoła niszczy kreatywność”. Edukacja alternatywna ma temu zapobiec?

 

A.S: Tak to prawda. Wszystkie prace muszą wyglądać tak samo. Łąka musi być zielona, a słoneczko żółte… Mam wrażenie, że dzieci czują się zmuszani do zajęć w szkole lub liczna ich ilość nie lubi na nie chodzić. Powodem jest to, że większość nauczycieli nie wprowadza do zajęć innowacji, a także nie dają dziecku możliwości wyboru.

Dzieciaki kochają żłobek, kochają przedszkole, ale jak przychodzą już do szkoły to te same dzieciaki zaczynają jej nienawidzić. Powtarzają “nie lubię zajęć plastycznych”, “nie lubię pisać”, “czytanie jest  nudne, a Pani w szkole każe mi to robić”.

To dlatego, że szkoła „zmusza” do nauki. Nie ma w tym żadnej atrakcyjności, nikt nie zachęca do tej nauki. A jeżeli nie masz motywacji wewnętrznej , a jedynie zewnętrzną, to później nie masz ochoty już tego robić.

 

P.CH: Mamy alternatywę, zachęcanie, różne opcje… a gdzie w tym wszystkim program ministerialny do zrealizowania?

 

A.S: Można to połączyć. Przecież można realizować podstawę programową w sposób twórczy, wprowadzić różne innowacje. Jeżeli dziecko ma jakiś swój pomysł na realizację jakiegoś zadania to dlaczego nie? Z jakiegoś powodu nie pozwalamy dzieciom myśleć samodzielnie, kreatywnie.

 

P.CH: Kto ma później łatwiej, kto masz większe szanse– dzieciak po edukacji alternatywnej, czy kształceniu publicznym?

 

A.S: Na samym początku z pewnością ma uczeń po szkole publicznej. Tam są schematy, egzaminy, oceny. Natomiast dziecko po szkole alternatywnej zadaje pytania, jest trudniejsze, chce więcej opcji.

Ja uważam, że łatwiej będzie miała osoba po edukacji alternatywnej. Taki uczeń potrafi znaleźć więcej rozwiązań, nie będzie funkcjonował w schematach, ale próbował sam coś stworzyć. System kształcenia publicznego jest nieprzystosowany do wymagań na rynku pracy.

 

P.CH: Czy w życiu dorosłym edukacja alternatywna się przyda? Szara polska rzeczywistość może im nie pomagać…

 

A.S:  Wydaję mi się, że ta polska szara rzeczywistość już się powoli zmienia i coraz więcej jest alternatyw i różnych innowacji. Daleko nam do Finlandii i Szwecji jeśli chodzi o edukacje i szacunek do ucznia,  ale z tego co obserwuję, ludzie mają dość schematów, publicznego systemu nauczania, kartkówek i zadań domowych. Teraz światem rządzi technologia. Już teraz nie piszemy ręcznie, tylko wszystko na komputerze.  Zamiast encyklopedii wszystko można znaleźć w Internecie. W życiu dorosłym edukacja alternatywna będzie bardziej potrzebna, ponieważ uczy praktycznej wiedzy, pokazuje że można zrobić coś inaczej, nie trzeba trzymać się schematów.

Finlandia jest bardzo dobrym przykładem ponieważ uzyskuje najlepsze wyniki w testach PISA, a tej „alternatywy”, która jest u nich na porządku dziennym jest więcej niż w naszych publicznych szkołach.

 

P.CH: Uczeń po edukacji alternatywnej myśli samodzielnie?

 

A.S: Tak, z pewnością.

 

P.CH: Są chyba jednak wyjątki. Są uczniowie, którzy lubią szkołę publiczną, mają osiągnięcia, wyróżniają się, zadają pytania…

 

A.S: Tak, dlatego nie chcę mówić o wszystkich dzieciach. Są uczniowie, którzy tak jak powiedziałeś zadają pytania, lubią szkołę publiczną i chętnie tam chodzą, chociaż takich uczniów jest bardzo mało.

Mam wrażenie, że te dzieci po prostu nie wiedzą, że mogłyby się uczyć inaczej, że mają jakiś wybór. Znają taki schemat nauki i edukacji.

 

P.CH: Szkoła w której uczysz ma w ofercie dla uczniów nietypowe zajęcia, prawda?

 

A.S: Chemia, polski, matematyka, ale też robotyka, włoski i angielski.

Mam to szczęście, że pracuję w szkole z edukacją alternatywną. Tam też realizowana jest podstawa programowa, ale realizowana jest w sposób bardziej kreatywny niż w szkole państwowej. Jest większy szacunek do dziecka.  Jest dużo kreatywnych zajęć i sportu.

 

P.CH: Edukacja alternatywa jest coraz popularniejsza w Polsce?

 

A.S: Teraz faktycznie, jest takie „boom” na edukację alternatywną.

Rodzice coraz głośniej buntują się przeciwko temu, jak wygląda dzisiejsza szkoła publiczna. Dzieci są obciążone nauką, plecaki ważą kilogramy, a zadania domowe nie pomagają w rozwijaniu pasji.

Aczkolwiek edukacja alternatywna była już wcześniej, np. szkoły Montessori. Teraz z pewnością jest tego więcej i idzie to w dobrym kierunku.

 

P.CH: Jednak chyba tylko w dużych miastach.

 

A.S: Coś w tym jest. W małych miastach, na wsiach jest mniej placówek alternatywnych, ponieważ mają mniejszy dostęp do różnych instytucji kulturalnych i świadomość , że edukacja może być inna też jest mniejsza. Chociaż nie chce generalizować…

 

P.CH: Egzaminy gimnazjalne za nami, trwają matury. Co sądzisz o takich egzaminach, jako wyznacznikach wiedzy zdobytej w szkole?

 

A.S: Nie mogę powiedzieć, że egzaminy maturalne są złe.

Uważam, że uczniowie tak się stresują tym egzaminami, że chcą zakuć, zdać, zapomnieć. Można jednak przygotować tych uczniów trochę inaczej. W szkole publicznej brakuje często dobrej relacji nauczyciela z uczniami. Ten egzamin mógłby wyglądać trochę inaczej. Za często i za bardzo „straszymy”  egzaminami, to powoduje, że uczniowie nie lubią egzaminów. Jeśli  zajęcia z danych przedmiotów są atrakcyjne, ciekawe i uczniowie chętnie na nie uczęszczają to egzamin maturalny powinien być formalnością.

Wtedy „straszenie” byłoby bez sensu.

 

P.CH: Kluczem jest to, aby nauczyciel był człowiekiem.

 

A.S: Tak. My, jako nauczyciele powinniśmy z uczniami dużo rozmawiać. Powinniśmy wychodzić poza schemat. Rozmawiać o pasjach, zainteresowaniach i posłuchać pasji uczniów. Uważam, że nauczyciel nie jest żadnym guru. Powinien potrafić zarazić pasją, a także przyznać się do błędu lub niewiedzy.  Mamy teraz inną młodzież. To jest „pokolenie z”. To ludzie, których interesują nowe technologie, internet. Siedzenie nad książką w szkolnej ławce nie jest atrakcyjne. Mam czasami wrażenie, że szkoła zatrzymała się już wiele lat temu. Świat się zmienił, a my dalej siedzimy w szkolnych ławkach.

Ten sam uczeń w domu ma internet, nowy sprzęt. Może znaleźć interesujące go książki, informacje, muzykę, a w szkole? Tutaj siedzi w szkolnej ławce i czyta książki,  te same co czytali w szkole ich rodzice. A co najgorsze, nikt w szkole nie pozwala na inną opcję, nie wskazuje alternatywy i zataczamy błędne koło.

 

P.CH: To nie jest też trochę tak, że nauczyciel nie ma jak zachęcić? Mówi się o tym, że obecna podstawa programowa jest nieco archaiczna, a kanon lektur powinien uleć modernizacji…

 

A.S:  To prawda. Wydaje mi się, że jeśli nauczyciel prowadzi zajęcia w sposób kreatywny i ciekawy to ta podstawa programowa nie będzie nudna.  Tylko nauczyciel musi chcieć. Dzieci nie lubią czytać, bo lektury są dla nich nudne i nieciekawe.  A to powoduje, że Ci uczniowie w dorosłym wieku też nie czytają, bo nie lubią. A nie lubią bo w szkołach ich zmuszano.

 

P.CH: Taki uczeń po edukacji alternatywnej, chce pójść na studia? A jeżeli tak, to poradzi sobie z systemem jaki panuje w szkołach wyższych?

 

A.S: Wydaję mi się, że jeśli będzie chciał studiować, to będzie studiował i sobie poradzi.

 

P.CH: Jak wygląda dzień w szkole alternatywnej?

 

A.S: Najpierw muszę podkreślić – to nie jest tak, że każda szkoła alternatywna jest dobra, a każda szkoła publiczna jest zła. Uważam, że bardzo wiele szkół publicznych ma świetnych wychowawców, natomiast jest mnóstwo szkół alternatywnych, które są beznadziejne. Szkołę tworzą nauczyciele.

W każdej szkole alternatywnej dzień będzie wyglądał inaczej.  W tej szkole, której ja uczę to są bloki 1,5 h. Jest też plan zajęć, ale zajęcia są już inne. Jest angielski, włoski, robotyka, programowanie, polski, matematyka. Swobodna zabawa, gdzie dzieciaki biegają po dzikiej górze z kijami, zjeżdżają na tyrolce. Jak jest cieplej siedzimy z dziećmi na kocykach, nocujemy w szkole lub robimy ognisko.

Nie ma opcji “tylko podręcznik”, ale są trzy opcje do wyboru, które wybiera nauczyciel. U nas dziecko ma prawo powiedzieć, że zajęcia są nudne. To nauczyciel ma obowiązek postarać się i przeprowadzić tak zajęcia, aby dzieciom się chciało i podobało.

 

P.CH: Ilość przedmiotów jaka jest obecnie w szkołach publicznych jest potrzebna? Uczniowie skarżą się często, że już na poziomie liceum fizyka, czy chemia dla ucznia specjalizującego się w języku angielskim, albo historii jest po prostu bezsensu i na odwrót…

 

A.S. Uważam tak jak uczniowie. W szkołach publicznych jest za dużo bezsensownych wiadomości, które nie są potrzebne w życiu. Za dużo trzeba pisać i uczyć się tego na pamięć. Jeśli uczeń będzie chciał pogłębiać wiedzę z danego przedmiotu to na pewno będzie to robił. Powinno być więcej przedmiotów praktycznych, które przydadzą się uczniom takie jak chociażby gotowanie, lub zajęcia praktyczne z chemii np. jak zrobić mydło.

To na pewno byłoby ciekawsze niż nauka definicji na pamięć.

 

P.CH: Co zatem myślisz o reformie oświaty?

 

A.S:  Taka jaka jest w państwie polityka taka jest reforma oświaty.  Edukacja jest zależna od rządu, który wygrywa daną kadencję.

 

P.CH: Dziękuję za rozmowę.

Wywiad ukazał się w wydaniu papierowym tygodnika “Głos Kaszub, 9 maja.

fot. Piotr Chistowski

2
Dodaj komentarz

avatar
1500
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
MarysiaO tym jak trudno we współczesnym świecie wychowywać do wartości | Obserwatorium Edukacji Recent comment authors
najnowszy najstarszy oceniany
trackback

[…] Przeczytaj także wywiad na stronie „Głos Kaszub”  –  A. Stefanowska: Świat się zmienił a my nadal siedzimy w ławkach   –   TUTAJ […]

Marysia
Gość
Marysia

Brawo! Oby więcej takich nauczycieli! Szkoda, że tak mało jest wywiadów o edukacji alternatywnej